Co dwa dni produkowana jest taka ilość informacji, jaką ludzkość wytworzyła łącznie od momentu powstania do 2003 roku!

REKLAMA
Kilka razy słyszałem, jak dziennikarze mówią o odpowiedzialności za słowo, kilka razy (na szczęście tylko kilka) zdarzyło mi się doznać nieodpowiedzialności za czyjeś słowa i komentarze. Obserwuję, w jakim tempie rewolucja informacyjna zmienia świat i mam przekonanie, że staje się powoli samonapędzającym się mechanizmem. Każdego dnia przyglądam się procesowi tworzenia informacji. Czasem ten proces przypomina bardziej ich fabrykowanie. Media coraz rzadziej budują swoją wiarygodność na podstawie sprawdzalnej wiedzy. Rzetelność, dbałość o szczegóły, dokumentacja to elementy często pomijane. I w konsekwencji o naszej wiedzy o świecie, coraz rzadziej decyduje świadomy wybór. W zależności od preferowanego źródła może się okazać, że ta wiedza jest bardzo wypaczona. Wszyscy wiemy, jak bardzo inny pogląd na świat mają widzowie TVN24 , jak świat widzą obserwatorzy „pudelka” i czym w swoich wyborach życiowych kierują się czytelnicy Gazety Polskiej. Wystarczy porównać serwisy informacyjne prezentowane w TVP, POLSACIE i TVN, żeby zobaczyć w jak różny sposób można interpretować to samo wydarzenie.
W dzisiejszych czasach rozprzestrzeniająca się w kilka godzin dziennikarska plotka potrafi poruszyć wszytskich. Dziennikarze pędzą jak wygłodniałe bestie za sensacją. Dziennikarstwo nie jest dzisiaj misją, a dziennikarze zamiast misjonarzami są raczej gwiazdorami. Niektórzy, a może większość chcą się wyróżnić, sprawić aby ich nazwisko było rozpoznawalne, aby liczyło się na rynku medialnym. Sensacja, sensacja, sensacja- tylko to się dla nich liczy. Idealnie podsumował to Kuba Wojewódzki pisząc na swoim Facebooku: „Nadeszły czasy kiedy dziennikarze stają się gwiazdami a gwiazdy starają się być dziennikarzami. Najgorsi bywają ci, którzy nie są ani jednym ani drugim”.
Doświadczyliśmy tego ostatnio w związku z rzekomym trotylem. Moje zainteresowanie sprawą ma charakter bardziej towarzyski, niż wynikający z jakiejkolwiek pasji do śledzenia informacji, która powoduje co najwyżej niezdrowy rumieniec na twarzach. Znam się z Grzegorzem Hajdarowiczem od wielu lat, więc to oczywiste, że zgłośniłem telewizor, kiedy go zobaczyłem. Uważam, że zachował się bardzo odpowiedzialnie podejmując decyzję o zwolnieniach. Za nic mam popiskiwania opozycyjnych komentatorów, że oto zabiera się dziennikarzom wolność, że to powrót do cenzury. Ludzie, którzy formułują tego typu komentarze nie wiedzą zapewne czym cenzura była i jak okropny był to mechanizm.
W tym przypadku najpierw napisana, a później opublikowana została informacja, która zachwiała w moich oczach wiarygodnością Rzeczpospolitej i gdyby nie taki radykalny krok, pewnie trudno by było ją odbudować. Nie może być tak, że poważny dziennik pozwala sobie na publikowanie niesprawdzonych informacji. Wiem, że Grezegorz o wolność słowa aktywnie walczył i wiem, że podobnie jak kontrahentów szanuje czytelników pisma. Dlatego w pełni popieram jego decyzję i niezgodę na nierzetelność pracowników.
Na koniec przychodzi mi refleksja, że żyjemy w bardzo zamglonej przestrzeni informacyjnej i niby wiemy, że medialny przekaz jest często kreacją samą dla siebie, niby rozumiemy, że byle informacja ciągnięta jest w nieskończoność, mielona na tysiąc sposobów - ale często dajemy się jej bezrozumnie prowadzić. Sprawa trotylu pokazuje, że już nie dziennikarska kaczka, ale dziennikarski bąk porusza światem. Bożek oglądalności, słuchalności, klikalności zaciera granice rozsądku i nakazuje bezrefleksyjnie pisać, pokazywać, publikować wierutne bzdury, byle dostatecznie podlane sosem sensacji.
Panowie dziennikarze, pamiętajcie proszę, że waszą rolą nie jest tworzenie informacji, tylko wierne jej przekazywanie!