Gramy w piłkę z młodszą młodzieżą (11-12 lat), jeden chłopak upada i trzyma się za nogę, wydając dźwięki wyraźnie wskazujące na ból. Podchodzę zobaczyć co się stało i za plecami słyszę tradycyjne w tym momencie zdanie „ja go nie dotknąłem!”
REKLAMA
Do tego momentu, jako opiekun, nie miałem do nikogo pretensji, bo piłka nożna to taki sport, że czasem się zdarza, że kogoś coś boli i kto częściej w nią gra – dobrze o tym wie. Smutne jest dopiero to, że dzieci nauczone są koncentrować się nie na tym, że koledze coś się stało, ale na oczyszczeniu się z winy.
Takie zachowanie nie jest odosobnione i nie ma miejsca jedynie na boisku piłkarskim. Znaczna część sytuacji, w której drugiej osobie coś się dzieje, zwłaszcza między rówieśnikami i w obecności kogoś dorosłego, zamyka się zdaniami „to nie ja” albo „niechcący”.
Chciałbym wam pokazać dwa istotne źródła takich zachowań.
Pierwsze jest naturalne, zwłaszcza dla młodszych dzieci – egocentryzm. Im dziecko jest młodsze, tym bardziej skoncentrowane jest na sobie, na tym co ono przeżywa. Wszystkie relacje są przeżywane w kontekście własnej osoby.
Nawet kiedy człowiek intelektualnie dojrzewa do przyjęcia punktu widzenia drugiej osoby, staje się nastolatkiem, to i tak czasem koncentruje się mocno na sobie. Mnogość przeżyć i określanie własnej tożsamości wymagają właśnie przyjrzenia się społeczeństwu, ale jako lustru własnych zachowań.
Egocentryzm wynikający z etapu rozwojowego to coś naturalnego, więc trudno mieć o to pretensje. Niemniej nawet dziecko może uczyć się patrzeć poza czubek własnego nosa, a do tego zachowania o których wspominam czasem wynikają nie z natury, ale nawyku pochodzącego z interakcji z nami – dorosłymi. W przeciwieństwie do dziecięcego egocentryzmu, one same z siebie nie przeminą.
Rzecz w tym, jak dorośli reagowali do tej pory na zachowania dzieci w tego typu sytuacjach. Tutaj też bym rozdzielił to na dwie osobne tematy.
Pierwsza rzecz jest związana z trwającym od pewnego czasu sporem w wychowaniu, w którym po jednej stronie stoją kary i nagrody, a po drugiej naturalne konsekwencje.
Jak się zachowa dziecko wychowane na karach? Będzie myślało o tym, co je spotka po jakimś zachowaniu. Nie będzie się zastanawiało nad samym czynem czy jego skutkami, ale tym jak rodzic się potem zachowa wobec niego. Może nawet warto sam czyn ukryć, wówczas nie poniesie się kary!
Znacznie rozsądniej do takich spraw podchodzą dzieci wychowane na konsekwencjach. Jeśli dziecko uczone jest tego, by zwrócić uwagę na efekt działań, to po pierwsze lepiej zrozumie co zrobiło, a po drugie zajmie się skutkami danego zachowania. Nieważne czy niechcący czy specjalnie – stłuczony wazonik trzeba skleić lub odkupić, płaczącego kolegę pocieszyć, oceny szkolne nadrobić. I tak naprawdę to, kto jest winien, jest potrzebne tylko po to, by zrozumieć co się stało i móc tego uniknąć w przyszłości. Znacznie ważniejsze jest to, co trzeba zrobić potem – nawet jeśli nie jesteśmy winni w danej chwili – to kolega potrzebuje pomocy i basta.
Drugą rzeczą, którą fundują dorośli dzieciom jest dochodzenie, które następuje często po tego typu sytuacjach. Przesłuchania, obserwacje, rozgrzebywanie – kto co zrobił, kto zaczął, kto zawinił. Winny musi zostać znaleziony i ukarany, a ofiara w mniejszym lub większym stopniu rozgrzeszona!
Oczywiście tak działają sądy i są one po to, żeby nas bronić przed przestępstwami, które są w ten sposób sądzone. Takie sądzenie może być czasem potrzebne, kiedy sytuacja ma miejsce w grupie, która potrzebuje poczuć się bezpiecznie po jakimś wydarzeniu. Ale tak naprawdę umyka nam jedna, niezwykle istotna rzecz. To całe dochodzenie nie ma służyć ukaraniu winnych. Ono ma służyć temu, żeby taka sytuacja się nie powtórzyła w przyszłości – i to dopiero dlatego czasem winnych trzeba odizolować od społeczeństwa, a do tego nadać komunikat innym „jak tak zrobicie, to spotka was kara”. Jest to bezduszne, ale skuteczne.
W przypadku indywidualnym też trzeba zacząć od pytania „co trzeba zrobić, żeby to się nie powtórzyło w przyszłości”. W konfliktach między dziećmi leczniczo działa powiedzenie „stop, nie patrzymy do tyłu” bo inaczej się nie uwolnimy od zdań „a bo on zrobił to....” i oczywiście „to nie ja!”. Zamiast tego warto zapytać się dzieci, jakich warunków potrzebują, żeby taka sytuacja się nie powtórzyła. Patrzenie do tyłu służy tylko temu, żeby strony zrozumiały, co je zdenerwowało, co im przeszkadzało. Ale najważniejsze jest hasło „czego trzeba, żeby sytuacja się nie powtórzyła”. Trzeba się urwać od dość często powtarzanej reakcji szukania winnego, bo to jest mniej ważne, niż unikanie ofiar w przyszłości.
Od tak prostej rzeczy, jak upadek na boisku doszliśmy do zachowań elementarnych, bardzo odległych od samych sytuacji, a tak naprawdę można by przyjrzeć się jeszcze kilku elementom naszej interakcji z dziećmi. Psychika ludzka już tak ma, że na jedno zachowanie składają się setki doświadczeń. Wiemy jak te doświadczenia działają, więc zachęcam, by rozsądnie je dzieciom dobierać – choćby w sytuacjach konfliktowych. Powodzenia!
