Każdy akt przemocy dorosłego wobec dziecka, powinien spotkać się z bardzo zdecydowaną reakcją otoczenia. Mimo to rozumiem i zgadzam się z opinią, że nie każdy powinien być ścigany z urzędu, bo ryzykujemy wówczas serię bardzo kontrowersyjnych sytuacji, których skutek będzie gorszy od chwili słabości wychowawcy czy nauczyciela.
REKLAMA
Po pierwsze.
Jestem zdania, że zdecydowanej większości osób pracujących z dziećmi, bądź wychowujących je, zdarzyła się przemoc psychiczna bądź fizyczna wobec wychowanków. Mi też, między tysiącami dzieci, z którymi pracowałem, i setkami tysięcy sytuacji wychowawczych, bardzo rzadko, ale zdarzały się sytuacje, w których krzyknąłem na dziecko, nie dałem mu prawa obrony, nie poszanowałem jego człowieczeństwa.
Zdarzały mi się sytuacje, że siłą zatrzymywałem wychowanka, który chciał wyjść z pokoju po tym, jak zrobił coś złego, np. uderzył kolegę. Nienawidzę tego typu sytuacji i zawsze tłumaczyłem to dziecku. Ale jednak ze względu na całą grupę, decydowałem się na nie.
Każdej sytuacji tego typu żałuję.
Ale zarazem pytam, czy naprawdę wśród osób, które codziennie pracują z taką ilością dzieci i młodzieży, nigdy się nie zdarzyło zachowanie, które mogłoby być potraktowane jako przemoc psychiczna lub fizyczna? Ba, czy nie zdarzają się one rodzicom? Nie zdarzyły się NIGDY p. Dorocie Zawadzkiej?
Po drugie.
Każdy akt przemocy powinien spotkać się ze zdecydowaną reakcją. Każda taka sytuacja powinna być potraktowana w taki sposób, żeby nigdy więcej się nie powtórzyła. Może nauczyciel potrzebować urlopu, bo sobie nie radzi z prywatnymi rzeczami. Może potrzeba jest rozwiązać pewne sytuacje w grupie. Może dziecko prowokuje takie sytuacje, bo też ma jakiś problem.
Nic nie jest usprawiedliwieniem, ale każda sytuacja ma inne przyczyny. Reakcja na nie powinna być taka, żeby sytuacje NIGDY się nie powtórzyły.
Po trzecie.
Jeśli nauczyciel z pomocą szkoły jest w stanie sam określić przyczyny, dobrze wie, że tego nie powinien robić i wie co ma zrobić, żeby się nie powtórzyło – nie widzę powodu, żeby był ścigany z urzędu. Szczególnie, że osoby karane po prostu nie mogą wykonywać zawodu nauczyciela, bo zabrania tego prawo. Czy aby na pewno wszyscy ci, którzy popełnili ten karygodny (ale czy tej kary?) błąd zasługują, by skończyć karierę zawodową z piętnem „bije dzieci”?
To daje pole do koszmarnych nadużyć, do oskarżeń, które nawet odparte, będą ciągnąć się za nauczycielami. Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, kiedy młodzież chcąc pozbyć się zbyt wymagającego nauczyciela będzie prowokować go do takiego błędu.
Rzecznik Praw Dziecka, minister Marek Michalak zdecydowanie ma rację mówiąc, że lekceważenie przemocy jest bardzo złym objawem i trzeba na nie zdecydowanie reagować. Nie wolno trzymać blisko dzieci osób stosujących przemoc. Nie wolno zgadzać się na ich obecność wobec dzieci. Tyle że pod lupę trzeba wziąć „recydywistów”, a nie wszystkich, także tych, którym błąd uderzenia dziecka zdarzył się jedyny raz w życiu.
Ale trzeba też dać ludziom prawo do błędu. Nie bezkarność, bo jak wspominałem, błąd w takiej materii zawsze powinien spotykać się z reakcją, przeprosinami, zadośćuczynieniem i zadbaniem, by to był ostatni błąd. Ale nie nasyłajmy na wszystkich prokuratora.
