Jak dzieci uczą się kierować przyszłymi podwładnymi? Jak będą traktować słabszych? Patrzą na najbliższy im przykład i w ten sposób przyjmują pierwsze postawy wobec innych.
REKLAMA
Z większością umiejętności w naszym życiu jest tak, że najwięcej uczymy się od naszych pierwszych nauczycieli i pozostali tę wiedzę uzupełniają lub weryfikują. Tak samo jest z umiejętnością traktowania ludzi, którzy od nas zależą. Dzieci uczą się najbardziej od rodziców, potem od kolejnych wychowawców.
Pomysł na artykuł przyszedł mi dzisiaj w tramwaju, gdzie jechało dwoje dziadków ze swoją wnuczką. Rozmowa, którą zdążyłem zaobserwować przez dwa przystanki to „skasuj” - dziewczynka spokojnie wykonała zadanie, oraz „siadaj” - co również zostało wykonane. Widać było, że dla (na oko) 8-latki oschła i skrócona forma nie była niczym nowym i niezwykłym. Wykonywała polecenia zupełnie bez zająknięcia.
Za parę lat być może ona obejmie „dowództwo”. Może poprowadzi jakieś zadanie w klasie, kiedy nauczyciel zada je grupom. Kiedyś pewnie też obejmie dowództwo nad swoimi dziećmi, a być może obejmie stanowisko kierownicze w firmie. Różnie może się potoczyć. Wówczas, jeśli nie zastąpi ich innymi wzorcami, będzie mówiła „skasuj”, „siadaj”, „skseruj”, „pozamiataj”. Podwładni jej raczej nie pokochają, ale może będą to przyjmowali bez narzekania, bo narzekanie nie ma sensu?
To, jak traktujemy dzieci, to jest nie tylko osiąganie jakichś małych celów, jak skasowanie biletu czy dojechanie do celu. To także wzór traktowania osób słabszych, osób które od nas zależą. Pomyślmy sobie, jak chcemy, by dzieci traktowały słabszych i podwładnych, a potem w taki sposób odnośmy się do nich.
