Postawiliśmy granicę między matkami zostającymi w domu z dziećmi, a kobietami pracującymi oddającymi dzieci w ręce opiekunek i żłobków. Jak długo będziemy podejmować decyzje na korzyść jednej ze stron – będą się one wiązały z burzami i emocjami. Brakuje mi w tym dyskursie szukania sposobów, gdzie kobieta pozostaje zaangażowaną matką i to do tego pracującą.
REKLAMA
Nawet ostatnia decyzja, dotycząca przedłużenia urlopu macierzyńskiego tę granicę pogłębia. To świetnie, że matka może na dłużej zostać z dzieckiem i jest nadal za to opłacana. Ale równocześnie otrzymuje ona ostry strzał na rynku pracy. Pracodawca musi się pogodzić z rozstaniem z pracownikiem na co najmniej rok co zdecydowanie pogorszy pozycję młodych kobiet na rynku pracy.
Także pęd w drugą stronę „więcej żłobków” nie jest zdrowy. Każdy kto widział pięciomiesięczne dziecko wie dobrze, że potrzebuje mamy i nawet bardzo dobry żłobek tego nie zmieni. Do tego zanim nie ogarnie poczucia bezpieczeństwa oraz podstaw komunikacji, rozstanie z rodzicem w obcym miejscu będzie dlań czymś szokującym. Nawet jeśli mądry rodzic zmniejszą problematyczność sytuacji.
Stoją więc matki w rozkroku, lobbyści drą paszczę, że mają dbać o siebie, kłamstw, że żłobki są dobre dla dzieci*, że żyją w więzieniu z dzieckiem. Z kolei są mamy, które mogą i chcą być z dzieckiem przez trzy lata, aż do przedszkola i czują się z tym dobrze. Tylko słuchając tego lobbingu ze strony pracodawców, żłobkowców, zbieraczy podatków czy wyzwolicieli uciemiężonych kobiet owe mamy zastanawiają się, czy aby na pewno są normalne, skoro jest im dobrze z dzieckiem przez ten czas?
Trzecia strona medalu
Trzecia strona medalu
Tymczasem w dyskursie na ten temat brakuje podejmowania wysiłku szukania rozwiązań, w których matka pozostanie matką i będzie mogła pracować, niekoniecznie w wolnym zawodzie, wyciskając czas jak gąbkę, w momencie kiedy dziecko tylko zmruży oko podczas drzemki.
Brakuje mi miejsc pracy, które pozwolą mamie przyjść z dzieckiem. W wydaniu większym może to nawet być forma żłobka pracowego, gdzie mama może pojawić się w sytuacji, kiedy dziecko będzie w kryzysie. Zarazem każdy moment zabawy z wychowawczynią czy snu pozwoli mamie spokojnie zanurzyć się w pracy, bo wie, że dziecko jest blisko i pod czujnym okiem.
Są też formy oddolne, gdzie mamy się spotykają we 3-4. Jedna jest z dziećmi, a pozostałe mogą pracować.
Brakuje mi plastyczności pracodawców, którzy potrafią poszukać półśrodków, gdzie mama będzie mogła tylko część dnia spędzić w pracy, albo część obowiązków przeniesie do domu.
To są pomysły, które mam ja, tu i teraz. Skromnie, ale wyprodukował to jeden człowiek w krótkim czasie. Chodzi o sposób myślenia. Jeśli państwo, ustawodawcy, pracodawcy zaczną myśleć o tym, jak zamiast podziału na matki i kobiety pracujące stworzyć coś pośrodku, to ze strony osób mądrzejszych w tym względzie ode mnie będzie znacznie więcej dobrych pomysłów.
Na promowaniu kobiet pracujących cierpią dzieci (choćby nie wiem jak lobby darło paszczę zatykając uszy na psychologów dziecięcych, psychika dziecka się nie zmieni). Z kolei wiele kobiet lub rodzin nie może sobie poradzić z rolą matki** siedzącej z dzieckiem w domu. Zacznijmy więc myśleć inaczej!
*Palmę pierwszeństwa absurdu zdobyły badania, gdzie mamy deklarują, że odkąd nie są w domu z dziećmi, polepszyła im się ich kontakt z nimi. Może niech oddadzą je w ogóle, wtedy dopiero będą miały lepsze relacje!
**W przypadku ojca jest podobnie. To czemu jednak piszę o matkach, opisuję gdzie indziej
