Kiedy pisałem o tym, że żłobek jest potrzebą dorosłych ludzi, a nie dzieci, to dorośli ludzie zapytali, jak sobie wyobrażam życie bez żłobka. O to samo pytają rodzice na warsztatach, kiedy ich zniechęcam do żłobków. Spróbujmy się z tym zmierzyć!

REKLAMA
Żłobek jest oczywiście najskuteczniejszą metodą pozbycia się przeszkody do normalnego życia. Jest stosunkowo tani i skuteczny – daje nawet 10 godzin „wolności” (a jak się dopłaci to więcej!). Niemniej jeśli ową przeszkodę nazywacie czasem „moje dziecko” i jesteście mocno urażeni pierwszym określeniem ale nie zamknęliście przeglądarki z hukiem to … cieszę się!
W takiej sytuacji pewnie was interesuje, co Ono o tym myśli. Dlatego najpierw zapraszam do przeczytania tego tekstu:
Tak jak wspominałem, żłobki są najlepszą metodą zaspokojenia potrzeb rodziców – w końcu po to istnieją. Dlatego każda metoda, o której wspomnę jest to parę kroków w stronę dziecka kosztem idealnego rozwiązania. Nie będzie więc antyżłobkowej magii, ale może się znajdą użyteczne pomysły. Kreatywny rodzic może połączyć niektóre metody albo wymyśli taką, z którą się jeszcze nie spotkałem (zapraszam do podzielenia się).
Najlepiej jest wtedy, kiedy mama ma możliwość i radość z tego, że jest z dzieckiem i nie pracuje, ale o tym nie trzeba pisać.
Zacznijmy od „tradycyjnych” metod unikania żłobka:
Opiekunka/dziadkowie przy rodzicu
Jeśli rodzic ma to szczęście, że jego praca może być wykonywana w domu, a do tego ma możliwość finansową zatrudnienia opiekunki, to jest to w miarę dobra opcja dla obydwojga. W kluczowych momentach, kiedy mama jest najbardziej dziecku potrzebna – nie zawiedzie go i wstanie od pracy. Dziecko ma wtedy bardzo ważną świadomość, że może na nią liczyć, a w momentach, kiedy wszystko jest w porządku – pewnie dogada się z opiekunką.
Dziecko w pracy
Czyli metoda dla wyjątkowych mam, które:
- potrafią bardzo efektywnie spożytkować czas, kiedy dziecko śpi,
- mają bezproblemowych pracodawców pod tym względem
- nie pracują na budowie albo w supermarkecie.
Niemniej to co warto podkreślić – dzieci naprawdę wolą ten sposób od żłobka!
Bardzo wiele mam decyduje się zmienić pracę na taką, która jest z dzieckiem związana. Zakładają kawiarnie, fundacje, przedszkola. Pomysłów może być wiele, aczkolwiek jest to naprawdę duże wyzwanie! Skoro trudno jest być mamą i pracownikiem, to jak to jest być szefem i mamą?!
Opiekunka/dziadkowie sami z dzieckiem
To już jest metoda trudna dla dziecka, które musi od teraz swoje potrzeby przekazywać nie tylko mamie, ale też innym osobom. Jest to dla niego rozłąka, która może mieć konsekwencje w przyszłości, przez problemy z zaufaniem innym ludziom. Ale to co jest ważne – dziecko pozostaje w bezpiecznej przestrzeni, przyzwyczaja się do tego, że konkretna osoba odpowiada za jego potrzeby (w żłobkach są częste rotacje i jedna osoba zajmuje się kilkoma dziećmi).
To są metody najczęściej spotykane, które rodzice sobie chwalą. Natomiast jest też parę metod rzadszych, ale dla niektórych może idealnych?
Mamowy open-space
Mamy spotykają się w 3-4 osoby, razem z pociechami. Jedna z nich zajmuje się dziećmi, a pozostałe są blisko w razie, kiedy dzieci bardzo ich potrzebują. Starają się jednak zająć pracą. Jak można się domyśleć – jest to metoda dla zdyscyplinowanych, którzy nie dadzą się porwać chęci pogadania – zupełnie naturalnej dla młodych mam.
Żyć na niższym poziomie
Zabawki, telewizor plazmowy, dwa komputery, dobry samochód, dom z pokojem dla każdego, wczasy w Hiszpanii, język angielski dla niemowląt, niesamowicie specjalistycznie przygotowane jedzenie dla niemowląt itp. itd.
Wymieniłem tylko nieznaczną ilość rzeczy, które w hierarchii dzieci stoją znacznie niżej niż obecność rodzica. Jeśli dla was też ważniejsze są potrzeby dzieci i czas z nimi, to może naprawdę nie potrzebujecie tych zbytków? Oczywiście kiedy idzie o decyzję „jeść czy nie jeść” - to jest inna bajka. Ale może naprawdę da się wymienić niektóre dobra materialne na czas z dzieckiem?
Żyć normalnie i bez dzieci
Bycie rodzicem jest dobrowolną odpowiedzialnością. Rodzicielstwo to nadmiar miłości, którym chcemy obdarować jeszcze kogoś prócz małżonka czy partnera. Podejmując je warto sobie odpowiedzieć, czy spełnię potrzeby dziecka? Każdy rodzic dobrze wie, że nie da się żyć tak samo po powiększeniu rodziny. Zawsze trzeba z czegoś zrezygnować, a może się zdarzyć, że wyrzeczenia będą bardzo duże!
Może jednak bardziej mi zależy, żeby żyć łatwiej, bez zobowiązań czasowych wobec dziecka i idących za tym obciążeń finansowych? To nie jest nic złego! Wolny wybór, do którego każdy ma prawo. Mamy, z którymi pracuję, często wspominają, że pewnych rzeczy nie było „napisanych drobnym drukiem” kiedy decydowały się na dzieci (choć przeważnie mimo to są bardzo szczęśliwe!). Warto więc uważnie przeczytać instrukcję, bo zwrotów nie ma!
Wszystkie powyższe metody bez wyjątku widziałem w praktyce, więc nie pochodzą z planety „Psychologiczna utopia ”.
W następnym artykule zagryzę wargi i napiszę o tym, jak żyć … pomimo żłobka, choć z góry mówię, że to sposób znacznie gorszy od wszystkich powyższych. Niemniej także tutaj rodzic ma szanse zrekompensować pewne potrzeby dziecku.