Gdyby dziś hierarchowie mogli, zapewne chętnie postanowienia II Soboru Watykańskiego wyrzuciliby na śmietnik historii. A konstytucję duszpasterską "Gaudium et spes" zastąpili współczesnym Syllabusem Errorum, który mógłby szybko spisać nasz czołowy tropiciel wypaczeń wszelkich, Tomasz Terlikowski

REKLAMA
1.
Dokładnie 50 lat temu, 11 października 1962 roku w Kościele katolickim rozpoczęła się "rewolucja kopernikańska". Jan XXIII, jeden z najodważniejszych papieży XX wieku, choć jego pierwsze słowa po wyborze na Stolicę Piotrową brzmiały „drżę i lękam się”, zwołał II Sobór Watykański. Sobór, który - jak się później okazało - był dla Kościoła ostatnią deską ratunku, by nie stać się sektą na wzór levebrystów. .
Bo przecież Janowe aggiornamento (otwarcie) przyniosło Kościołowi świeży powiew, który - niestety - tylko na chwilę przewietrzył zatęchłe kościelne komnaty i krużganki. Powiew, który pokazał, że i Kościół ma uszy, które słyszą, i oczy, które widzą. Że, krótko, potrafi czytać "znaki czasu", a nie tylko straszyć i potępiać. Na czym polegała przełomowość Soboru?
2.
Doszło do swoistego zerwania w wielu sprawach z minionymi praktykami i nauczaniem, które dla nowoczesnego świata brzmiały wręcz skandalicznie. Kościół zaczął podkreślać wolność religijną człowieka i odpowiedzialność jego sumienia. Zmienił swój stosunek do przedstawicieli innych religii - w tym do Żydów, których zaprzestał oskarżać o Bogobójstwo. Przeprosił się z liberalną demokracją. Dowartościował laikat, a ojcowie soborowi zdali sobie sprawę, że w Kościele żyją, pracują i mają swoje zdanie także kobiety. Jakby nie było, połowa wiernych!
Choć Sobór był dla Kościoła ostatnią deską ratunku, by ten mógł nawiązać dialog z nowoczesnością, to zarazem nie uchronił go przed głębokim kryzysem, w którym tkwi po dziś dzień. Dlaczego? Otóż Sobór Watykański II przyszedł nie w porę. Przyszedł za późno, gdyż Kościół okazał się doskonale obojętny wobec rewolucji przemysłowej i robotniczej, którą tak przenikliwie opisał Karol Marks w "Kapitale". Przyszedł za wcześnie, gdyż Kościół nie przewidział, i - co ważniejsze - nie był przygotowany na rewolucję seksualną roku 1968, która przyniosła ze sobą przyspieszoną emancypację.
3.
Jeden z najwybitniejszych teologów XX wieku i jeden z mózgów Soboru, Karl Rahner, często powtarzał, że Sobór to tylko "początek początku". Sęk w tym, że nim Sobór zdążył na dobre zaistnieć w świadomości wiernych, Kościół, w osobie jego liderów zaczął przejawiać lęk przed otwartością i podmuchem liberalizmu. Krótko: Sobór zrobił dwa kroki do przodu, by zaraz zrobić krok do tyłu. Kolejni papieże, od Pawła VI poczynając, a na Benedykcie XVI kończąc, hamują proces zmian w Kościele. Hamowali je na tyle skutecznie, że dziś głos Kościoła w kluczowych dla ludzi sprawach - jak nierówności społeczne, bezrobocie, dialog społeczny, dialog międzykulturowy - stał się dla ludzi doskonale obojętny.
Co więcej, trudno oprzeć się wrażeniu, że gdyby dziś hierarchowie mogli, to zapewne chętnie postanowienia II Soboru Watykańskiego wyrzuciliby na śmietnik historii. A konstytucję duszpasterską o Kościele w świecie współczesnym "Gaudium et spes" ("Radość i nadzieja"), zastąpili współczesnym Syllabus Errorum, którego autorem mógłby spokojnie być nasz "moralny atleta" Tomasz Terlikowski.
Jeśli Sobór dla dzisiejszych kościelnych liderów jest niczym kula u szyi, to przestaje dziwić więc, że na pogrzebie zmarłego przed miesiącem kard. Carlo Marii Martiniego, jednego z ostatnich autentycznych entuzjastów II Soboru Watykańskiego, nie pojawił się ani papież Benedykt XVI, ani nikt ważny z Kurii Rzymskiej. Przyszło za to setki tysięcy Włochów, by pożegnać swojego duszpasterza. I wybitnego teologa.
Stało się być może dlatego, że kard. Martini tuż przed śmiercią udzielił wywiadu, w którym tak opisywał kondycję katolicyzmu: "Kościół jest zmęczony, w Europie dobrobytu i w Ameryce. Nasza kultura postarzała się, nasze kościoły są wielkie, nasze klasztory są puste, a aparat biurokratyczny Kościoła rośnie, nasze obrzędy i nasze stroje są wystawne. Dobrobyt ciąży". I konkluzja: "Kościół pozostał 200 lat z tyłu. Czemu się nie otrząśnie? Boimy się? Odczuwamy strach zamiast odwagi?". Oto, zdaniem wielkiego Kardynała, stan obecny Kościoła.
4.
Teolog Hans Kueng, jeden z twórców Soboru, pyta w swojej ostatniej książce „Czy Kościół można jeszcze uratować?” („Ist die Kirche noch zu retten?”, Monachium 2011). Nie wiem, czy Kościół da się ratować, jeśli on sam tego nie chce, jeśli prym wiodą w nim najbardziej konserwatywne i obskuranckie środowiska. Jestem natomiast pewny, że chrześcijaństwo i dziedzictwo II Soboru Watykańskiego jest zbyt cennym skarbem, by pozostawić je w rękach kościelnych dostojników, hierarchów i świeckich inkwizytorów. I dlatego dziś coraz częściej autentyczne życie religijne rodzi się poza Kościołem. Bo o ile nie ma zbawienia poza Chrystusem, o tyle jest zbawienie poza Kościołem.