O wiele większą wartość ma dla mnie informacja o tym, co zjem na kolację, niż kolejne sensacyjne doniesienie o planowanym przez PIS, czy SP wotum nieufności dla rządu.

REKLAMA
Niedzielne przedpołudnie. Psia pogoda, za oknami zalegające resztki brudnego śniegu. Paskudna aura przedwiośnia. Czas, kiedy zima wydaje się nie mieć końca. Dobrze, że w dniu takim jak ten może wydarzyć się coś, co poprawi człowiekowi nastrój. Tego dnia stało się to za sprawą francuskich serów. Na myśl przychodzą mi tu słowa Charlesa de Gaulle'a: "Trudno jest rządzić krajem, w którym jest 246 gatunków sera".
Brunchowa degustacja twardych, żółtych serów miała być antidotum na tą pogodową chandrę. I była. Chociaż chciałem napisać, że nie ma nic lepszego niż chrupiący tost… to muszę się z tego wycofać, bo na myśl przyszło mi mnóstwo lepszych rzeczy. Nie zmienia to jednak faktu, że właśnie chrupiący tost z lekko ciepłym serem Beaufort AOC wprowadziły mnie w dobry nastrój.
Beaufort to ser górski, należy do rodziny Gruyere, wytwarzany we francuskiej Sabaudii, gdzie mleko krów rasy Beaufort (stąd nazwa sera) wypasanych na górskich łąkach ogrzanych słońcem, nadaje serom charakterystyczny, łagodny, słodkawy owocowo-kwiatowy aromat. Ten dobrze topiący się ser charakteryzuje się maślanym, kwiatowo- miodowym smakiem, Ciekawostką jest, że ten tradycyjnie wytwarzany w górskich szałasach ser znany był już w czasach rzymskich.
Również bardzo dobrym tzw. śniadaniowym serem idealnym do tostów jest ser Comte. Jest to jeden z najpopularniejszych francuskich serów. Ma twardą, ciemno-brązową skórkę i żółty miąższ, o słonym, orzechowym smaku. Mmmmm… niebo w gębie. Ten ser z kolei wytwarzany jest od czasów Karola Wielkiego z mleka krów rasy Montbeliarde.
Kiedy tak chrupałem pachnące tosty, których maślany aromat mieszał się z aromatem górskich serów, przypomniała mi się Sabaudia. Rok temu spędziłem tam kilka dni, wędrując z żoną po alpejskich stokach, skąd podziwialiśmy niezwykłą, budząca respekt potęgę Mont Blanc.
Była jesień i pachniało: łąką, kwiatami, sianem. Zapach wydobywający się z naszej kuchni ubiegłej niedzieli, za sprawą owych tostów- przypomniał mi ta niezwykłą krainę. Sielanka nie trwała długo, bo włączyłem TVN24. Wyobrażenie delikatnego dźwięku dzwonków uwieszonych u szyi krów pasących się leniwie na łące, który przywiódł mi na myśl smak sera, nagle zakłócił rozsierdzony głos posła Ziobry. Rozgorączkowany nieudolnie atakował posła Hofmana w programie „Kawa na ławę”, zarzucając mu zdradę spowodowaną brakiem poparcia PIS dla wotum nieufności wystosowanego przez Solidarną Polskę wobec ministra Nowaka. Niekończący się melodramat politycznych nie bójmy się tego słowa „nieudaczników”. Nudny i żenująco przewidywalny jak każdy kolejny odcinek opery mydlanej.
„Tusk- kameleon, lawirant”. Cały rząd, łącznie z premierem powinni podać się do dymisji- wrzeszczała prawicowo - palikotowa opozycja. Cóż z tego, że zaufanie społeczne dla premiera jest nadal wysokie, cóż z ogromnych środków unijnych pozyskanych dla kraju, to nie wystarczy żeby zmienić nastawienie kilku ministrów. Odejść powinni wszyscy. Czyżby naszych oportunistów zainspirował Benedykt XVI?
Słabość opozycji jest coraz bardziej widoczna. Palikot sam sobie strzelił w kolano. PIS z kandydatem na premiera po raz kolejny pokazał, że jest nieskuteczny, a raczej śmieszny. No cóż lepiej nie emocjonować się politycznymi przepychankami, bo grozi to niestrawnością.
Zamiast odgrzewanego przez PIS po tysiąckroć populistycznego kotleta, wolę informację, że na kolację będzie gęś w kapuście. I to właśnie była wiadomość dnia, ostatniej niedzieli.