Obecny spór o Muzeum Śląskie nie jest wyłącznie doraźną polityczną kłótnią. To w istocie spór o zdefiniowanie polskości. Czy będzie ona postrzegana jako godząca różne tradycje kulturowe i wybory, które niegdyś wydawały się sprzeczne? Czy też zostanie sprowadzona do bezrefleksyjnej, narodowej megalomanii, odstraszającej swą odpychającą, wykrzywioną we wściekłym grymasie gębą?

REKLAMA
Po wiekach rozwoju kultury niemieckiej obok polskiej na Śląsku, Ziemi Lubuskiej, Warmii i Mazurach, w Gdańsku (przytłaczająco niemieckim) – i od dawna wyłącznie niemieckiej na Pomorzu Zachodnim – przypadł nam w wyniku przemian bogaty spadek architektury i innych dzieł sztuki oraz pamiątek historycznych niemieckich. Jesteśmy wobec ludzkości depozytariuszami tego dorobku. Zobowiązuje nas to, by ze świadomością, że strzeżemy dorobku kultury niemieckiej, bez zakłamań przemilczeń w tej dziedzinie, chronić te skarby dla przyszłości, również naszej.
Myśl Jana Józefa Lipskiego z eseju „Dwie ojczyzny – dwa patriotyzmy. Uwagi o megalomanii narodowej i ksenofobii Polaków” z 1981 roku nie oddaje w pełni złożoności problemu górnośląskiego. Ten region pogranicza nie był bowiem miejscem, w którym kultury płynęły równoległymi nurtami, lecz przestrzenią syntezy, dokonującej się w umysłach i sercach mieszkańców. Prawdę tę oddał bł. ks. Emil Szramek w słowach:
Wynikiem długiej infiltracji czyli mieszaniny narodowej są jednostki nie tylko dwujęzyczne, ale też podwójnego oblicza narodowego, podobne do kamieni granicznych, które z jednej strony noszą znamię polskie, z drugiej niemieckie, albo do gruszy granicznych, które na obie strony rodzą. Nie są to ludzie bez charakteru, lecz ludzie o charakterze granicznym.
W efekcie na dziedzictwo Górnego Śląska składa się nie tylko imponujący dorobek materialny - dzieła mistrzów z Berlina, Kolonii, Wiednia, ale również Paryża czy Lwowa. To także pamięć o dramatycznych wyborach, służbie – czasem dobrowolnej, częściej z przymusu – pod różnymi sztandarami, wciąż żywy związek z kulturą środkowoeuropejskich sąsiadów, wyrażający się w języku, obyczaju i historycznej świadomości. Nie sposób wysupłać z tej tkaniny któregoś z wątków, nie niszcząc całości. Nie oznacza to zaniechania intelektualnego wysiłku i rezygnacji z selekcji tych elementów tradycji, które zasługują na pielęgnowanie oraz kontynuację. Jakie powinny być jednak kryteria tej selekcji? Czy, jak chcieliby krytycy założeń wystawy historii Górnego Śląska w Muzeum Śląskim, do górnośląskich dziejów należy przykładać miarę polskości w jej martyrologicznym, powstańczym i romantycznym wydaniu, wyrosłym na gruncie doświadczeń Kongresówki? Czy może raczej sięgnąć trzeba po język uniwersalnych wartości, by zaprezentować opowieść, w której równoprawne miejsce zajmą Wojciech Korfanty i ks. Carl Ulitzka. Dwaj politycy, którzy widzieli Górny Śląsk jako ojczyznę ludzi różnych języków i narodowych przekonań, choć w granicach innych państw. I którym odpowiednio polscy i niemieccy współobywatele zgotowali los więźniów i wygnańców.
Obecny spór o Muzeum Śląskie nie jest wyłącznie doraźną polityczną kłótnią. To w istocie spór o zdefiniowanie polskości. Czy będzie ona postrzegana jako godząca różne tradycje kulturowe i wybory, które niegdyś wydawały się sprzeczne? A przez to atrakcyjna także dla tych, co jak Górnoślązacy, w wyniku dziejowych zakrętów znaleźli się gdzieś pomiędzy? Czy też zostanie sprowadzona do bezrefleksyjnej, narodowej megalomanii, odstraszającej swą odpychającą, wykrzywioną we wściekłym grymasie gębą? Tym, którzy taką właśnie gębę jej dorabiają, warto uzmysłowić, że to nie kto inny, lecz właśnie oni stawiają śląskość w opozycji do polskości. W ich wizji polskości nie ma bowiem miejsca na to, co śląskość współkonstytuuje.
My Górnoślązacy, z uwagi na nasze historyczne doświadczenie, potrafimy znaleźć dla siebie przestrzeń poza ciasno rozumianą polskością. Robiliśmy to już i z musu – jak Warmiacy i Mazurzy, których zarówno z Polski jak i z polskości wyproszono – i w wyniku niewymuszonej autorefleksji, jak piszący te słowa. Sądzę jednak, że nawet ci o niepolskiej tożsamości, woleliby w polskości postrzegać coś pokrewnego i na śląskość otwartego. Słuchając jazgotu narodowej prawicy trudno jednak uniknąć wrażenia, że należymy do dwóch różnych porządków – dwóch ojczyzn, o których pisał Antoni Słonimski:
W ojczyźnie twojej do obcych w wierze
Bóg się nie zniża.
Moja ojczyzna świat cały bierze
W ramiona krzyża.
(…)
Chociaż ci sprzyja ten wieczór mglisty
I noc bezgwiezdna,
Jakże mnie wygnasz z ziemi ojczystej,
Jeśli jej nie znasz?