Obecne trendy w wychowaniu niepokojąco ograniczają naszym dzieciom i młodzieży rozwój społeczny na każdym etapie rozwoju. Od urodzenia po pełnoletniość. Czy jest tragicznie? Niekoniecznie. Czy będzie tragicznie – możliwe. Od 15 lat jesteśmy pod względem społecznego wychowania dzieci w trakcie fikołka, który może się skończyć złamaniem karku.
REKLAMA
Maluchy
Dzieci przez pierwsze dwa-trzy lata nie potrzebują rówieśników, co nie znaczy, że nie rozwijają się w tym czasie pod względem społecznym. One uczą się nawiązywania relacji z najbliższymi osobami – rodzicami. Uczą się, czy zaufanie rodzicom, na które siłą rzeczy są skazane, kończy się dobrze. Dziecko jeszcze niewiele rozumie z tego co mówią rodzice, po prostu doświadcza. Dlatego „pójście” do żłobka to nagłe rozstanie, potem powrót, rozstanie, powrót, rozstanie. Z panią, która ma zastąpić mamę w żłobku jest podobnie. Jest-nie ma-jest-nie ma. Czego się dziecko uczy o zaufaniu?
Dzieci żłobkowe w dorosłości mają problemy z zaufaniem drugiemu człowiekowi. Zosia-samosia to właśnie ktoś, kto w dzieciństwie nie mógł zaufać najbliższym osobom, więc woli wszystko robić i kontrolować sam**. Kiedyś takich dzieci było w Polsce 25-30 tysięcy (w 2000 roku 2-3% dzieci do lat 3), jeśli przewidywania się sprawdzą – będzie ich około pół miliona czyli z 2% zrobi się blisko 50%!
Kiedyś też były żłobki, i to niewiele mniej. Liczba miejsc w nich przez ostatnie 10 lat zwiększyła się zaledwie o 3-7 tysięcy (zależy od źródeł statystycznych*) i oscyluje w okolicach 30-35 tysięcy. Bardzo dobrze, że są żłobki dla najbardziej potrzebujących rodziców, bo czasem sytuacja życiowa nie daje wyboru i bez żłobka trzeba by zaniedbać niemniej ważne potrzeby.
Źle natomiast, że promuje się je jako „politykę prorodzinną”***, a tak naprawdę zagania się rodziców, żeby produkowali kasę na podatki, kosztem społecznego rozwoju dzieci. Rodzic myśli, że robi dla dziecka dobrze i pod tym sztandarem w ostatnim czasie powstało 150 tysięcy miejsc w klubach malucha. Nowa ustawa o opiece do lat trzech może spowodować powstanie nawet 400 tysięcy nowych miejsc oddzielenia od podstaw rozwoju społecznego (przewidywania „Gazety Prawnej).
Przedszkolaki i pierwszaki
Dzieci do eksploracji świata dojrzewają w wieku przedszkolnym. My, prócz przedszkola, ruszyliśmy też na podwórka, grać w piłkę, kopać w piasku i bawić się na trzepakach. Często bez rodziców (pamiętacie podbalkonowe „maaaamoooo piiiiiłkęęęęę”?) - a razem z kolegami. W domu często nuda, czasem wywalczony czasu u rodziców lub jak ktoś miał szczęście – zabawy z rodzeństwem. Komputery też się zdarzały, ale tandetność gier powodowała, że bez drugiego człowieka nudziły się znacznie szybciej.
Teraz? Rodzice nadal jak mogą, to się bawią z dziećmi, ale rzadziej puszczają je na zewnątrz, bo się boją, zresztą coraz częściej nie ma do kogo tych dzieci puszczać. Dobrze, jak spotykają się ze sobą zaprzyjaźnione rodziny. Czasem udaje się wyciągnąć rodzica na plac zabaw – to są sytuacje jak najbardziej pozytywne, ale coraz rzadziej jest to całe letnie popołudnie spędzone z rówieśnikami aż do "wieczorynki".
Coraz częściej zamiast podwórka (szczelnie ogrodzonego płotem), w ręku ląduje iPad, albo sadza się dziecko przed komputerem. Także telewizja nie proponuje jedynie dobranocki o 19.15. Dzieciaki mają kreskówką propozycję w dowolnym momencie. Internet pod tym względem także współpracuje. Zamiast z rówieśnikami, dziecko obcuje z postaciami z komputera, lub z Ben 10, który problemy rozwiązuje przez rozpieprzanie w drobny mak.
Młodzież
Dla dzieci rówieśnicy są ważnym elementem zabawy i często to zabawa, a nie człowiek, są najważniejsze, choć można się przywiązać do kumpla, bez którego zabawy po prostu tracą smak. Dla młodzieży grupa rówieśnicza to coś znacznie ważniejszego – to grupa odniesienia, której reakcja ma bardzo duże znaczenie w określaniu swoich cech.
Kiedyś nie było siły, trzeba było się spotkać, po lekcjach połazić razem po osiedlu, pojechać na wycieczkę, czy poszaleć na imprezie. Chciałeś mieć odzew rówieśników? Musiałeś do nich wyjść, pogadać, spotkać oko w oko.
Teraz? Facebook i komórki to bardzo wygodny sposób uniknięcia tego, co dla młodzieży czasem jest najtrudniejsze – bezpośredniej konfrontacji z „odbiorcą”, który na bieżąco reaguje na to, jacy jesteśmy. Teraz miłość przeżywa się na smsach, a zachowania testuje przez facebooka. Imprezy spędza się z telefonem w ręku, a potem przeżywa poprzez zdjęcia na nim. Najmocniejsze zdania padają przez ekran, bo po co ryzykować, skoro nie trzeba.
Trudna szkoła konfrontacji w poważnych problemach (pamiętacie, jak „poważne” były wówczas „nieważne” problemy?) nie jest już tak bardzo niezbędna by osiągnąć cel – reakcję rówieśników. Kiedyś uczyliśmy się być w grupie, być z drugim człowiekiem. Tak nauczyliśmy się zachowania w trudnych momentach. W pracy z szefem, w domu z żoną. Facebook często wystarcza (choć nie jest idealny) w budowaniu tożsamości, ale nie jest metodą rozwiązywania problemów dorosłych ludzi.
Co dalej?
Jestem ciekaw, choć szczerze mówiąc, mogę sobie darować ciekawość w zamian za odstąpienie od tego kierunku. Nie mamy badań, nie mamy danych. Trwa eksperyment na żywym organizmie. Wszystkie trendy, o których napisałem, pojawiły się w większości w tym wieku. W poprzednim, ze społecznych hamulców, w Polsce rozwinęła się tylko telewizja. Kluby malucha, Facebook (a wcześniej inne portale i komunikatory) oraz łatwy dostęp do komórek to nowość tego wieku.
Co nam wyjdzie z tego "eksperymentu"? Społeczeństwo, które nie umie ze sobą rozmawiać? Nie umie sobie zaufać i współpracować z drugim człowiekiem? Ludzie, którzy umieją problemy załatwiać agresją lub oczekują, że wszystko otrzymają na tacy? A może schowamy się jeszcze głębiej w wirtualną rzeczywistość, a nasza społeczna krótkowzroczność będzie się pogłębiać?
Dramatyzuję? Nie wiem, nie mamy badań na temat skali problemu. Psychologiczna wiedza każe mi przewidywać, że problem jest. Piszę o tendencjach w wychowaniu, które narodziły nam się ze względu na myślenie o doraźnych potrzebach. Na szczęście każdy rodzic, który to czyta, ma „swoje własne indywidualne dziecko” i ma na nie wpływ – nie musi tym trendom się poddawać.
* GUS, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, „Gazeta Prawna”
**Zainteresowanych zgłębieniem tematu odsyłam do teorii więzi Bowlby'ego lub do tego artykułu
***Polityka prorodzinna - mama jest w biurze z obcymi ludźmi zamiast z własnym dzieckiem. Prorodzinnie że hej...
**Zainteresowanych zgłębieniem tematu odsyłam do teorii więzi Bowlby'ego lub do tego artykułu
***Polityka prorodzinna - mama jest w biurze z obcymi ludźmi zamiast z własnym dzieckiem. Prorodzinnie że hej...
