„Człowiek postępowy” brzmi dumnie. Szkoda tylko, że nasze (dzieci i dorosłych) mózgi są zacofane i nie chcą za tym postępem podążać, bo ewolucja nie zając i od razu nas za postępem nie popchnie. Dzieci nie zmieniają się tak, jakby niektórzy tego chcieli. Jak czytam, na co postępowi ludzie się otwierają, to zdecydowanie stoję po stronie ekstremizmu. Dla dobra dzieci.
REKLAMA
Dzieci potrzebują rodziców obojga płci i żadna postępowość, na którą Tomasz Lis jest otwarty (nawet jeśli jeszcze nie jest jej zwolennikiem), tego nie zmieni. Dzieci na taki postęp zareagują trudnościami społecznymi, niezależnie od orientacji seksualnej, którą przyjmą w przyszłości.
Dzieci potrzebują obecności rodziców, zwłaszcza w pierwszych 2-3 latach życia. Nie zaakceptują postępowych i prorodzinnych żłobków od 5-miesiąca życia dla każdego dziecka. Dzieci na ten postęp zareagują obniżoną pewnością siebie i obniżoną umiejętnością nawiązywania relacji.
Dzieci potrzebują obydwojga rodziców. Czasem życie nie daje wyboru i w takiej sytuacji trzeba samotnym rodzicom pomóc w wychowaniu. Niemniej widzę, że coraz bardziej postępowy człowiek wierzy, że dziecku jest wszystko jedno czy ma jednego czy dwoje rodziców.
Dzieci nie potrzebują też „intelektualnych dopalaczy” w postaci wydumanych zajęć stymulujących rozum, które są teraz na topie na warszawskim rynku. Także technologiczne „dopalacze rozwoju” w postaci komputerów, tabletów, komórek nie są dla nich dobre. Dzieci potrzebują miłości, czasu i (dobrej) konsekwencji rodziców. To one są najważniejsze w pierwszych latach życia, a nie czytanie, matematyka i internet od pierwszych miesięcy życia.
Przez postęp w wychowaniu rozumiem coraz lepsze rozumienie psychiki dzieci i dostosowanie do niej środowiska rozwoju. Traktowanie ich zgodnie z ich możliwościami i sprzyjanie ich predyspozycjom rozwojowym. Ostatnio uciekamy od kar cielesnych, uczymy się bronić ich podmiotowości. Bo (NARESZCIE!) po tysiącach lat ją zrozumieliśmy. Wkurza mnie, kiedy dorośli te osiągnięcia mają „gdzieś” i myślą tylko o sobie.
Postępowość, która ostatnio mnie wkurza, często jest zaprzeczeniem tych predyspozycji i żaden zwolennik hasła „płeć to tylko czynnik społeczny” tych predyspozycji nie zmieni. Nie zmieni tego także postępowy Newsweek. Dziecko to dziecko. Koniec kropka.
„Postępowość” w tematach dziecięcych mnie przeraża. Coraz częściej trudności dzieci nie są efektem ciężkiej sytuacji rodziców, a są zwykłą postępow...pardon...krótkowzrocznością i egoizmem dorosłych.
