Warto w tych dniach przystanąć na chwilę i przeanalizować co tak naprawdę jest ważne, żeby cytując klasyka „nie pomylić Betlejem z bentley’em”...

REKLAMA
Mógłbym się odnieść do ostatnich wydarzeń. Napisać o moich refleksjach w związku z wizytą Palikota w szpitalu u generała; o próbach przekonania nas wszystkich przez prezesa jakoby miał być jedynym bohaterem narodowym, prawdziwym wybawcą walczącym z reżimem Tuska; podzielić się odczuciami związanymi z masakrą w szkole Sandy Hook; mógłbym też wrócić myślami do trzynastego grudnia i maszerujących nacjonalistów lub napisać co myślę na temat krytyki hierarchów kościelnych wymierzonej w rząd premiera Tuska. Równie wiele emocji budzi temat wejścia do strefy EURO, a także słowo odmieniane przez wszystkie przypadki – kryzys i o tym również mógłbym napisać, jak również o tym, o czym nie przestają trąbić ekonomiści, że Polacy powinni zacisnąć pasa na święta lub o wielu innych, ważnych lub mniej ważnych sprawach, do których z powodu moich - ostatnio częstych - wyjazdów odnieść się nie miałem okazji.
Mógłbym, ale tego nie zrobię, wolę dla odmiany podzielić się moimi odczuciami związanymi ze zbliżającymi się świętami. Otóż uważam, że nie powinniśmy w tych dniach zapominać o sprawach bieżących, jednak dobrze by było przystanąć na chwilę i przeanalizować co tak naprawdę jest ważne: miłość, bliskość i rodzina, a także wybaczanie i dzielenie się, o czym czasem zapominamy w codziennym wyścigu. Warto o tym pamiętać, żeby cytując klasyka „nie pomylić Betlejem z bentley’em”.
Moim życzeniem byłoby, żeby każdy Polak, tak jak w wigilijny wieczór, tak przez cały rok myślał o drugim Polaku z szacunkiem, żeby przez 365 dni gotów był podzielić się z potrzebującym, a także aby magia tego wieczoru rozprzestrzeniła się w naszych sercach i uczyniła nas bardziej skorymi do wybaczania. Życzyłbym sobie widzieć przez cały rok uśmiechnięte i życzliwe twarze polityków, którzy gotowi byliby wznieść się ponad podziałami dla dobra nas wszystkich.
Zdaję sobie jednak sprawę, że nawet duch świąt nie zmiękczy serc najbardziej zatwardziałych oszołomów, których jedyną ambicją i celem jest mnożenie wrogów. Niestety zakładam, że nawet w tych ważnych dniach nie zdobędą się na odrobinę życzliwości dla swoich przeciwników politycznych. Smutkiem napawa mnie myśl o tym jak bardzo ich serca przepełnione są nienawiścią i jak samotnymi muszą być osobami. Na myśl przychodzą mi tu słowa Friedricha Nietzschego o tym, że czasem najgorszym wrogiem, jakiego możemy spotkać, jesteśmy sami.
Pamiętajmy więc, że święta to nie tylko 12 tradycyjnych potraw, to także czas na podsumowanie roku i wytyczenie planów na ten nowy, nadchodzący. Wyciągnijmy zatem wnioski, abyśmy nie popełniali tych samych błędów i aby ten 2013 był możliwie lepszy od mijającego, czego sobie i Państwu życzę.