Debata na temat reformy edukacji zamknęła się na obniżeniu progu startu edukacji o rok. Jest tam znacznie więcej ważnych zmian, o których warto wiedzieć. Choćby po to, żeby w cieniu walki nie zginęły dobre pomysły Ministerstwa Edukacji.

REKLAMA
Sam fakt, że ustawa o reformie zawiera 17 stron, a rozporządzenia uzupełniające pewnie kilkaset pokazuje, że to nie może być tylko kwestia tej jednej zmiany. Zachęcam, by samemu się w to „wgryźć”, ale rozumiejąc, że może brakować na to cierpliwości chciałem się podzielić tym, co dla mnie subiektywnie jest najważniejsze (pragnących obiektywności zapraszam jednak do dziennika ustaw).
Indywidualny program nauczania dla ucznia o specjalnych potrzebach
Bardzo dobry pomysł, który niestety trochę się rozbił o rzeczywistość. Założenie tłumaczone przez Katarzynę Hall polegało na tym, że na początku roku nauczyciele każdej klasy siadają wspólnie z pedagogiem i psychologiem szkolnym. Mogą w tym towarzyszyć także rodzice dzieci. Następnie pochylają się nad każdym uczniem, którego potrzebom nie odpowiada „normalne” traktowanie ucznia i można zoptymalizować jego rozwój na różne sposoby. Na tej podstawie robiło się program oparty oczywiście o podstawę programową i należało go tylko realizować oraz notować postępy. Do pomocy w tym zadaniu zobowiązane są także poradnie psychologiczno-pedagogiczne.
Jedno takie spotkanie w ciągu roku dla całej klasy. To niedużo, prawda? W ogóle pomysł indywidualnego podejścia do uczniów z uwzględnieniem nie tylko wiedzy ale i umiejętności psychospołecznych to duży potencjał. To może bardzo pomóc dziecku zarówno dobrze się czuć w szkole jak i skutecznie się uczyć.
Niemniej niestety sprawa się rozbiła o „papierologię”. Specjalne potrzeby bardzo często są ograniczane do potrzeb osób z opiniami dotyczącymi dysleksji. Uczeń zdolny niknie gdzieś pod nimi. Do tego dochodzi czasem niechęć do zmian („znowu chcą nam dowalić papierów”).
Program nauczania – zaufanie nauczycielowi
Kolejna duża zmiana, to możliwość większego wpływu na sposób nauczania przez nauczyciela. Cieszy mnie, że ta grupa doczekuje zaufania, które jest potrzebne skoro powierzamy im tak ważne zadanie. Zmiana polega na tym, że nauczyciel/wychowawca w oparciu o coraz bardziej liberalną podstawę programową może sam określić sposób uczenia się i (dopuszczone) podręczniki jakich może używać. Całość musi jeszcze zatwierdzić dyrektor wspierany przez poradnię psychologiczno-pedagogiczną. Jak to się uda – nauczyciel może wykorzystać swoją pasję, swoje mocne strony albo być może specyfikę grupy, którą prowadzi. Rewelacja! Jeśli czynnik ludzki nie stanie na przeszkodzie, można na tym sporo ugrać.
Diagnoza przedszkolna
Narzędzie, które zostało rozbudowane w czasie przejściowym – wprowadzania zmiany progów wiekowych. Niemniej pomysł bardzo fajny, bo wychowawca przedszkolny koncentruje się na pewnych umiejętnościach i na ich podstawie podaje informację o dziecku rodzicom i poradni psychologiczno-pedagogicznej. Dalej z pomocą tego narzędzia rodzice mogą podjąć decyzję czy ich dziecko może pójść do szkoły wcześniej, czy może lepiej by poczekało.
Samo w sobie jest to dobry pomysł na niezwykle cenne dla rodzica informacje zwrotne. Wychowawca nie zawsze ma czas dokładnie opowiedzieć rodzicom co i jak się dzieje z ich dzieckiem. Tutaj jest niejako to wymuszone ale na poziomie potrzebnym. Rodzicom często przydaje się ogląd fachowca patrzącego na dziecko z innej strony. Natomiast sam problem komunikacji rodzic-przedszkole bywa kluczowy. Działając pod rękę wychowawcy z rodzicami mogą czasem bardzo pomóc dziecku w pokonywaniu problemów lub wykorzystaniu jego indywidualnych cech w rozwoju. W pięknym świecie, gdzie rodzic ma szeroką swobodę wyboru metod edukacji dla swojego dziecka – takie narzędzie będzie bardzo cenne.
Elektroniczne podręczniki i dzienniki. Internet.
MEN nie śpi. Zauważył postęp technologiczny i w związku z tym zaprasza do niego dzieci. W ramach indywidualnego dobierania podręczników przez nauczycieli, mogą to być także E-booki. Przy spełnieniu pewnych wymagań, także część „papierologii” może być prowadzona komputerowo (nawet nie wiecie, ile czasu by mi to oszczędziło kiedy pracowałem jako psycholog w szkole). Dotyczy to na przykład niektórych dzienników zajęć. Swojego fragmentu doczekał się też internet szkolny, który ustawowo powinien być zabezpieczony przed treściami niewłaściwymi dla dziecka.
Kształcenie domowe
Coraz bardziej popularne w Polsce. Reforma pochyliła się też nad nim i usystematyzowała to zagadnienie. Rozjaśnione zostały wymagania potrzebne do rozpoczęcia tego kształcenia i oczekiwania wobec „wyspowiadania” się z postępów w nauce.

Oddziały międzynarodowe
Także dzieci imigrantów doczekały się istotnych zmian. Otóż przy spełnieniu pewnych warunków w szkole mogą być tworzone oddziały międzynarodowe. Niektóre lekcje mogą być tam prowadzone w obcym języku. Jest kilka unormowań w tej sprawie. To chyba najbardziej cichy element reformy. Jeśli ktoś miał z nim kontakt w praktyce, zapraszam do opisania w komentarzu.
Niech „plusy nie przesłonią minusów” i na odwrót
Tak więc wyglądają te cichsze elementy reformy edukacji. Niektóre są dookreśleniami rzeczy istniejących, niektóre zaś są zupełnie nowe. Bardzo mi się podoba moment, w którym coraz bardziej indywidualnie patrzy się zarówno na dziecko jak i nauczyciela. Wzajemne zaufanie osób pracujących z dziećmi jest bardzo kluczowe, choć czynnik ludzki jak wiadomo – bywa kapryśny – nie zawsze działa dobrze. Niemniej trudno jest nauczyć się odpowiedzialności w inny sposób jak ją trenując krok po kroku. Nie sposób też wykorzystać indywidualność dziecka w inny sposób jak przestać wypisywać o niej w podstawach programowych, ale właśnie zdając się na zaufanie do nauczyciela.
Niezmiennie pozostaję po stronie przeciwników zmiany progu szkolnego o rok. Nie przekonują mnie nawet wspomnienia w ustawie o tym, że program i nauczyciel powinni być przygotowani do tej zmiany w kontekście rozwoju psychicznego dziecka. Tyle że uczciwie trzeba powiedzieć, że owa „batalia o 6-latki” to nie jest jedyna rzecz, o którą walczy się w edukacji.