Karnawał Franciszka, podyktowany efektem nowości papieża, dziś się skończył. Papież zdobył kredyt zaufania i sympatię. Rozbudził oczekiwania na zmianę w Kościele tak samo, jak na zmianę Ameryki rozbudził Obama, gdy zostawał po raz pierwszy prezydentem w 2008 r. Czy Franciszkowi uda się im sprostać?

REKLAMA
Papież Franciszek wygłosił swoje duszpasterskie exposé. Po oczach bije jedno słowo, które przewija się w całej inauguracyjnej homilii. To słowo to: TROSKA.
Papież mówił: „Chodzi o opiekę nad całą rzeczywistością stworzoną, pięknem stworzenia, jak nam to mówi Księga Rodzaju i jak to nam ukazał św. Franciszek z Asyżu: to poszanowanie każdego Bożego stworzenia oraz środowiska, w którym żyjemy. Jest to strzeżenie ludzi, troszczenie się z miłością o wszystkich, każdą osobę, zwłaszcza o dzieci i osoby starsze, o tych, którzy są istotami najbardziej kruchymi i często znajdują się na obrzeżach naszych serc”. Tak oto Franciszek zarysował nową politykę troski, którą będzie chciał uczynić light motiv’em
swojego pontyfikatu.
Papież, jeśli dobrze go rozumiem, chce powiedzieć, że ostatecznie jako chrześcijanie rozliczani będziemy z troski o tych słabych, których biblijnymi symbolami są: wdowa, sierota i obcokrajowiec. A więc nie tyle liczy się prawda, co miłość. Nie prawo, ale człowiek. Nie doktryna, ale solidarność.
„Jedynym prawdziwym grzechem jest niesłuchanie innego – głosi włoski filozof Gianni Vattimo – brak troski”. To dziś jedyny bodaj grzech, który w świecie pełnym nierówności i niesprawiedliwości, wykluczenia i poniżenia, woła o pomstę do nieba. I papież zdaje się to doskonale rozumieć.

Drugi punkt papieskiego exposé: Franciszek kościelną rewolucję zaczyna od siebie. Jest pokorny, skromny i odrzuca blichtr. Chce Kościoła ubogiego oraz dla ubogich.
To papież, który nie nakłada na innych ciężarów, których wpierw sam by nie podnosił. To papież, który przychodzi z tzw. Trzeciego Świata, by w centrum tzw. Świata Pierwszego pokazać na czym polega sens społecznej Ewangelii Jezusa. Ten sens przejawia się w – znów jednym słowie: służba!

A teraz ryzykowne pytanie: czego europejscy przywódcy, którzy tak ochoczo zjechali do Rzymu na mszę inauguracyjną, mogliby się nauczyć od nowego papieża? Jednego: polityka troski to przede wszystkim służba.
Czy zatem europejscy decydenci zrozumieją, co zrozumiał już nawet Kościół, że w dzisiejszym świecie, gdzie bogatsi są coraz bogatsi, a biedniejsi coraz biedniejsi jedyny rodzaj polityki, jaki ma sens, to polityka solidarności? Polityka, gdzie jeden drugiego ciężary niesie.
Czy liderzy Unii zastosują politykę troski w budowaniu bardziej sprawiedliwego społeczeństwa?
Czy, podobnie jak nowy papież, dadzą przykład służby i zrezygnują ze swoich przywilejów, gaży i blichtru, w jakie dziś opływają?
Unia Europejska, tak samo jak i Kościół, potrzebuje dziś skromności w swoich działaniach, by odbudować wiarygodność wśród Europejczyków.

Franciszek w swoim krótkim wystąpieniu zarysował też nową teologię stworzenia. Przejawi się ona w tym, że ważny jest nie tylko człowiek, ale całość stworzenia. Dlaczego? Bo nowa teologia stworzenia odrzuca myślenie o zwierzętach w kategorii „należą do (człowieka) i istnieją dla (człowieka)”. Całość stworzenia należy do Boga. W ten sposób Franciszek chce przestrzec tych, którzy bezmyślnie gwałcą naszą planetę: „Nie dziedziczymy Ziemi po naszych rodzicach, pożyczamy ją od naszych dzieci”.

Karnawał papieża Franciszka, podyktowany efektem nowości dziś się skończył. Papież zdobył kredyt zaufania i sympatię. Rozbudził oczekiwania na zmianę tak samo, jak na zmianę Ameryki rozbudził Obama, gdy zostawał po raz pierwszy prezydentem w 2008 r.
Jeśli Franciszkowi uda się zrealizować program, który zarysował w swoim duszpasterskim exposé, o przyszłość odbudowy wiarygodności Kościoła można być spokojnym. Sęk w tym, że nie będzie to zdanie ani łatwe, ani szybkie.