Każdy człowiek ma prawo do granic. Niezależnie od wieku, płci i macierzyństwa/bezdzietności. Każde dziecko wcześniej czy później powinno się o tym dowiedzieć i nie da się tego zrobić lepiej, niż szanując granice innych.
REKLAMA
Kwestia, w której ścierają się ze sobą prawo do ciszy i prawo do hałasowania nie jest łatwa, ale nie wydaje mi się, żeby była nierozwiązywalna, a przynajmniej do poprawienia przy okazaniu dobrej woli.
Oskarżenie, że „nie wolno czegoś robić „jest tylko dobrą wolą wobec siebie i zwykle wywoła kontratak. Próba rozmowy o tym, jak nawzajem sobie możemy pomóc daje szanse dogadania się.
Polska jest dużym krajem, Warszawa jest dużym miastem i są przestrzenie idealne dla dzieci oraz takie, które się dla dzieci po prostu nie nadają, bo dzieci nie lubią zasad w nich panujących. Dlatego są teatry dla dzieci i teatry dla dorosłych. Są kawiarnie z salami zabaw i są kawiarnie wyraźnie nastawione na „dużego” klienta. Skoro jedni lubią ciszę, a drudzy potrzebują swobodnego wyrażania uczuć – to rozdzielmy ich. Jeśli mieszkają obok siebie, porozmawiajmy, przy odrobinie dobrych chęci, pokój krzyczącego dziecka nie musi być tym, który graniczy cienką ścianą z sypialnią 80-letniej kobiety.
A co jeśli nie da się jednak stworzyć idealnych przestrzeni dla obu grup? Jak wspomniałem we wstępie, wyjście w świat jest dla dziecka idealnym momentem, żeby zacząć się uczyć granic innych osób. Jeśli mama jest na to wyczulona, stara się pokazywać dziecku, że jego zabawa w ogrodzie pana Zbigniewa Mikołejki nie jest wskazana. Równocześnie dziecko dostaje od niej informację o szanowaniu cudzej własności lub spokoju.
Dziecko jednak potrzebuje zabawy i spontaniczności, więc szuka choćby placu zabaw, miejsca, gdzie nikt nie oczekuje od dzieci ciszy i spokoju – bo to ich przestrzeń*. Jeśli jednak jej wybory obejmują tylko i wyłącznie potrzeby dziecka – to i ono uczy się, że inni ludzie, zwłaszcza ci nieznajomi, są nieważni.
Bezdzietni z kolei niech mają wrażliwość, że czasem matka nie ma wyboru, musi pojechać gdzieś autobusem, a jej dziecko ma beznadziejny humor i krzyczy, bo jeszcze nie umie inaczej okazać bezradności czy inaczej reagować na ból. Nie odbierajmy tego zawsze jako cios wymierzony w bezdzietnych, czasem po prostu nie da się inaczej.
Ta cała debata jest o prostej tolerancji, empatii czy dobrej woli. Także dla dobra dzieci – szanujmy bezdzietnych. Dla dobra dzieci – miejmy wrażliwość, że czasem matki nie mogą inaczej.
*Gorzej, jak spółdzielnia mieszkaniowa zrobiła głupotę i wrzuciła plac zabaw niczym zgniłe jajko niespodziankę ludziom pod dom. Ale wówczas trudno oskarżać o to bezdzietnych lub dzieciatych.
