Kiedy nieco bliżej przyjrzeć się reklamowym występom naszych kuchennych celebrytów - skądinąd bardzo cenionych szefów kuchni - to widać, że robią to z przymrużeniem oka. Gdyby jeszcze tylko przymrużali te oczy solidniej...

REKLAMA
Dobre jedzenie jest jedną z największych przyjemności człowieka. W swojej istocie nie ma fundamentalnego znaczenia, czy jemy w kopenhaskiej Nomie – która trzeci rok z rzędu znalazła się na pierwszym miejscu listy 50 najlepszych restauracji świata - czy jest to śniadanie na tarasie naszego domu w ciepły, jesienny poranek. Liczy się nastrój, towarzystwo, chwila.
Hasłem, jakim w przygotowywaniu posiłków kieruje się Noma jest poszukiwanie inspiracji w krajobrazie, kulturze, składnikach dostępnych w najbliższym otoczeniu.
Od co najmniej kilku lat słynni szefowie kuchni odchodzą od wymyślnych potraw, do których dodawane są płatki jadalnego złota. Trufle i kawior nie przesądzają o ekskluzywności kuchni. Zwykły kalafior przybrany sosnową gałązką, czy gorący ziemniak – takie proste dania wchodzą w skład menu lokali z pierwszej dziesiątki listy najlepszych restauracji świata.
W liczącym 20 maleńkich dań menu kopenhaskiej Nomy, znaleźć można banalnie brzmiące: żółtko jaja w ziołach, niedojrzałe śliwki, maślanka, seler z grzybami... Jeszcze prościej brzmią nazwy potraw z zestawu restauracji dziesiątej na liście - Eleven Madison Park z Nowego Jorku, która swoim gościom podaje: marchewkę, kurczaka, czekoladę!
Dzisiaj sztuką kulinarną staje się zupełnie co innego niż kiedyś. Kiedy przyglądam się, jak Rene Redzepi smaży jajko sadzone, to jako żywo przypomina mi się wiejski, polski dom z paleniskiem na tak zwane fajerki, czyli kółka żeliwne. Bo oto Rene bierze mocno rozgrzaną patelnię żeliwną, kładzie ją na koszyku ze słomy (patelnia nie jest na tyle rozgrzana, żeby podpalić słomę) dodaje odrobinę oliwy i smaży to jajko. I właściwie to wszystko. Cieszy mnie ten powrót do jedzenia w najprostszej postaci - ale jest w tym ważne „ale”... jest nim produkt. Kiedyś w BBC oglądałem, jak Heston Blumenthal gotuje ziemniaki. Znów jakość surowca jest podstawą a prawdziwy smak tej, jakże polskiej potrawy powstaje w ten sposób, że ziemniaki gotowane są w wodzie, w której w szmatce gotowane są równocześnie obierki - to one ziemniakom Blumenthala dają to „coś” . Czy nie przypominają się nasze ziemniaki gotowane „w mundurkach”?
Ale dobre ziemniaki w mundurkach - także w wersji Hestona nie udadzą się, jeśli były uprawiane na sztucznych nawozach. Ta fundamentalna prawda - prawda o jakości surowców - jest coraz mocniej podkreślana przez znanych szefów kuchni i stanowi ona jednocześnie niemałe wyzwanie. Rolnictwo, sadownictwo, hodowla są dzisiaj gałęziami przemysłu. Najważniejsza jest ilość, a nie jakość. Osobom, które tworzą produkty żywnościowe coraz rzadziej przyświeca idea kreowania dobrego smaku. Pewnie tego trendu nie da się odwrócić, ale próbować trzeba.
Więc czemu piszę, że świat schodzi na… kucharzy, co przecież jest czytelną aluzją do świata, który schodzi na psy? Bo w prawdziwej kuchni używamy takich słów, jak Sztuka i Mistrz i jak to się ma do diabła do naszych mistrzów i naszej sztuki? Obnażają się w kulinarnych bigbrotherach, uczestniczą w reklamowych kampaniach, w których twierdzą, że z byle czego da się stworzyć pyszne jedzenie. Ja naprawdę rozumiem chęć i potrzebę zarabiania pieniędzy, ja rozumiem misję szerzenia kulinarnej oświaty i trafiania z lasagne pod strzechy, ale gdzieś powinny być granice. Kiedy nieco bliżej przyjrzeć się reklamowym występom naszych kuchennych celebrytów, skądinąd bardzo cenionych szefów kuchni, to widać, że robią to z przymrużeniem oka, próbują gdzieś między wierszami powiedzieć, że to tylko konwencja, to tylko scenografia, że tak naprawdę się pod tym nie podpisują. Przypomina mi to niegdysiejsze reklamy piwa bezalkoholowego. Mam zatem prośbę- Panowie i Panie przymrużcie to oko solidniej, niech wiem, że kompletnie nie wierzycie w to, co opowiadacie.
Gordon Ramsey, który w związku z jego niezliczonymi udziałami w projektach telewizyjnych poświęconych quasi gotowaniu, miał kiedyś powiedzieć, że jest kulinarną prostytutką- przynajmniej miał odwagę…