O autorze
Przewodniczący Rady Nadzorczej Vistula Group - właściciela takich brandów jak Vistula, Wólczanka i Deni Cler- wie, że nazwa zobowiązuje. Dba o to, żeby ostatni guzik przy rękawie marynarki był zawsze odpięty. Biżuterią W. Kruk oryginalnie zaprojektowaną i z wielką pieczołowitością wykonaną, obdarowuje na szczególne okazje dwie, najważniejsze w jego życiu kobiety – Żonę i Córkę.

Teppanyaki

Kulinarny teatr z Japonii.


Podczas wizyty na Targach Jubilerskich w Hong Kongu, w której towarzyszyła mi córka, zasięgnąłem języka wśród rodzimych wystawców, które restauracje ich zdaniem zasługują na szczególną uwagę. Ponieważ odwiedziłem już kilka chińskich restauracji, wiedziałem że poziom jest wysoki, a jedzenie naprawdę świetne. Znane mi adresy powtarzały się pośród tych polecanych. Jeden z kontrahentów zaskoczył mnie jednak proponując wizytę w restauracji Osaka (14 Ashley Road, Tsimshatsui) – specjalizującej się w daniach kuchni japońskiej.


Ciekawość zawiodła nas pod wskazany adres. Od razu zaczęliśmy studiować menu i okazało się, że jest bardzo zróżnicowane. Można zjeść za 8$ lub za 68$, wszystko zależy od zasobności portfela. Każdy więc może spróbować japońskich przysmaków jak na przykład: teriyaki z wołowiny, wieprzowiny czy drobiu, tempury, donburi, czy pysznych dań z makaronami.


W menu znalazły się także dania z najdroższej wołowiny świata czyli wołowiny Kobe. Mięso krów rasy Wagyu hodowanych w okolicach japońskiego miasta Kobe właśnie, uchodzi za najsmaczniejsze. Cena to około 1100zł za kilogram. Dlaczego jest taka wysoka?



Otóż zwierzęta karmione są paszą składającą się między innymi ze zbóż, ziemniaków, ryżu i roślin strączkowych - wszystkie składniki pochodzić muszą z ekologicznych upraw. Poza tym, bydłu podaje się codziennie starannie skomponowaną mieszankę witaminową i piwo, w celu zaostrzenia krowiego apetytu. Na tym jednak nie koniec. Każdego dnia zwierzęta są masowane specjalną rękawicą z trawy. Wszystko po to, aby na mięsie odłożyła się cienka, równomierna warstwa tłuszczu i powstała charakterystyczna "marmurkowatość". Bardzo dużą uwagę zwraca się na to, aby zwierzęta były zrelaksowane. Niektórzy hodowcy puszczają im nawet muzykę klasyczną. Wszystko to po to, aby mięso było delikatne i pyszne.


Ale dość o tym, przejdźmy do kolacji.

To co na pewno na długo zapadnie w mojej pamięci to fakt, że kolacja była bardzo widowiskowa. Przy stołach ustawionych w podkowę zasiadło wspólnie kilka osób. Pośrodku znajdował się blat, którego cała powierzchnia była wielkim grillem. Za nim kucharze - aktorzy tego przedstawienia. Wszyscy goście przyszli, żeby rozsmakować się w teppanyaki, czyli japońskich przysmakach. Nazwa powstała z połączenia słów teppan- patelnia i yaki- grillowany, smażony. Teppanyaki to więc nic innego jak przygotowywane w obecności klientów, smażone na ogromnym blacie składniki.


Bardzo ciekawe doświadczenie móc oglądać proces przygotowywania tego, co za chwilę się zje. Można jeść oczami, zanim ciepły kęs trafi do ust. Żeby jednak tak się stało kucharze kroją: różne odmiany ryb, krewetki i inne owoce morza, a także drób i wołowinę oczywiście. Polewają wielki blat odrobiną oleju sojowego i układają w niewielkich odstępach porcje świeżych składników. Poza mięsem na blat trafia także ryż zmieszany z drobno pokrojonymi w tempie błyskawicy warzywami: cebulą, czosnkiem, marchewką, kabaczkiem, grzybkami mung, a także usmażonymi jajkami. Wszystko doprawia się sosem sojowym. Na stole nie może też zabraknąć wszędobylskiego marynowanego imbiru i piekielnie ostrej pasty wasabi z japońskiego chrzanu.

Kucharz z pomocą dwóch metalowych „szpachelek” wyprawiał cuda ze składnikami. Pierwszy raz jedliśmy na przykład chipsy zrobione z tzw. wąsów krewetek i odnóży homara, z rybiej skóry, czy czosnku. Chociaż przekąska wygląda raczej dziwacznie, to jest też bardzo lekka i smaczna.

Muszę przyznać, że nic tak nie zaostrza apetytu jak oczekiwanie na potrawę i podglądanie procesu jej przygotowań, przy akompaniamencie dźwięku składników skwierczących na rozgrzanej płycie i zapachu unoszącego się w powietrzu. To bardzo ekscytujące.

Na pewno w mojej pamięci na długo zapadnie ten teatr pięciu zmysłów. Warto było to przeżyć.




Byłem ciekaw, co o naszej kulinarnej przygodzie powie mój japoński przyjaciel mieszkający w Polsce.

Kucharz – gwiazdor? - zapytał, by po chwili dodać z przekąsem:
– To bardzo amerykańskie.

Oczywiście nie zaskoczył mnie mówiąc, że najlepszej kuchni japońskiej można spróbować nie gdzie indziej jak w Tokio, skąd pochodzi. Nie byłem tam jeszcze, ale bardzo bym chciał, podobno jednak mogę się rozczarować, bo tradycyjna kuchnia japońska nie jest tak widowiskowa jak ta, opisana powyżej. Powodem tego jest fakt, że japońska sztuka kulinarna na całym świecie została bardzo zamerykanizowana i skomercjalizowana na potrzeby klientów. Ta tradycyjna mimo, że jest mniej teatralna, to jednak bardzo smaczna. Jej sekret tkwi w prostocie. Japończycy są uprzejmi i skromni, więc ta opisywana widowiskowość jest sprzeczna z ich naturą.
Podobno jednak ta forma przyjęła się już także w Japonii, bo klienci tego oczeiwali, z nią utożsamiając japońskie kulinaria.

Jedno jest pewne, z pewnością nie jestem znawcą kuchni japońskiej, ale na pewno jestem jej miłośnikiem i zamierzam zgłębiać jej tajniki. W niedalekiej przyszłości mam zamiar przekonać się czy rzeczywiście tokijskie teppanyaki smakuje lepiej niż to w Hong Kongu?