Czy Polakiem się jest, czy bywa?
REKLAMA
Trudno nie wpisać się w ogólnonarodową dyskusję o polskiej piłce nożnej. Mówi i pisze o niej każdy i w tej powodzi informacji trudno przebić się z własną opinią tym bardziej, że nie ma takiej która w ostatnim czasie nie powtórzyłaby się wielokrotnie, od euforycznych och i ach począwszy, na histerycznych bluzgach skończywszy.
Miałem okazję przyglądać się temu wszystkiemu od środka. Byłem na meczach w Warszawie i we Wrocławiu i obserwowałem ludzi, miasta, śledziłem doniesienia mediów polskich i zagranicznych i zadawałem sobie pytanie - jaki obraz Polski się zarysowuje i co to oznacza dla naszego codziennego życia?
O pełnej społecznej i gospodarczej mobilizacji przed Euro powiedziano już wszystko. Okazało się nawet, że można dogadać się z wykonawcami autostrad tak, żeby mogli w spokoju oglądać mecze. „Polska ok”, „Fajna Polska” etc. – te promowane ostatnio znaki zaczęły pojawiać się na szybach samochodów i witrynach sklepowych. Media wydobywają na światło dzienne opinie zagranicznych gości i dziennikarzy, które określają Polskę, jako kraj dobrych dróg, życzliwych i uśmiechniętych ludzi. Z pewnym niesmakiem więc odbieram głosy nielicznych polityków, którzy przy okazji tej sportowej euforii próbują nadal przekonywać, że wszystko jest źle i że to „wina Tuska”…
No dobrze i co z tego wynika? Obawiam się, że niezbyt wiele, a bardzo szkoda, bo widać wyraźnie, że brakuje nam jakiejś idei, ludzi, spraw wokół których moglibyśmy się skupić i poczuć - tę konieczną dla społecznego istnienia - jedność. Okazuje się, że nawet słaba piłkarska drużyna jest w stanie połączyć nas, nakazać malowanie na twarzach znaków tożsamości, szyć razem ogromną flagę. Bowiem nie o drużynę tu chodzi, a o nas i naszą potrzebę społecznego istnienia. To słowo NARÓD pozwala trwać w gorszych czasach i nie załamywać się słabnącą koniunkturą, to my jako NARÓD umiemy porywać się do rzeczy niezwykłych, to NARÓD kibicuje piłkarzom. Dzisiaj nie trzeba nam iść na barykady z butelką benzyny, czy jak wcześniej pędzić z łopotem skrzydeł husarii, by wystraszyć, przegnać wroga i wygrać.
Niedługo zmażemy plemienne znaki tożsamości, do mediów wrócą panowie politycy i okaże się, że nic nas nie łączy, wielka uszyta wspólnym wysiłkiem flaga podzielona zostanie na małe kawałki. Każdy coś z tego skubnie, jeden uszyje pościel, inny wykorzysta na ścierki do mycia samochodowych szyb.
Czy Polakiem się jest, czy bywa- zadaje sobie pytanie? Czy taka już nasza natura, że jesteśmy Polakami tylko okazjonalnie? Łączą nas ważne wydarzenia, a gdy emocje opadną, skrywamy naszą tożsamość. Niby jesteśmy dumni, ale jakby nietrwale.
To co wydarzyło się w ciągu ostatnich tygodni powinno być wielką nauką dla nas wszystkich. Norman Davies w znakomitym wywiadzie, w jednym z ostatnich numerów tygodnika „Wprost” mówi : „Te 23 lata wolności bardzo dużo zmieniły /…/ Ostatnio spędziliśmy kilka dni na Global Forum we Wrocławiu. Nawet Amerykanie, którzy przyjeżdżają tam , co roku nie mogą nadziwić się tempu modernizacji. Patrzą na to, co się dzieje dzisiaj – nowe lotnisko, nowy stadion, nowy most, nowe autostrady, Sky Tower – i widzą, że Polska jest krajem rozwoju, modernizacji, zmian, ale ma przede wszystkim niepowtarzalnego ducha nadziei”.
Kiedy czytam takie słowa, myślę, że warto zastanowić się nad tym, że skoro wielka flaga nie jest już potrzebna na stadionach, to KTO powinien ponieść ją dalej i nie pozwolić, by była w kawałkach sprzedawana na Allegro?
