Istotną grupę pasażerów lotu 3911 stanowią politycy, w tym ci z rządowych sfer: posłowie i senatorowie, mniej rozpoznawalni wojewodowie i prezydenci miast. Mało wśród nich pasażerów skromnych i niezwracających na siebie uwagi.

REKLAMA
Średnio raz w tygodniu bywam w Warszawie. Czasem motywem są spotkania towarzyskie, jak wczoraj, kiedy to przyleciałem, aby uczestniczyć w „parapetówce” w rezydencji w podwarszawskich Łomiankach. Innym razem powodem są obowiązki zawodowe. Nie jest żadną tajemnicą, że spotkania, które mają uczłowieczyć biznes odbywają się późnymi popołudniami, z których mieszkańcy Krakowa i okolic mogą wrócić ostatnim samolotem tj. o 22:45.Ten prawie nocny samolot ma swoich stałych pasażerów. Są to zwykle prezesi dużych firm mających swoje siedziby w Krakowie, wracający z zagranicznych delegacji managerowie, czasem lekarze wracający z naukowych sympozjów czy znani, krakowscy profesorowie pracujący w Warszawie. Z jednymi znam się lepiej z innymi przelotnie, z większością kłaniamy się sobie, bo te późnowieczorne loty zbliżają ludzi do siebie. Mało w tych samolotach przypadkowych turystów, choć oczywiście w sezonie i tacy nie są rzadkością.
Zdarza się czasem, że ledwie znajomi siądziemy obok siebie, a tuż przed lądowaniem znam życiorys sąsiada, wymieniamy się wizytówkami. Częściej to mnie ktoś prowokuje do rozmowy. Zwykle w samolocie nadrabiam zaległości mocno zabieganego dnia, przeglądając prasę. Czasem jednak spotkam znajomych, z którymi czas mnie jakoś rozdzielił - nie robimy wspólnych biznesów, bywamy na innych imprezach - wtedy chętnie odkładam gazetę i dowiaduję się, co u nich słychać. Czasem kończy się to zdawkowym „jakoś leci” , czasem przeradza się w dyskusję, dla której godzina lotu to stanowczo za mało.
Zapomniałem wspomnieć o pewnej, dość istotnej grupie pasażerów lotu 3911 – to politycy, w tym ci z rządowych sfer: posłowie i senatorowie, mniej rozpoznawalni wojewodowie i prezydenci miast. Mało wśród nich pasażerów skromnych i niezwracających na siebie uwagi. W większości zerkają, czy cały samolot ich rozpoznał, angażują mocno pokładowy personel, jakby mieli co najmniej pół nocy lecieć, widać po nich, że są ważni, o jak bardzo ważni. Wyjątkowe miejsce dla płaszcza i Ważnej Teczki to standardowe oczekiwanie wielu polityków, niekończąca się lista roszczeń. Tym mocniej zapamiętuję nieliczne z politykami spotkania, które są dowodem, że to rzetelni, pracowici i mądrzy ludzie. Czasem dowiaduję się czegoś o ich bardziej ludzkiej naturze. Tak zapamiętałem wspólną podróż z Panią Minister. Dowiedziałem się, że kocha muzykę, że nieobce są jej codzienne problemy, że te późnowieczorne loty do Krakowa są po to, żeby więcej czasu spędzić z mężem i trójką dzieci. To było jedno z tych spotkań, kiedy żałowałem, że podróż do Krakowa trwa tylko 50 minut. Jak mawiał J. W. Goethe: „O najlepszym towarzystwie mówi się, że rozmowa w nim poucza, a milczenie kształci”. Zgadzam się z tym w pełni.
Lot – jeśli nie jest spóźniony –kończy się pół godziny przed północą. Pewnie łatwiej byłoby zostać w Warszawie, przenocować w hotelu i po dobrym śniadaniu ruszyć do Krakowa. Ale ja lubię wracać do domu i nawet kiedy zmęczony powiem żonie co najwyżej: „dobranoc”, to i tak warto zdążyć na nocny samolot, żeby rano zjeść domowe śniadanie i pojechać do firmy. To daje mi radość, wtedy odzyskuję spokój, bo wiem, że jestem tu gdzie być powinienem...