
Dziś Sejm zajmie się ustawą o przeciwdziałaniu lichwie. Do szybkiego procedowania projektu zastrzeżenia ma Komisja Europejska. Przedsiębiorcy zarzucają mu natomiast, że przy okazji walki z patologią, do jednego worka wrzuca się wszystkich profesjonalnie pożyczających. W efekcie zaproponowany przez resort sprawiedliwości projekt zamiast skupić się na oszustach, uderza w legalnych dostawców mikropożyczek. Nie tędy droga.
REKLAMA
Dziś pierwsze czytanie ustawy antypożyczkowej (druk 3600), która równocześnie znajduje się w procesie notyfikacyjnym Komisji Europejskiej. Już samo to budzi zastrzeżenia, bo oznacza że Parlament łamie tzw. standstill i otwiera nowy front z sporu z instytucjami unijnymi. Zawieszenie trwa do 30 września i jeżeli w tym czasie ustawa będzie procedowana, to zgodnie z prawem unijnym i tak nie będzie mogła być prawem obowiązującym w Polsce.
Projekt znalazł się w tym trybie nie dlatego, że UE chce powstrzymać walkę z lichwą mieszkaniową, ale dlatego, że w projekcie zupełnie niepotrzebnie znalazły się przepisy, które regulują profesjonalny rynek kredytu konsumenckiego na poziomie transgranicznym, w tym mogą ograniczać dostęp do tzw. usług cyfrowych. Lichwa mieszkaniowa, czy wprowadzanie w błąd osób starszych nie ma zbyt wiele wspólnego z Internetem i zapewne, gdyby ustawodawca skupił się na tym aspekcie, niepotrzebnie nie zawierając w projekcie szkodliwych dla uczciwych przedsiębiorców przepisów, to prokuratorzy mieliby efektywne narzędzie do walki z oszustami już od dawna.
Firmy pożyczkowe online popierają walkę z lichwą mieszkaniową
Gdy w lipcu 2016 roku minister sprawiedliwości zapowiedział, że zajmie się lichwą mieszkaniową, branża poparła te zamiary. Firmy pożyczkowe płacą podatki, zatrudniają ludzi i współpracują z kontrahentami, a oszuści mają negatywny wpływ na reputację całego ekosystemu. Niestety, projekt zaproponowany przez resort sprawiedliwości, z niewiadomych przyczyn, zamiast skupić się na rzeczywistych problemach nadużyć, przeniósł ciężar proponowanych zmian na uczciwych pożyczkodawców stanowiących coraz silniejszą konkurencję dla banków i SKOK-ów.
W projekcie z grudnia 2016 roku zawarto przepisy, które mechanicznie obniżały maksymalny limit kosztów pozaodsetkowych do poziomu znajdującego się znacznie poniżej ekonomicznego sensu prowadzenia legalnej działalności pożyczkowej. Wówczas projekt został skrytykowany przez branżę, jak również instytucje publiczne odpowiedzialne za nadzór nad sektorem finansowym – głównym zarzutem był brak analizy ekonomicznej uzasadniającej radykalne, bo aż 60% cięcie kosztów pozaodsetkowych.
Limit poniżej kosztów, to jak nakazać sprzedawać chleb poniżej ceny mąki
Ustalenie limitu maksymalnej ceny kredytu konsumenckiego to trudna sprawa – wymaga ekonomicznej kalibracji, uwzględnienia słusznego interesu konsumenta, ale także możliwości zapewnienia ciągłości prowadzenia biznesu, a ten określa się na podstawie rachunku finansowego. W pierwotnej wersji projektu tego zabrakło i z tego też powodu spotkał się on ze sprzeciwem nie tylko podmiotów działających i tworzących ten rynek, ale także instytucji publicznych odpowiedzialnych za regulacje gospodarcze.
Celem limitu nie jest regulowanie średniej ceny danego produktu na rynku, ale zapewnienie ochrony przed rażącym odstępstwem od niej – w takim duchu reguluje się rynki kredytu konsumenckiego w takich krajach jak Francja, Niemcy czy Wielka Brytania. Projektodawca konsekwentnie utrzymuje, że jego celem jest obniżenie cen pożyczek, bo w innych krajach są one wielokrotnie tańsze nie zwracając uwagi na to, że niższe ceny niektórych produktów wynikają z obiektywnych przyczyn ekonomicznych – niższego ryzyka, niższej ceny kapitału, innego zabezpieczenia pożyczek tudzież skuteczniejszych form dochodzenia wierzytelności, a czasami... ukrywania opłat dodatkowych, jak np. w pozabankowych pożyczkach niemieckich.
Innymi słowy, projektodawca skupia się na jednym nośnym medialnie parametrze, nie uwzględniając, że ekosystem pożyczkowy to zespół wzajemnie na siebie oddziałujących czynników, podmiotów i regulacji. Łatwo naruszyć ten system, doprowadzić do trudnej do zmierzenia w skutkach katastrofy, która będzie miała negatywny wpływ przede wszystkim na konsumentów i pracowników instytucji pożyczkowych. Ci ostatni, których jest 40 tys. to w dużej mierze specjaliści, młodzi i ambitni ludzie, których bezrefleksyjne określanie mianem lichwiarzy jest nie tylko krzywdzące, ale narusza także ich dobra osobiste.
Po dwóch latach, gdy w zasadzie argumentacja ekonomiczna nie uległa zmianie, wracamy do punktu wyjścia – czyli projektu z limitem, który uniemożliwia udzielanie mikropożyczek online, zaburza konkurencję i najprawdopodobniej doprowadzi do tragedii wielu obywateli, którzy zamiast korzystać z legalnych, uczciwych i monitorowanych pożyczek, za jedyną alternatywę będą mieć ulicznych lichwiarzy i wyprzedaż majątku w lombardach.
Mikropożyczki online to gospodarka 4.0
W świecie gospodarki 4.0 – innowacyjnej, internetowej, a także nastawionej na zaspokojenie potrzeb konsumenta, zaproponowany model walki z lichwą jest krokiem w tył, powrotem do lat 90-tych. Nawiązanie do okresu minionego jest tutaj nieprzypadkowe. W argumentacji uzasadniającej projekt ustawy antylichwiarskiej, dla której bardziej zasadne określnie to „antypożyczkowa” projektodawca powoływał się wyłącznie na przypadki przestępstw lichwy, które miały miejsce w latach przed pojawieniem się internetowych instytucji pożyczkowych. Innymi słowy, uzasadnieniem do projektu regulującego internetowych pożyczkodawców są działania przestępców i oszustów, którzy z gospodarką cyfrową mają tyle wspólnego co jaskiniowcy z podróżami kosmicznymi.
Czy regulując sektor farmaceutyczny zmiany argumentuje się przypadkami nadużyć średniowiecznych alchemików? Czy regulując branżę motoryzacyjną w dyskusji publiczne ktokolwiek rozsądny odwołuje się do filozofii wczesnochrześcijańskiej, gdy ludzie podróżowali konno? To chyba oczywiste, że nie.
Mikropożyczki zapewniają bezpieczeństwo
Każdy kredyt ma swoją funkcję i służy zaspokojeniu konkretnej potrzeby. Kredyt hipoteczny zaciąga się w celu nabycia mieszkania lub domu. Kredyt samochodowy zawiera się po to, by zaspokoić potrzeby transportowe. Karta kredytowa służy do płatności w internecie, a kredyt obrotowy dla firm ma zapewnić im płynności pomiędzy płatnościami za faktury od kontrahentów. Również mikropożyczki mają swój cel, a jest nim zaspokojenie nagłej potrzeby finansowej. Nagłej, czyli wymagającej szybkiej decyzji. W przestrzeni publicznej istnieje mylne przekonanie, że pożyczki są tylko dla biednych. Nie, to nieprawda. Pożyczki są dla ludzi posiadających zdolność kredytową, czyli pracujących, którzy na parę dni przed premią, pensją lub zapłatę za fakturę muszą naprawić popsuty samochód.
Pożyczki są dla osób, które chcą pojechać na weekend ze znajomymi nad morze, ale są dopiero przed pensją, a parę dni wcześniej popsuła im się lodówka, na którą wydali oszczędności. Pożyczki są dla kibiców piłkarskich, którzy mogą w okazyjnej cenie kupić karnet na mecze swojej ulubionej drużyny, ale w tym samym czasie chcieliby również wyremontować popsutą łazienkę. Pożyczki są dla kobiet, które muszą sfinansować rachunek lub inny wydatek, a których pracujący za granicą mężowie w danej chwili nie mogą wykonać przelewu.
Nie ma w tym nic złego, a statystyczne problemy z regulowaniem zobowiązań znajdują się na poziomie, który w żaden sposób nie zagraża stabilności finansowej gospodarstw domowych i państwa. Potwierdzają to m.in. raporty BIK-u, czy NBP-u. Niestety, projektodawca – chociaż pierwotnie miał słuszny cel, ostatecznie uznał, że mikropożyczki online w zasadzie nie powinny istnieć.
Mikropożyczki od kuchni
Branża pożyczkowa, jak chyba żadna inna, „pokazała kuchnię” – w dostępnych publicznie raportach tworzonych na podstawie sprawozdań finansowych firm pożyczkowych znajdujących się w rejestrze Komisji Nadzoru Finansowego złożonych do KRS-u, czyli pod rygorem odpowiedzialności karno-skarbowej wykazano, że przeciętny dochód z jednego klienta to raptem 70 zł, a biznes pożyczkowy online łącznie generuje zyski na poziomie mniejszym niż zysk jednego średniej wielkości banku.
Czy sprzedawcy popcornu i chipsów w kinach pokazują publicznie jaki mają dochód z jednej sprzedanej porcji przekąsek? Nie robią tego, a jestem przekonany, że oburzenie społeczne mogłoby być wysokie. Żaden polityk nie wpadł nigdy na pomysł, by wprowadzić limit cen na nachosy w kinach. Bo nie ma takiej potrzeby. Klient ma wybór - może dokonać zakupu i zaspokoić swoją potrzebę lub nie. Tak samo klient instytucji pożyczkowych – ma wybór, nie musi zaciągać kredytu, może spróbować u innego pożyczkodawcy, zawsze ma możliwość porównania ofert lub odstąpienia od umowy.
Pożyczki onlnie nie są potężną branżą, ale niezwykle potrzebną – globalnie trwa dyskusja na temat inkluzji finansowej i w opracowaniach naukowych tworzonych pod szyldami uznanych organizacji i instytucji międzynarodowych, sektor pożyczek pozabankowych wymieniany jest jako jeden z istotnych elementów procesu zwiększania dostępu do nowoczesnych usług finansowych. W Polsce projektodawca przyjął odmienną argumentację, cofając się w założeniach do lat 90-tych XX w.
Na koniec nasuwa się refleksja, że jest to niepotrzebne marnowanie energii i zamiast skupiać się na dyskusji, współpracy i wdrażaniu innowacji, moglibyśmy zmieniać świat na lepsze. Dlatego branża apeluje o odrzucenie projektu ustawy antypożyczkowej i rozpoczęcie prac nad wypracowaniem nowego projektu – rozsądnego ekonomicznie, bezpiecznego dla konsumentów i wspierającego przedsiębiorców w rozwoju innowacji.
