Haters gona hate? Ciesz się, że masz hejtera? Naprawdę tak łatwo chcemy akceptować chamstwo w przestrzeni publicznej?

REKLAMA
Chamstwo pozostaje chamstwem i jego nagminność wcale tego nie zmienia. Skutek chamstwa też się przez lata nie zmienia. W atmosferze „hejterstwa” na drugi plan schodzi rzeczowa dyskusja i argumenty. Punkty (czyt. „lajki”) dostaje się za dowcip i wykończenie rywala.
Wspólne wypracowanie rozwiązań? Znalezienie odpowiedzi na pytania? Zwariowałeś debilu? Tak, przy trzecim pytaniu kończy się rozmowa, a pojawia się barykada zza której lecą tylko pociski. Nie ma miejsca ani na refleksję, ani na argumenty.
Wałkujemy latami na zajęciach z komunikacji, że agresja rodzi agresję, a to z kolei uniemożliwia stronom dojście do sensu problemu i rozwiązanie go. Teraz ktoś chce mi powiedzieć nie tylko, że jest to normalne, ale że mam się z tego cieszyć.
Jasne, mam świadomość, że prawdopodobnie zostanę opluty pisząc artykuł, który przy dobrym wietrze rozejdzie się na kilkanaście tysięcy osób. Zwłaszcza, jeśli piszę o na trudne tematy. Niemniej, może kogoś to zdziwi, nie mam tak, że stoję sobie ze śliną na twarzy i mam satysfakcję „tak, to był dobry artykuł”. A otrzymuję ledwie 1/100 tego co ludzie 100 razy popularniejsi ode mnie.
Świadomość, że prawdopodobieństwo napotkania na chamstwo jest duże nie przekuwa się na akceptację tego faktu. Zwłaszcza w przypadku mojego zawodu. Jestem wychowawcą i nie zgadzam się na to, żeby dzieci obserwowały i przyjmowały taką formę dyskusji jako „normalną”. Pomyśl o swoim dziecku – czy chcesz, żeby w taki sposób dyskutowało? Czy te słowa chcesz usłyszeć w domu? Jak mówisz, że to normalne i dobre – być może usłyszysz.
Współczuję szczerze bliskim osób publicznych, którzy muszą czytać tego typu obelgi, zwłaszcza, że czasem nawet obrywa się im. Współczuję ich dzieciom, na których oczach z ich rodziców wyzywa się najgorszymi epitetami.
NaTemat.pl ma szansę być miejscem bogatej dyskusji – z założenia krzyżują się tutaj poglądy najróżniejszych grup społecznych. To skrzyżowanie jest bogactwem, ale zniknie, jeśli będziemy gnoić oponentów. Sam wiem ile artykułów NIE opublikowałem, bo nie miałem ochoty wysłuchiwać jadowitych haseł bez argumentów i wolałem je puścić na drugim, mniejszym blogu.
Zarazem jest to wyzwanie dla nas blogerów. Czasem to aktywnie komentujący blogerzy swoim zagraniem prowokują masowe splunięcia swoich fanów. To od was, uhonorowanych zaproszeniem portalu oczekuję, że będziecie kształtować dyskusję na poziomie, opartą na argumentach, a nie ocenianiu innych ludzi. Przecież to podstawa dyskusji: „oceniaj wypowiedź, a nie człowieka”. Inaczej ta sama broń może uderzyć też w was.
Jest to też wyzwanie dla redakcji naTemat.pl, bo to jaki nagłówek nadacie naszym artykułom też czasami wpływa na emocjonalną reakcję. Czy zrezygnujecie z 1000 kliknięć by dać lżejszy temat, za to konkretniejszą dyskusję nad problemem?
Akceptacja hejterstwa budzi mój protest i to nie dlatego, że „jest mi smutno i chce mi się płakać”. Protest, bo po pierwsze budujemy sposób dyskusji i dajemy przykład naszym dzieciom. Po drugie tracimy wiele cennych i ciekawych argumentów ludzi, którzy się boją odezwać, bo brakuje im cierpliwości do słów „jesteś debilem”.

„List od hejterów”
„Pan Jest psychologiem? Przepraszam, kto Panu dał dyplom? Jest Pan matołkiem.
Ten artykuł to stek bzdur wyssanych z palca i marnie zakamuflowana homofobia. Autor artykułu to jakiś pseudo-psycholog, kieruje się prawicowymi poglądami zamiast naukową wiedzą.
Zaczynam wątpić, że w naszym kraju będzie lepiej jeśli są ludzie tak myślący jak ten pan... Jesli pan to wypocil "po pijaku", to nie bede z panem prowadzil dyskusji. Jesli "po trzezwemu" , to jest to belkot ponizej wszelkich kryteriow i tez nie nadaje sie do dyskusji. Takiego steku komunałów i pobożnych życzeń już dawno nie czytałam. Niestety po raz kolejny udowadnia pan ,że nie bardzo wie o czym pisze. I ok, to Pana blog, tylko szkoda, że podpiera się Pan autorytetem należnym psychologowi... To jest już całkiem nie w porządku...
Ten szowinista musiał mieć okropną mamę, a potem jak każdy taki przelewa to na inne kobiety. Strasznie mało musi pan mieć przyjaciół. Może jednak lepiej, żebyś nie pracował z dziećmi...”
"List" jest kompilacją skopiowanych komentarzy spod moich artykułów. W porównaniu z bardziej znanymi i poczytnymi blogerami jest „skromny”. Ale mi osobiście wystarczał do ograniczenia artykułów tutaj, bo pojemność na ludzką ślinę na twarzy mam właśnie taką, a nie inną.
Zapraszam cię. Jeśli się mylę, pokaż kontrargument. Jeśli mówię bzdurę – pokaż mi i innym dlaczego. Porozmawiaj, a ludzie się dowiedzą czemu masz rację. Jeśli nazwiesz mnie idiotą – możliwe, że z drugiej strony ktoś rzuci podobny argument, a szary i niezdecydowany czytelnik zrezygnuje z obrzydzeniem z szukania odpowiedzi.