Wiara i kościół to nie tylko medialne zadymy. Są tacy, dla których to nadal Bóg, miłość i inni ludzie. Właśnie w tym duchu kilka słów o tym, jak przekazywać dzieciom wiarę.

REKLAMA
Na początku złośliwie można podpowiedzieć, że na pewno lepiej tego nie robić sadzając dzieci przed telewizorem czy czytając informacje z mediów. Tam na pewno nie znajdzie się kościoła, do którego chciałoby się zbliżyć dzieci.
Oczywiście pomijam tutaj fakt, że wiara rządzi się swoimi prawami pod względem duchowym. Tą częścią się nie zajmuję z czystego braku kompetencji. Natomiast chciałbym pokazać kilka istotnych czynników od strony psychologicznej.

Czynnik 1: Wiara to nie przymus
Jeśli chcemy kogoś do czegoś zniechęcić – zmuśmy go do tego. Wiara niektórym dorosłym ludziom kojarzy się źle, bo byli do niej zmuszani w dzieciństwie, czasem w surowy sposób. Tymczasem każdy z nas, dorosłych ludzi, sam wybiera swoją drogę pod względem duchowym. Zamiast zmuszać do niej dzieci, pomyślmy o tym, jak możemy im pomóc dobrze wybrać.
Jeśli chcemy, by dzieci wybrały w przyszłości tak jak my, to próbujmy iść drogą, która jest najskuteczniejsza. Na dzieci najlepiej działa ich własne doświadczenie i naśladowanie bliskich im osób.
Czynnik 2: Dobre doświadczenie
Dlatego dobrze zadbać o to, żeby dzieci miały pozytywne doświadczenie ze spotkania z kościołem i Bogiem*. Warto poszukać w kościele miejsc dla nich przeznaczonych, gdzie nie będą na siłę uciszane i ich spontaniczność spotka się z surowym wzrokiem starszej pani.
Warto poszukać mszy, które są w miarę możliwości przystosowane dla dzieci. Są miejsca, gdzie jest z nimi dialog, podczas kazania i nie tylko. Kapłani podczas mszy tłumaczą co się dzieje. Jeśli nie ma dostępu do takiego miejsca, to warto pomyśleć o innych przyciągających elementach jak śpiew, muzyka, ładne otoczenie.
Warto mieć też miejsce na „time-out”, kiedy dziecko się zmęczy. Dużo nieznajomych ludzi i niezrozumiałe teksty mogą być dla dzieci męczące, dobrze by miały gdzie od tego odpocząć, jeśli mają taką potrzebę. Może to być na zewnątrz, albo w jakimś miejscu przeznaczonym na to przez kościół.
Pozytywne skojarzenie z wiarą i kościołem można budować na różne sposoby. Jak myślę o starożytnych chrześcijanach to kojarzy mi się to nie tylko z rzymskimi pogromami i klatkami z lwami, ale były tam też wielkie uczty. Chrześcijaństwo było świętowaniem i na pewno na takie spotkania ludzie chętnie chodzili. Niedziela jest świętem chrześcijan, czymś przyjemnym, kto jak świętuje – to już na dzień dzisiejszy dość indywidualna sprawa.
Jeśli kościół i msza święta będą związane ze świętowaniem i miłością, a nie przymusem i nudą, to wiara będzie się waszym dzieciom kojarzyła zupełnie inaczej, niż ludziom czerpiącym poglądy na jej temat z portali informacyjnych i wspominających dzieciństwo z paciorkowym przymusem.
Czynnik 3: Własny przykład
Z Bogiem jest trochę jak z warzywami. Jeśli chcemy dziecko przekonać do ich jedzenia, to sami też powinniśmy to robić. Rodzic, który podchodzi do wiary w sposób poważny, równocześnie pokazuje dziecku, że to coś ważnego. Jeśli zaś to jest na zasadzie „rób jak mówię, nie jak robię”, to dziecko poczuje w tym niesprawiedliwość, a rodzic, mimo słów, przekaże dziecku, że nie jest to ważna sprawa.
Potem, w wieku młodzieńczym, dzieci same wybiorą drogę, którą chcą iść – wówczas nasz przykład nie jest aż tak bardzo ważny. Jeśli jednak chcemy, by od małego to było dla nich coś ważnego – musi też być ważne dla rodziców, największych autorytetów naszych dzieci.
Postawa rodzica jest też niezwykle dla dziecka istotna w tym, w jaki sposób Boga traktować, kim on będzie dla dziecka. Jest to często bardzo indywidualna sprawa. Później dziecko samo będzie potrafiło sobie to ułożyć po swojemu, łącząc swoje doświadczenia, obserwacje innych ludzi i wiedzę, którą zdobędzie. Wcześniej jednak będzie przede wszystkim obserwowało i kopiowało swoich bliskich.
Najlepszy przykład połączenia tych czynników dała mi niedawno trzyletnia dziewczynka, która nie musiała chodzić do kościoła. Ale jak zobaczyła mamę, która się zaczęła ubierać, to spytała gdzie idzie, a po uzyskanej odpowiedzi powiedziała, że chce z nią iść. Zabawki i tata, choć to dla niej skarb, zostali w domu.
Jak dzieci rozumieją Boga?
Wcześniej pisałem bardziej o kościele, natomiast zupełnie innym rozdziałem jest to, jak dzieci rozumieją Boga i dobrze jest mieć tego świadomość. Tym bardziej, że wspomniany powyżej kościół jest w pewnym sensie „opakowaniem” dookoła Boga, który powinien być w nim najważniejszy.
Na początku dzieciom jest o tyle łatwo z wiarą, że potrafią Boga zrozumieć dosłownie. Może być on starcem siedzącym w chmurach, może być w tabernakulum, lub może być ukryty w chlebie. Stary testament z różnymi czarodziejskimi opowieściami oraz cuda Jezusa przyjmowane są bezkrytycznie. Tak było i już – tak samo jak dosłownie mogą być przez paroletnie dziecko przyjmowane bajki.
Małe dziecko potrafi sobie wyobrazić Boga i traktuje go jak najbardziej dosłownie. Dopiero z czasem przychodzi moment, kiedy dziecku powoli coraz trudniej przyjąć opowieści niezgodne z naturą fizyczną i biologiczną świata. Zaczyna zadawać pytania i trudno mu jest je zrozumieć. W tym momencie powoli otwiera się na jego własne, osobiste rozumienie tajemnic wiary.
Bóg dla każdego jest kimś innym. Widzi się go na różne sposoby i choć dziecko uważnie przygląda się rodzicom, to nastolatek już nie będzie do końca pojmował go tak, jak się nauczył od dorosłych. Na jego rozumienie wpływa własne doświadczenie i poszukiwania odpowiedzi na pytania. Jako że mówimy o kimś niepojętym, to często wytłumaczenie rodzica jest niewystarczające. Jeśli człowiek wie, że ma do czynienia z niezwykle ważnym tematem (patrz: własny przykład), to będzie szukał zrozumienia, aż je znajdzie.
Tutaj pojawia się ponownie mądrość wyboru miejsca wyznawania wiary, które jakaś rodzina wybierze. Jeśli dorastające już dziecko będzie miało pozytywne skojarzenie z wiarą i kościołem oraz będzie wiedziało, że Bóg jest kimś ważnym, to niech w pobliżu znajdzie się mądry autorytet. Jasne, że zdarzają się księża i katolicy głupi i skąpi. Ale są też mądrzy i umiejący dobrze opowiadać młodzieży o Bogu. Zamiast pomstować na ułomności, szukajmy tych dobrych dróg.

Psychologia to mały ułamek
Tutaj psychologia się kończy. Wiara jest bardzo indywidualną sprawą i choć można ją mądrze wspomagać, to jednak pozostaje tajemnicą. Wiarą, a nie wiedzą. Niemniej bezmyślna wiara potrafi zdenerwować. Ze swojej strony więc pokazuję, jak można ją poprzeć rozumem. Zresztą hierarchia wartości zawarta w nauce kościoła bardzo często jest psychologicznie słuszna, choć bywa bardzo źle tłumaczona. Ale o tym może w innym artykule...

* Tutaj ponownie posyłam mało serdeczne spojrzenie mediom, które często pokazują kościół jako wykoślawioną bandę skąpych i tępych pedofili albo polityków udających katolików. Nie, kościół to nie tylko oni.