O Bartku Chajdeckim usłyszałem po praz pierwszy w maju zeszłego roku, w czasie Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie. Kiedy oglądam jakiś film, jego muzyczna ścieżka nie zawsze do mnie dociera. Nie mam „muzycznego ucha”, wrażliwiej reaguję na smak i zapach, ale są takie filmy, których muzykę pamiętam szczególnie.
REKLAMA
Chyba najbliższe są mi kompozycje Zbyszka Preisnera. Mam zresztą wrażenie, że muzyka Bartka ma w sobie preisnerowskie inspiracje … no cóż, skoro wszyscy trzej jesteśmy z Krakowa, nie sposób gdzieś się o siebie nie otrzeć, nie pić kawy przy sąsiednich stolikach, nie słyszeć o sobie.
Piszę o tym, gdyż wczoraj wręczałem nagrodę Bartkowi Chajdeckiemu pod wiele mówiącą nazwą „Bo wARTo”. Kiedy RMF Classic zwróciło się do mnie z propozycją ufundowania tej nagrody, moje myśli pobiegły w kierunku słów „bo warto” - warto być twórczym, czasem bezkompromisowym, warto dochowywać wierności zasadom, cieszyć się każdym, dobrym dniem. Bo warto wspierać świat prawdziwych wartości, nagradzać tych, którzy dostarczają nam wzruszeń.
Bartek Chajdecki za muzykę do „Czasu honoru” dostał ważną nominację europejskich krytyków muzycznych za najlepszą muzykę do serialu, ale to nie najważniejszy powód, dlaczego cieszę się, że kapituła zacnych jurorów przyznała nagrodę właśnie jemu. I choć kibicowałem każdemu z nominowanych fakt, że Bartek wygrał, sprawił mi szczególną przyjemność, również dlatego, że takie seriale jak „Czas honoru” są bliskie mnie i mojemu pokoleniu. Fajnie, że dobre seriale telewizyjne można kupić na płytach. Pierwsze 8 odcinków "Czasu honoru" obejrzałem w dwa wieczory. Żal tylko, że słowo honor znaczy dzisiaj coraz mniej.
