„Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem…” Ksiega Koheleta 3, 1

REKLAMA
Ostatnio zauroczyła mnie książka Tracey Lawson, łącząca w sobie wszystko co lubię: opis włoskich pejzaży i tradycji kulinarnych. Nareszcie doczekałem się lektury, która nie jest przesłodzoną opowiastką o tym pięknym kraju, tylko prawdziwą historią o ludziach, ich ciężkiej pracy i życiu, o inspiracji naturą. Obraz miasteczka położonego w samym sercu Włoch, w którym średnia długość życia wynosi dziewięćdziesiąt pięć lat i próba odnalezienia przyczyn długowieczności jego mieszkańców stanowią rdzeń tej niezwykłej lektury. Całości dopełniają liczne przepisy kulinarne i historie poszczególnych bohaterów.
Byłem bardzo ciekaw co też takiego wyjątkowego jest w tej miejscowości, że Campodimelańczycy zachowują zdrowie, sprawność i pogodę ducha do późnych lat. Receptą okazuje się być życie zgodne z naturą, tradycjami i porami roku.
„Sappiamo vivere” mawiają Włosi – „Wiemy jak żyć”.
Autorka dowodzi, że podstawą dobrego życia jest umiejętność dobrego jedzenia. Mieszkańcy miasteczka, których gościnność była - zdaniem autorki - czymś wyjątkowym nawet jak na włoskie standardy, umożliwiła jej poznanie poszczególnych procesów przygotowywania potraw. A było się czemu przyglądać, gdyż wszystko co mieszkańcy Campodimele konsumują, robią sami. Mąka na chleb, winogrona na wino, oliwki na oliwę, mleko na sery itd. Sieją, sadzą, zbierają, przetwarzają dary natury z szacunkiem i wdzięcznością. Zdrowe jedzenie, bez konserwantów, z najlepszych składników. Mawiają „cibo genuino” - prawdziwe jedzenie, innego nie akceptują, bowiem fundamentem włoskiego stylu życia jest cucina i nie jest to byle jaka kuchnia. Ta opisywana w książce wywodzi się z tak zwanej „cucina povera” - czyli kuchni biedaków, w związku z tym potrawy są proste, składają się z zaledwie kilku składników. Zawsze są to jednak składniki najlepszej jakości.
Mieszkańcy miasteczka wstają o świcie i o zmierzchu kończą swój dzień. Dzięki pracy w ogrodzie i na polach dużo przebywają na naprawdę świeżym , górskim powietrzu. Pory roku wyznaczają rytm ich życia, układają menu i tak od wieków. Jest czas na pracę i na odpoczynek. Każdy posiłek to prawdziwe święto: primo, secondo, contorno, insalata, formaggio, frutta, a w święta także antipasti i dolce. Taka celebracja wydaje się nie do pomyślenia mieszkańcom innych europejskich krajów. Dwie godziny na posiłek? Zgroza! Jak pokazują badania przeciętny Polak poświęca na zjedzenie lunchu około 15 minut. Ale nie oni. Regularnie się odżywiają, spożywają niewiele mięsa, soli, kawy, czy alkoholu co pozwala cieszyć się im długim życiem i zdrowiem. Za przyczynę długowieczności uważa się też roślin strączkowych, które mają dobrze przyswajalne białko, a są wolne od cholesterolu. Tłuszcze nasycone zajmują w ich piramidzie żywieniowej ostatnie miejsce. Spożywają natomiast dużo oliwy z oliwek i czerwonego wina, które jest bogate w polifenole- oba produkty chronią serce i oba są wizytówką miasteczka.
Przebiegając wspomnieniem przez kolejne miesiące przedstawione w książce przypominam sobie gaje oliwne opisane w rozdziale styczniowym. To także czas karnawału, siedmiodaniowych posiłków, tradycyjnego robienia makaronów, lasagne z cielęciną, czy papardelle z ragu z zająca. To czas świętowania i radości z jedzenia, obfitych plonów i dobrze przeżytego roku.
Wiosna to pora kiedy wszystkie kobiety z rodziny spotykają się w jednej kuchni i pieką wielkanocne przysmaki, a z kuchennych okien wydobywa się zapach cynamonu i anyżku. To także sezon na dzikie szparagi, bez których frittata na śniadanie nie smakuje już tak wyśmienicie.
Nadejście kwietnia oznajmia pojawienie się w ogrodach karczochów. Zaczyna się też praca przy zapełnianiu spiżarek tym wspaniałym warzywem. Karczochy w oliwie z ziołami panoszą się na półkach cantiny każdej porządnej gospodyni. Posłużą później jako przekąski przed obiadem lub jako poczęstunek dla niezapowiedzianych gości. Ot taki fast food w stylu slow, zgodny z zasadą, że: „jeśli chcesz jeść lepiej, musisz sam to zrobić”.
Czerwiec zarezerwowany jest dla ślimaków, na które przepis również można znaleźć w książce. Ten miesiąc w Campodimele upływa także pod znakiem cukinii i potraw przyrządzanych z niemal każdej części tej rośliny. Zupa z kwiatów cukinii, czy jej nadziewane kwiaty nie są rzadkością na stołach Campodimelańczyków.
Lipiec zwiastuje zakończenie drzewnych żniw, podobno w powietrzu unosi sie wtedy zapach grilla i polędwiczek wieprzowych marynowanych w rozmarynie i czosnku, kiełbasek z ostrym chili i gulaszu z koźliny.
Ciepłe miesiące to także amarene – dzikie wiśnie, które są prawdziwym rarytasem tamtych stron. Nie można tez pominąć bakłażanów. Przepis na faszerowane bakłażany, czy bakłażany z parmezanem to kolejne powody dla których warto sięgnąć po tą książkę. Można tu też znaleźć przepisy na: pyszny domowy chleb, nadziewane papryczki chili, dżemy z truskawek, winogron i fig, gulasz z dzika i zająca, dorsza z ciecierzycą, czy ciasto migdałowe na deser.
Poza wspaniałymi przepisami, książka jest bogata w mądrości życiowe, proste prawdy o nas samych, o których zapomina się żyjąc w mieście i które tracą znaczenie w betonowym świecie. Prawdy które leżą w naturze człowieka, a które współczesny Europejczyk gubi lub bagatelizuje. Książka ta przypomina jak ważny jest szacunek do natury.
Mieszkańcy tego niezwykłego miasteczka rozumieją, że wszystko ma swoje miejsce i czas, że życie toczy się nieprzerwanym rytmem wyznaczonym przez naturę, z którą nie sposób wygrać. Jak widać sojusz z nią może być jednak bardzo opłacalny…
Ta książka to przepis na długie, dobrze przeżyte życie.
Polecam