"Czy jest coś bardziej przyjemnego niż starość otoczona młodością, która chce się czegoś nauczyć? " Cyceron
REKLAMA
Słowa piosenki z Kabaretu Starszych Panów "Wesołe jest życie staruszka" nie mają nic wspólnego z obecnym życiem starszego pokolenia Polaków. Bardziej aktualne przy tej okazji wydaje się być powiedzenie "starość nie radość". Bo w Polsce starość nie jest czymś co wzbudza pozytywne odczucia, szacunek, podziw, respekt. Starych ludzi się w Polsce nie lubi.
Do Jurka Owsiaka przy okazji ogłoszenia celu tegorocznej zbiórki dotarło wiele skarg i listów od oburzonych rodaków, którzy buntowali się przeciwko zbieraniu pieniędzy dla ludzi starszych. W pismach można było przeczytać: "na dzieci dam, na starych nie...".
Z powodu opanowującego Polskę kultu wiecznej młodości starość jest czymś co raczej psuje nam apetyt. Starsi ludzie budzą złość, niechęć i zwyczajnie się ich nie lubi. Przyczyn- bez względu na ich zasadność- jest wiele: bo jest bezrobocie, a trzeba na nich pracować, bo państwo wypłaca im emerytury i renty zamiast płacić młodym bezrobotnym, bo zrzędzą, bo mają siłę latać po lekarzach, a później upominają się o miejsca w autobusie etc. Traktujemy starość jak rodzaj społecznego pasożyta, jak coś co przydarzyło się komuś, a nas miałoby ominąć.
Argumenty o walce o naszą wolność, o wkładzie pracy wniesionym w budowę Polski takiej jaką mamy dzisiaj, o wychowaniu, nie mają siły przebicia.
Argumenty o walce o naszą wolność, o wkładzie pracy wniesionym w budowę Polski takiej jaką mamy dzisiaj, o wychowaniu, nie mają siły przebicia.
Czy życie polskiego staruszka to rzeczywiście taka sielanka? To zrozumiale, że czasy są ciężkie i wielu młodych ludzi ma powody do rozżalenia, ale czy nie dociera do nich argument że życie za 650 zl po 35 latach pracy, kiedy na leki wydaje się ponad połowę, ma mało wspólnego z godnością, a jeszcze mniej z luksusem? Trudno też w Polsce godnie chorować kiedy dysponujemy zaledwie 750 łóżkami na oddziałach geriatrycznych! Jeszcze trudniej umierać, bo temat eutanazji poruszony przez Owsiaka to jak widać także temat tabu. Owsiak, na którego posypała się lawina oskarżeń szybko wycofał się ze swoich słów, ale uważam ze niesłusznie, bo mógł dać tym samym asumpt do społecznych rozważań na ten temat. Każdy człowiek bowiem ma prawo do godnego życia i godnego umierania, do decydowania o sobie. Jeżeli jego cierpieniu nie da się ulżyć to powinien mieć prawo wyboru. Przyglądanie się męczarniom które często towarzyszą ostatnim chwilom życia jest czymś niehumanitarnym i na to nie powinno być zgody. Bezradność zabija godność zarówno pacjenta jak i jego rodziny. Moim zdaniem przez zwolenników eutanazji nie przemawia agresja, zdolność czy chęć do zadawania cierpienia, a raczej litość. Bo przecież kiedy właściciel widzi konające w cierpieniu zwierzę to pierwszym odruchem jest myśl o uśpieniu go. Dlaczego w beznadziejnych przypadkach nie mielibyśmy tak wielkodusznie postępować wobec ludzi? Dodam, że mało wartościowa wydaje mi się w tym -jak i w wielu innych względach- argumentacja kościoła.
Patrząc z perspektywy przeciętnego emeryta z Niemiec, Anglii czy Stanów Zjednoczonych na żywot polskiego emeryta wyłania się raczej marny, jeśli nie koszmarny obraz. Przeciętny Hans sam poddałby się eutanazji, gdyby przyszło mu się wcielić w rolę Józefa na starość. Zachodni dziadkowie podróżują, przeżywając drugą młodość. Victor Hugo miał kiedyś powiedzieć, że: "Po czterdziestce zaczyna się starość młodych, a po pięćdziesiątce młodość starych". I patrząc na to z perspektywy zachodnich emerytów, to coś w tym jest. Dzieci opuszczają dom, wnuki zajmują im co najwyżej weekendy. Mają czas dla siebie, wysokie emerytury i zwykle spłacone kredyty. Pozostaje tylko zwiedzać i smakować życie. Chodzą więc do kin, restauracji, na uniwersytety III wieku, na kursy tańca, jogę i masaże. Stać ich na panią do sprzątania lub gotowania, jeśli trzeba to na opiekunkę. To oni tłumnie przyjeżdżają do Krakowa, czy Trójmiasta nierzadko budząc nasze zdziwienie, "że też im się chce". Częstym widokiem w kurortach na całym świecie są panowie na wózkach inwalidzkich pchanych przez swoje małżonki lub odwrotnie. Zaznać trochę raju przed śmiercią, to ich dewiza. Ale do śmierci im się nie śpieszy, jest przecież tyle do zobaczenia. Więc wydają fortunę na lekarzy, nowe zastawki itp. Niemieccy staruszkowie oblegają polskie szpitale, zostawiając w nich ogromne pieniądze, jednak nieporównywalnie małe, do tych które musieliby wydać w swoim kraju.
Polski emeryt ledwo wiąże koniec z końcem. Zamiast do restauracji jedzie z wózeczkiem na halę targową w poszukiwaniu promocji. Nie jedzie samochodem, tylko tramwajem. Czeka po 6 godzin w kolejce do POZ-u nierzadko wysłuchując że mógłby siedzieć w domu, zamiast przychodzić na ploty do lekarza. Bo przecież stary to i chorować nie powinien, a raczej siedzieć w domu i czekać na śmierć, dupy nie zawracać, państwa nie naciągać- taki jest pogląd większości. A starego człowieka boli, boli bardziej niż młodego i częściej, a geriatrów jak na lekarstwo. Początkujący, polscy lekarze stając przed decyzją o wyborze specjalizacji często argumentują, że lepiej leczyć przypadki w których jest nadzieja na poprawę, u starszych ludzi chodzi raczej o łagodzenie bólu i cierpienia, a to nie daje satysfakcji. Na litość boską! Wszyscy będziemy starzy! Bez wyjątków- wszyscy. Dużą część czeka materac anty-odleżynowy, każdy z nas dostanie tyle ile sam dał. Jeśli więc nasze dzieci zobaczą jak podchodzimy do tematu starości, jak traktujemy naszych bliskich, rodziców, dziadków i starszych sąsiadów, to prawdopodobnie na to samo możemy liczyć z ich strony. "Czym skorupka za młodu nasiąknie…" Jeśli jednak wpoimy im, że stary człowiek to rupieć, teściowa to zrzęda, sąsiadka karmi koty i gdera, to żeby nie zdziwiło nas, że na stare lata skończymy w domu starców.
Nie traktujmy więc starszych ludzi jak moherów na utrzymaniu, rozmawiajmy z nimi, bo od starszych można się wiele nauczyć. Traktujmy ich tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. Jutro zapełnijmy puszki WOŚP nie tylko do połowy, ale do pełna. Bo dzisiejsze maluchy będą kiedyś staruszkami, podobnie jak my nimi będziemy zanim się obejrzymy. Nasi rodzice i dziadkowie też mieli kiedyś po 10 lat. Jak mawiał Arystoteles: "Starość nie jest niczym innym, jak tylko powtórzeniem wieku dziecięcego".
Siema!
