Dzieci to delikatna sprawa. One mają to do siebie, że same się w razie czego nie wybronią, a do tego mechanizmy związane z wychowaniem często nie są widoczne jak na dłoni. Dlatego wkurza mnie szerzenie bzdur na ich temat.

REKLAMA
Nie podoba mi się jak ktoś puszcza w obieg społeczny informacje nie mające związku z prawdą. Tym bardziej, że efektowny krzyk niesie się dużo łatwiej niż trochę bardziej skomplikowana prawda. Natomiast mechanizmy dotyczące rozwoju dzieci należą do tych drugich.
Pierwsza myśl biegnie do akcji „Ratuj Maluchy”. Mam tutaj rozdarte serce. Z jednej strony też bardzo mocno stoję po stronie mówiącej, że masowe wysyłanie wszystkich dzieci do szkoły rok wcześniej to po prostu błąd w wychowaniu. Wolałbym dać albo czas dzieciom, albo wybór rodzicom (a najlepiej jedno i drugie). Pod tym względem bardzo się cieszę, że ta akcja zatacza tak szerokie koła.
Z drugiej zaś strony opinia publiczna jest totalnie wprowadzona w błąd. Jak zapytamy się człowieka na ulicy na czym polega reforma oświaty, dowiemy się, że na wysłaniu dzieci rok wcześniej do szkoły. A jednak niespodziewanie tych kilkaset stron dokumentów czy parędziesiąt stron ustawy jednak zawiera coś więcej. Ale nikt na to nie zwraca uwagi. Jest hasło „powstrzymajmy reformę”. Tymczasem reforma weszła w 2009 roku i do wprowadzenia zostały jeszcze tylko dwa podpunkty. Ministerstwo wystawiło swoje celebryckie działa i grzmi, że sześciolatki też są już gotowe i tak sobie strzelają.
Jeszcze większą złość czuję, jak się na temat mechanizmów wypowiadają pseudoznawcy. Gdyby było w domu coś tam, to świat byłby lepszy, a dziecko naprawione. Jak widzę jaką akceptacją cieszy się populistyczne show Wojtka Łazarowicza* dotyczące dyscypliny to moje psychologiczne ręce się po prostu załamują.
Chciałbym móc opowiedzieć o dzieciach tak żeby to było show. Staram się swoim językiem zejść z psychologicznych zawijasów na prosty język polski. Ale tak się nie zawsze da. Baner „Umrzyjk.rwa” u mnie nie przejdzie. Jak mam pisać o dyscyplinie i wyczerpać temat, potrzebuję kilkudziesięciu tysięcy znaków - nie jestem w stanie tego wytłumaczyć np. w komentarzu pod artykułem. Żeby napisać choć odrobinę o reformie oświaty potrzebuję dwóch dużych artykułów, przy czym ten dotyczący pozytywów reformy wydawca naTemat.pl (słusznie!) uznał za nudny i go nawet nie "podwiesił".
Jak mam opowiedzieć o rzeczywistej wiedzy dotyczącej dzieci, to niestety potrzebuję twojego otwartego umysłu i koncentracji. Na dzieci działa równocześnie kilkaset różnych mechanizmów i napisanie nawet o takiej dyscyplinie** zawrze nie tylko problem umiejętności dostosowania się, ale między innymi problem reakcji na przymus, wzorzec działania gdy ma się przewagę, problem ulegania presji zewnętrznej lub nie, aspekt ingerowania w cudze granice i jeszcze wiele innych. A populista machnie sobie „umrzyjk.rwa” i powie, że przy poważnej rozmowie i dyscyplinie wymagającej dostosowania się do poleceń innych wszystko by było ok.
Co gorsza, nie powiem efektownie „masz zrobić to i to”. Powiem, jak coś działa i teraz ty rodzicu, mając swoje niepowtarzalne dziecko, także swoje niepowtarzalne potrzeby i sytuację możesz sam podjąć decyzję. Nie powiem więc „dyscyplina koniecznie!” albo „żadnej dyscypliny!”. To ty masz zdecydować. Mało efektowne, bo w domowym zaciszu.
Zachęcam was, pochylajcie się nad problemami. Z jednej strony zachowanie dzieci jest proste, one wiele nam mówią. Wychowanie nie jest rzeczą przerastającą siły większości ludzi. Z drugiej strony niechlujstwo i nieprawda na temat różnych mechanizmów wychowawczych mogą mieć konsekwencje w postaci decyzji, których rodzice by nie podjęli, gdyby mieli rzetelną wiedzę.
*Wojtku, lubię formę w jakiej piszesz, podoba mi się, że stawiasz na wokandzie ważne tematy. Jesteś w tym bardzo skuteczny. Ale niestety Twoja wiedza w aspekcie mechanizmów wychowania chyba raczej predysponuje Cię do stawiania pytań i wątpliwości (i z tego może być dobry owoc!), a nie bycia ekspertem.
** Niniejszym obiecuję taki artykuł w przyszłym tygodniu napisać

Zobacz wyżej wspomniany tekst Wojciecha Łazarowicza

Żaden mój wpis na FB nie wywołał tak żywiołowej dyskusji, jak ten poświęcony aktywności wirtualnej pewnej znajomej nastolatki. Ponad sto komentarzy: tłumaczenia, personalne zaczepki, obraza, blokowanie siebie nawzajem. A wszystko z powodu pewnego dziewczątka, które jako tło swego profilu zamieściła baner z lakonicznym tekstem... CZYTAJ WIĘCEJ