Nazwijcie mnie człowiekiem z ciemnogrodu, seksistą czy homofobem, ale dla mnie nie ma miejsca na dyskusję co do tego, czy dzieci powinny się wychowywać w rodzinach homoseksualnych na tych samych prawach, co rodzinach „tradycyjnych” – otóż nie powinny, bo braki społeczne w tym wypadku są po prostu za duże.
REKLAMA
Wychowanie to nie tylko miłość
Autorzy głośnego artykułu w Newsweeku z dumą powołali się na badania, że rodzice homoseksualni równie mocno kochają swoje dzieci, co rodzice heteroseksualni. Cóż, jestem oczywiście ciekaw, jak zostały prowadzone te badania. „Jak bardzo w skali 1-5 kochają państwo dzieci?”, czy też został wykorzystany inny pomysł. Ale załóżmy, że ta miłość jest policzalna i wyniki są rzetelne...
No i co z tego! Wychowanie to nie jest tylko miłość, a nierzadkie są sytuacje, w których mimo miłości, w rodzinie działy się rzeczy złe, nie pozwalające na harmonijny rozwój dziecka. Wychowanie składa się nie tylko z miłości, a jedną z kluczowych rzeczy jest przystosowanie dziecka do życia w społeczeństwie, które, NIESPODZIANKA, składa się z mężczyzn i kobiet.
Nie podważam miłości rodziców homoseksualnych, ale przykro mi – to za mało.
Brak ról
Problem rodzin homoseksualnych polega na braku wzorców, których dziecko się uczy przede wszystkim od rodziców. To właśnie w rodzinie dziecko uczy się, na czym polega życie w związku oraz nawet bycie rodzicem. Więc mały Staś uczy się, co to znaczy być mężczyzną wobec partnerki oraz jak być ojcem. Dwie mamy mogą o tym jedynie opowiedzieć, próbować ściągać wujków, wysyłać na zajęcia prowadzone przez mężczyzn itd. czyli po prostu szukać zastępstw. Ale dziecko, do uczenia się roli, potrzebuje widzieć ją z bliska. Teoretycznie istnieje możliwość załatania wszystkich braków poprzez różne sprytne sposoby, ale jest to arcytrudne, a może nawet niewykonalne.
Nawet jeśli dziecko jest tej samej płci co obydwoje rodziców, to musi wiedzieć, jak ma reagować np. kobieta wobec mężczyzn i najlepiej jak obserwuje to z bliska. Dowiaduje się, jak funkcjonują osoby różnych płci. Uczy się też relacji w związku, nie generalnie, na co pozwala także związek homoseksualny, ale właśnie w układzie mężczyzna-kobieta. Zdecydowanie nie chcę odmawiać prawa do miłości parom homoseksualnym, ale jestem przeciwny temu, żeby dziecko z własnej rodziny wynosiło jedynie wzorzec układu o orientacji homoseksualnej, bo mimo wszystko jest bardziej prawdopodobne, że natura skieruje dziecko właśnie ku orientacji heteroseksualnej. Wówczas będzie mu trudno się w takiej relacji odnaleźć.
W skrócie – świat składa się z mężczyzn i kobiet, a w domu rodzinnym uczymy się podejmowania ról wobec osób obu płci. Jeśli w domu tego wzoru nie ma, to w przyszłości tego wzoru zabraknie. Wiemy to na podstawie tego, jak się wychowują dzieci bez któregoś rodzica, jak trudno jest taki brak po prostu nadrobić.
Może być gorzej
Mam nadzieję, że nikt nie będzie próbował sprowadzić dyskusji do populistycznego i logicznie beznadziejnego poziomu „w rodzinach heteroseksualnych może być gorzej”. Więc powiedzmy sobie jasno – tak, są gorsze rzeczy, które mogą się zdarzyć dzieciom, niż homoseksualni rodzice.
Więc jakbym miał wybierać, czy lepiej by dziecko było w domu dziecka, albo doznawało przemocy – owszem, lepiej mu będzie w rodzinie homoseksualnej bez tych trudnych czynników. Czy lepiej mu będzie z samotnym rodzicem – sprawa dyskusyjna i pewnie indywidualna. Ok, jeśli nasze społeczeństwo składa się z patologii, przemocy i domów dziecka, to rzeczywiście lepiej już przymknąć oko na duże braki, jakie są w rodzinach z rodzicami jednej płci. Wówczas ja też podniosę rękę na „za”.
Niemniej żadna patologia nie umniejszy braku wzorca obydwojga płci, który jest dzieciom potrzebny. Dlatego zdecydowanie mocniej chciałbym poprawić sytuację dzieci w rodzinach heteroseksualnych – także zastępczych, bo tam dzieci się lepiej rozwijają. A przy okazji chciałbym, by ten artykuł wzięli do siebie także ojcowie, których dzieciakom po prostu brak.
Odmawiam miłości?
Domyślam się zarzutu, że jestem cham i odmawiam miłości rodzicielskiej i równości homoseksualistom. Tak, robię to w obronie dzieci. Wy wykrzyczycie swoje prawa bardzo dobrze. Dzieciaki się muszą dostosować i dorośli – jak to w wychowaniu bywa – muszą sami mądrze odgadywać ich potrzeby. Stąd mój ostry artykuł. Nie wtrącam się żadną miarą w miłość między wami, to wolny wybór dorosłych ludzi. Ale kiedy dochodzi do dokonywania wyboru za dziecko, to wołam o rozsądek w ich imieniu.
