Dużo się mówi o polityce prorodzinnej. Dzieci są nam potrzebne ale wierzę, że nie chodzi tylko o ilość. Chciałbym żeby państwo pomyślało jakie cechy miałby mieć Polak, który weźmie odpowiedzialność za naród za kilkadziesiąt lat.
REKLAMA
Bardzo mnie ucieszył dzisiejszy wpis byłej minister do spraw edukacji Katarzyny Hall. Strona w którą dyskurs ciągnie posłanka największej partii w Polsce cieszy. Zwłaszcza, że pewnie bez ciepłego spojrzenia zwierzchników by tego nie zrobiła.
Wreszcie widzę coś, co nie jest walką o teraz, na szybko. Tak traktuję masakrę żłobkową wylewającą się z ust rządowych w zeszłym roku. Szybko, dzieci na głęboką wodę – potrzebujemy podatkowej kasy waszych rodziców.
Wkurzałem się wówczas o to, że dzieci nie mają czasu na nabranie poczucia bezpieczeństwa, utrwalenia więzi z ważnymi ludźmi. Że pierwsze porażki będą przeżywać pod okiem ludzi dla których priorytetem jest kasa, a nie ich dobro. One potem z tym idą w świat.
Teraz zaczyna być inaczej. Widzę, że pojawia się praca w kierunku konkretnych cech. Przedłużenie urlopu wychowawczego* to właśnie tych parę punkcików więcej, które na skali pewności siebie i śmiałości w nawiązywaniu kontaktów będą mieli młodzi pracownicy za 30 lat.
Kto wie? Może kiedy celem staną się wspominane przez Hall samodzielność (otwarta przestrzeń) czy autentyczna współpraca o której pisze pani poseł, to doczekamy się nawet państwowych szkół Montessori? Byłoby świetnie i pani Hall zdaje się to widzieć!
Bardzo bym też chciał, żeby pani Hall usiadła przy kawie z minister edukacji narodowej Krystyną Szumilas i może zaprosiły jakiegoś eksperta (zgłaszam się!) od wychowania i pomyślały czym poskutkuje za 20 lat posłanie dzieci do szkoły o rok wcześniej? To, że dzieci intelektualnie dają radę się wyuczyć litereczek to nie ma wątpliwości. Ale w zakresie rozwoju społecznego tańczy się na cienkiej linie i pani Szumilas ostatnim wpisem na blogu kancelarii premiera pokazuje, że za grosz jej to nie obchodzi.
Właśnie rozwój umiejętności społecznych powinien stać się priorytetem reform edukacyjnych. Po to, żeby wychowanie służyło „dla narodu”, a nie było utrzymywaniem wieloletniej bezmyślności albo wprowadzaniem kolejnych głupot typu promocja żłobków i pięciolatki** w podstawówce.
Właśnie rozwój umiejętności społecznych powinien stać się priorytetem reform edukacyjnych. Po to, żeby wychowanie służyło „dla narodu”, a nie było utrzymywaniem wieloletniej bezmyślności albo wprowadzaniem kolejnych głupot typu promocja żłobków i pięciolatki** w podstawówce.
Kiedy myślę o ludziach, z którymi chciałbym współpracować to naprawdę priorytetem dla mnie nie jest tylko to co "wykują".
- dla mnie jest istotne czy tą wiedzą umieją operować.
- chcę, by potrafili tę wiedzę zdobyć. Sami. W inteligentny i ekonomiczny sposób. Bez używania nagród i ocen.
- zależy mi na ich umiejętnościach komunikacyjnych nie zaburzonych przez kompleksy zbierane w pierwszych latach życia.
- zależy mi na ich asertywności i empatii, by nie zostawili mnie na lodzie bez słowa po 3 tygodniach pracy (to jest ostatnio plaga na rynku pracy).
- chcę ludzi kreatywnych, którzy przez 20 lat swojej edukacji trenowali to w przedszkolu i szkole zamiast przerabiania schematów.
- chcę ludzi odważnych, nie chowających się w ławce ale zadających pytania i wątpiących po to, żebyśmy razem wymyślili coś jeszcze lepszego
- chcę ludzi nastawionych na osiągnięcia zespołu, a nie wyścig szczurów, które przez 12 lat walczyły o średnią lepszą od Piotrka czy Kasi.
- chcę, by potrafili tę wiedzę zdobyć. Sami. W inteligentny i ekonomiczny sposób. Bez używania nagród i ocen.
- zależy mi na ich umiejętnościach komunikacyjnych nie zaburzonych przez kompleksy zbierane w pierwszych latach życia.
- zależy mi na ich asertywności i empatii, by nie zostawili mnie na lodzie bez słowa po 3 tygodniach pracy (to jest ostatnio plaga na rynku pracy).
- chcę ludzi kreatywnych, którzy przez 20 lat swojej edukacji trenowali to w przedszkolu i szkole zamiast przerabiania schematów.
- chcę ludzi odważnych, nie chowających się w ławce ale zadających pytania i wątpiących po to, żebyśmy razem wymyślili coś jeszcze lepszego
- chcę ludzi nastawionych na osiągnięcia zespołu, a nie wyścig szczurów, które przez 12 lat walczyły o średnią lepszą od Piotrka czy Kasi.
Bardzo bym chciał żeby ten tekst przeczytała pani Szumilas. Bardzo bym chciał żeby edukacja w szkole stawiała przed sobą swoje cele. Rodzice to zrobią sami i oni grają tutaj wiodące role. Niemniej instytucje szkolne, które spędzą z dziećmi tysiące godzin niech zrobią to mądrze. Wspierając dobre cechy. Tak właśnie rozumiem tytułowe „Wychowanie dla narodu”.
*Choć jest to niefortunne z punktu widzenia pozycji kobiety na rynku pracy.
** W indywidualnych sytuacjach to dobre rozwiązanie. W przypadku żłobka czasem nie ma innych możliwości i wówczas takich rodziców wspieram w tym wyborze. W przypadku pięciolatków czasem rozwój społeczny idzie na tyle szybko, że dziecko może dać radę w szkole, ale nie jest to standard.
