Kiedy intensywnie myślę o napisaniu przewodnika pt. „Jak przeżyć święta, nie popadając w depresję?”, to jeszcze, na domiar złego, dopada mnie zadośćuczynienie tradycji starej jak świat. Tradycji, której za chińskiego boga nie możemy odesłać na śmietnik historii, choćby Unia Europejska nam to kazała zrobić – tradycja, którą, jeśli byśmy się jej wyrzekli, my Polacy stalibyśmy się narodem bez właściwości.
REKLAMA
Gdy więc przychodzi chwila, że muszę poddać się konieczności podjęcia postanowień noworocznych, ogarnia mnie bojaźń i drżenie. Nie, nie dlatego, że nic sensownego nie chciałbym zrobić w roku Pańskim 2013. Nie dlatego, że nie mam dobrych pomysłów, które można by zamienić w przyrzeczenie mocnej poprawy.
Mam z postanowieniami noworocznymi problem przede wszystkim dlatego, że doskonale wiem, a pewnie i Czytelniczki i Czytelnicy Natemat.pl moją podobne doświadczenia, iż z postanowieniami noworocznymi jest tak, jak z powietrzem z przekutego balonu: uchodzą one z nas w okamgnieniu.
Ileż to już razy sobie powtarzaliśmy: „W Nowym Roku muszę więcej oszczędzać”. Albo: „W Nowym Roku chcę nauczyć się chińskiego”. Lub: „Będę sprzątał kupy z ulicy po swoim czworonogim przyjacielu”...
Jak łatwo zauważyć, nacisk kładzie się tu na słowa: „chcę”, „muszę”, „będę”. Krótko, zacisnę zęby i „zrobię to”! Im bardziej się spinamy w tym pozytywnym „muszę zrobić”, tym większe jest rozczarowanie, gdy nic z naszych postanowień nie wychodzi. Gdy już w połowie stycznia lądują one na śmietniku historii, stanowiąc kolejne (prócz, rzecz jasna, nieprzestrzegania pięciu przykazań kościelnych), źródło naszych wyrzutów sumienia. Bo, okazało się, że mamy zbyt mało wolnego czasu. Bo szef w pracy dodał więcej zadań. I, co kluczowe: „jednak mi się nie chce, spróbuję w przyszłym roku”.
By uniknąć tej stresującej dla naszego życia sytuacji, proponuję zupełnie inną logikę powzięcia noworocznych zobowiązań: nie to, co zrobię w Nowym Roku, ale to, czego nie będę robił w Nowym Roku. Zatem już nie słowa: „chcę”, „muszę”, „będę”, ale „nie chcę”, „nie muszę”, „nie będę”. Oto moja krótka lista spraw, których będę się starał nie robić w roku 2013:
1. Nie będę oglądał telewizji – szczególnie programów informacyjnych i publicystycznych.
2. Nie będę pił kawy w tzw. sieciówkach.
3. Nie kupię żadnego nowego smartphone'a, choćby zapewniano mnie, że jest on konieczny do zbawienia.
4. Nie będę używał auta, jeśli na miejsce spotkania będę mógł dojechać rowerem lub transportem publicznym.
5. Moja noga nie postanie w żadnym centrum handlowym, choćby to miało negatywnie wpłynąć na PKB.
Zgoda, nie są to zobowiązania, od których świat od razu stanie się lepszy. Ale od czegoś trzeba zacząć. Ciekawy jest natomiast, jakie byłby Wasze NIE-postanowienia na Rok 2013?
