Jarosław Kaczyński zawsze mówił o powadze w polityce. Nieustannie krzyczał, że polityka to nie PR. Że w służbie publicznej chodzi o prawdę – rzecz jasna pisaną wielką literą. Ale to, że PiS jedno mówi, co innego robi, nie powinno nas w końcu dziwić.
REKLAMA
1.
Prawo i Sprawiedliwość to największa partia opozycyjna. To także partia, której członkowie, co pokazują już wszystkie znaki na niebie i ziemi, mają dużo wolnego czasu – organizują więc publiczne, wielogodzinne debaty czy konferencje prasowe, na których ogłaszają sobie quasi-premiera.
Prawo i Sprawiedliwość to największa partia opozycyjna. To także partia, której członkowie, co pokazują już wszystkie znaki na niebie i ziemi, mają dużo wolnego czasu – organizują więc publiczne, wielogodzinne debaty czy konferencje prasowe, na których ogłaszają sobie quasi-premiera.
Sęk w tym, że w odróżnieniu od polityków PiS większość Polek i Polaków nie ma tak dużo wolnego czasu. Po prostu ciężko pracuje, by zapewnić sobie byt, jak i realizować swoje pasje i marzenia.
Byłoby zatem zrozumiałe, że – jeśli PiS szanuje wyborców – nie zaprząta im głowy wtedy, gdy nie ma nic ważnego albo sensownego do powiedzenia. Tyle, że partia Jarosława Kaczyńskiego postanowiła, iż będzie nam zawracać głowę już zawsze: i w porę, i nie w porę.
2.
PiS zawsze mówił o powadze w polityce. Nieustanie krzyczał, że polityka to nie PR. Że w służbie publicznej chodzi o prawdę – rzecz jasne pisaną wielką literą. Ale to, że PiS jedno mówi, co innego robi, nie powinno nas dziwić.
PiS zawsze mówił o powadze w polityce. Nieustanie krzyczał, że polityka to nie PR. Że w służbie publicznej chodzi o prawdę – rzecz jasne pisaną wielką literą. Ale to, że PiS jedno mówi, co innego robi, nie powinno nas dziwić.
Bo dziś PiS już nawet nie kryje, że i tzw. debata ekonomiczna, i tzw. qusi-premier Piotr Gliński, który odbywa właśnie pielgrzymki od jednego studia telewizyjnego do drugiego, to jeden wielki cyrk. Tani spektakl, który ma przykuć uwagę mediów, by pokazać, że PiS to poważna formacja polityczna. I jeszcze poważniejsza oferta programowa.
Czy można mieć jednak szacunek do partii politycznej, która nawet nie udaje, że swoich wyborców traktuje jak marionetki? Czy można poważnie traktować partię, która postanowiła, że będzie robić sobie z polityki jaja? Czy można ufać formacji, która prezentuje swojego quasi-premiera jako profesora, by zaczęto ją postrzegać jako partię inteligencką?
3.
Muszę wyznać, prawie jak na spowiedzi, że mam dość tych „pisowskich jaj politycznych”. Mam też wrażenie graniczące z pewnością, że – poza dziennikarzami, którzy fascynują się kolejną przemianą prezesa Kaczyńskiego – po Polakach te PiSowskie qusi-programowe ofensywy spływają jak woda po kaczce.
Muszę wyznać, prawie jak na spowiedzi, że mam dość tych „pisowskich jaj politycznych”. Mam też wrażenie graniczące z pewnością, że – poza dziennikarzami, którzy fascynują się kolejną przemianą prezesa Kaczyńskiego – po Polakach te PiSowskie qusi-programowe ofensywy spływają jak woda po kaczce.
I gdyby tak było, to dzięki PRowskim zabiegom PiS, które przekraczają już granice śmieszności, Polacy pokazaliby, że skutecznie uodpornili się na polityków, którzy życie publiczne traktują jak zabawę. To jedyna rzecz, za którą PiSowi i Jarosławowi Kaczyńskiemu powinniśmy być wdzięczni.
