Nie ulega wątpliwości, dla przeważającej większości obywateli, w tym również dla 50 procent zwolenników PiS, że dobiegająca końca pierwsza kadencja prezydentury Bronisława Komorowskiego, przyczyniła się istotnie do stabilizacji politycznej w Polsce i wzmocnienia pozycji politycznej Polski na arenie międzynarodowej.
REKLAMA
Nie zamierzam dzisiaj analizować wszystkich kandydatur, bo poza Bronisławem Komorowskim, pozostałe są, nazwę enigmatycznie, egzotyczne. Przyjrzyjmy się jednak kandydaturze Andrzeja Dudy, który jest kandydatem zastępczym, aby uchronić lidera PiS od kolejnej osobistej klęski. Ponadto doświadczenie polityczne kandydata Dudy jest mizerne. Bycie parlamentarzystą i urzędnikiem w kancelarii prezydenta Kaczyńskiego, to nie kwalifikacje do pełnienia głowy państwa, zwierzchnika sił zbrojnych. Przy Bronisławie Komorowskim, który kroczył kolejnymi szczeblami kariery, poczynając od wiceministra obrony narodowej w 1990, następnie ministra obrony, marszałka sejmu i nieprzerwanie przez ponad 20 lat posła na sejm, pozostali kandydaci jawią się jak dzieci w piaskownicy.
Początek kampanii wyborczej, zainicjowanej konwencjami partii politycznych, pokazał również fundamentalną różnicę jakości, nie po raz pierwszy, tych ugrupowań. Platforma Obywatelska, zebrała się, aby podkreślić merytorycznie dorobek urzędującego prezydenta i zapewnić go swoim poparciu, w sposób godny, bez cyrkowego spektaklu. Natomiast PiS uraczył nas niezdarną próbą kopii konwencji amerykańskich. Przykre to było widowisko. Ale najważniejszy, był przekaz kandydatów, obywatelskiego, pełnego godności i kładącego akcenty na najistotniejsze wyzwania stojące przed Polską, kandydata Bronisława Komorowskiego i kandydata w zastępstwie prezesa Kaczyńskiego, Andrzeja Dudy. Pominę miłościwie milczeniem żałośnie populistyczne i puste w treści przemówienie posła Dudy, który więcej machał rękami pozdrawiając swoje koleżeństwo, jak na odpustowej karuzeli, albo przytulał małżonkę, niż mówił coś sensownego.
Staną więc obywatele przy urnach wyborczych 10 maja br. przed prostym wyborem, czy wybrać na następną kadencję głowę państwa polskiego, męża stanu, Bronisława Komorowskiego, którego zaufaniem obdarza ponad 80% obywateli, czy też oddawać głos na groteskowych kandydatów, w tym na odpustowego zastępczego kandydata prezesa Kaczyńskiego.
