Piłkarska gorączka zalewa Polskę, nie oszczędzając dzieci. To bardzo silna energia, dzieciaki przebierają się i chcą być jak Robert Lewandowski czy Przemysław Tytoń. To czy swoje pragnienie będą realizować na boisku czy też grając na PSP, to już zależy od rodziców, zwłaszcza ojców.
REKLAMA
Pierwszy piłkarski turniej, jaki pamiętam, to Euro 1988 w Holandii. Grał wtedy holenderski bramkarz, Hans van Breukelen, specjalista od rzutów karnych, do których ustawiał się w specyficzny sposób. Na boisku (6-latek na warszawskim podwórku bez rodziców) lubiłem wtedy grać na bramce i właśnie jak on stawać do karnych. Innym przypadała rola Ruuda Gullita czy Marco van Bastena i innych mistrzów Europy. Nawet bez Polaków i turnieju w kraju, futbolowa gorączka ogarniała dzieciaki.
Każda taka impreza, nawet Wyścigi Pokoju (wyobrażacie to sobie? Dzieci oglądające kolarzy?), wyganiała potem dzieci z domu, by na zewnątrz odgrywać rolę idoli z boiska, ulic czy parkietu koszykarskiego.
Pasja sportu rozpuściła się już w roztworze innych zainteresowań. Dzieci mają znacznie szerszy wybór zainteresowań niż ponad 20 lat temu, więc sport już nie hipnotyzuje tak bardzo. Ale Euro działa mocno i nawet dzieci nie interesujące się piłką, łapią bakcyla.
Tyle że boisko też ma swoich konkurentów. Przede wszystkim gry komputerowe, gdzie dzieci mogą poprowadzić Polskę do mistrzostwa Europy. Nie mogą też być pewne, że wychodząc na dwór, spotkają rówieśników.
Tutaj właśnie jest apel do was ojcowie. Euro to taki moment, w którym możecie dzieciaki zainteresować sportem. Może warto zawalczyć o godzinę dziennie, żeby wyjść z synem na boisko, może spotkać tam innych ojców z dziećmi. W tych dniach bieganie za piłką daje dzieciom (ojcom też, mam nadzieję) dużo większą radość, a kto wie, może niektóre z waszych pociech od września zapiszecie na zajęcia z piłki nożnej? W czasach komputerowych dzieci i problemów z otyłością czy integracją sensoryczną to dobry pomysł. A może za 20 lat będziecie syna oklaskiwać na stadionie?
Schodząc z chmur - to dobry pomysł na zaszczepienie chęci do sportu. To także czas emocji, więc dobrze być blisko, to na pewno zbliża ojca i syna (choć nie jest to też strefa zakazana dla matek i córek). Szkoda nie skorzystać z takiej okazji!
