„Barolo za trzy dychy - czemu nie?”, „Wszystkie sieci handlowe są tak dobre, jak pozwalają im na to klienci…” – to słowa jednego z Prezesów międzynarodowej sieci handlowej. Totalna bzdura. Klienci chcą także wina za 10 zł, może więc Barolo za dychę?
REKLAMA
Prezes jednej z globalnych sieci handlowych pisze, że są one: „ tak dobre, jak pozwalają im na to klienci….”. Odpowiadam - totalna bzdura. Klienci chcą także wina za 10 zł, może więc Barolo za dychę?
Pan Prezes stwierdza z dumą, że od 20 lat zajmuje się handlem i otworzył ponad milion metrów kwadratowych powierzchni nowych sklepów. Napisał Pan na swoim blogu (http://piotrkorek.natemat.pl/52489,barolo-za-trzy-dychy-a-dlaczego-nie), iż nie zgadza się, bym przy okazji swoich wpisów stygmatyzował Klientów (sic!).
Zgłupiałem, zatkało mnie… Aż w trzech słownikach sprawdziłem, czy ja - filolog dobrze rozumiem Pana Prezesa - filologa. Zastanawiałem się na czym ta stygmatyzacja ma niby polegać? Czy na tym, że nie zgadzam się wciskać Klientowi kitu za wszelką cenę?
Jeżeli którykolwiek Klient poczuł się urażony i uważa, że go stygmatyzuję, to klękam przed nim jak Piechociński przed PSL - em i przepraszam. Podkreślam, że stygmatyzacja absolutnie nie była moją intencją.
Pewnie bym z autorytetem Pana Prezesa nie polemizował, gdybym nie został wywołany do tablicy, ale poczułem się wywołany i to bardzo.
Po pierwsze, pisząc o „Barolo za trzy dychy” posłużyłem się cytatem redaktora Mazurka i choć nie jestem autorem tej opinii, to uważam ją za trafną i absolutnie się pod nią podpisuję.
Zdaję sobie sprawę, że wszyscy korporacyjni handlowcy biorą udział w brutalnej walce o portfele konsumenckie. Kryterium podstawowym staje się cena, Klientom próbuje się udowadniać, że jeżeli kupują „z podłogi” to z założenia kupują dobry produkt w niższej cenie, a jeśli jesteśmy siecią globalną to kupujemy tanio i dobrze.
W naszych delikatesach, na półkach mamy przyzwoite wina za 16 zł, które sami importujemy, a bordoskie Carillonade z Almy za 31,99 zł zdarza mi się pijać często. Zgadzam się, że są dobre wina i po 30 zł i po 300 zł, a każde jest warte swojej ceny.
Kocham wino i zajmuję się jego zakupem od kilku lat. Sam wybieram producentów, sprawdzam, w jakich warunkach powstają, wizytuję winnice i ręczę za ich jakość. Niestety nie udało mi się trafić na Barolo za 30 zł… Przez weekend obdzwoniłem moich włoskich znajomych, przejrzałem mnóstwo międzynarodowych portali winiarskich i stwierdzam, że taki zakup jest niemożliwy. Odsyłam na przykład do: www.winesearcher.com
Jeżeli zatem potrafi Pan Prezes znaleźć pełnowartościowe Barolo za 30zł to chętnie odkupię parę skrzynek do mojej piwniczki.
Używa Pan argumentu, że jeżeli Klient czegoś chce to trzeba mu to dostarczyć i że jest to obowiązek dobrego handlowca. Ale czy za wszelką cenę?
Już pewien biznesmen w czerwonym sweterku potrafił sprytnie reagować na potrzeby Klientów. Miał tombak a mówił, że sprzedaje złoto. Ludzie chętnie oddawali mu dorobek całego życia, chcieli dużych odsetek... To o to chodzi Panie Prezesie?
Idąc dalej, dobrze Panu znana brytyjska sieć handlowa wykupiła w całej angielskiej prasie wielkie dwustronicowe ogłoszenia. Czerwone litery tytułu oznajmiają: ”Czego nauczyły nas hamburgery?”. Dalej obietnica odejścia od taniego importu i chęć odzyskania zaufania Klientów do wyrobów mięsnych sprzedawanych w sieci. Pisze o tym portal dlahandlu.pl. Prawda jest taka – chciał Klient taniego, wołowego hamburgera, to managerowie mu go dostarczyli.
Panie Prezesie, chętnie wypiję Barolo za ”trzy dychy” pod warunkiem, że nie będzie w nim ani kropli… koniny.
„Pewniaki i gwarancje Makłowicza o których Pan pisze, są dla mnie tyle warte, ile wyniosło jego honorarium. Aktorzy grający w spotach PIS też głosowali później na PO, to tylko kwestia kasy. Sam zresztą osobiście spotkałem pana Roberta kilka razy w sklepach Almy.
Czy nie ma nadmiaru pychy w słowach, że tylko w Tesco ma Pan pewność jakości, za którą się nie przepłaca? Pyta Pan jak czuć ma się klient czytając, ze paczkowane wędliny gorsze są od świeżych? Aż się wierzyć nie chce, że człowiek zajmujący się handlem od lat nie zna odpowiedzi na to proste pytanie. Odpowiadam: ma znać prawdę. Bo prawda wobec Klienta jest czymś najlepszym, co może go spotkać po przekroczeniu progu sklepu. Bo jest to dobro najcenniejsze, jakie można mu zaoferować, ale jak widać deficytowe.
Nie jest moim celem rozróżnianie Klientów według zasobności portfela – co Pan mi zarzuca - bo oferta Almy jest bardzo szeroka i do każdego Klienta skierowana. Mamy zarówno produkty w koszyku podstawowym jak i rozbudowany koszyk produktów premium. Zawsze jednak Klient może liczyć na prawdę, kupując w Almie dany produkt ma pewność jego pełnego składu, pochodzenia, a przy tym właściwej ceny. Gwarantuję.
Panie Prezesie czy gigantycznemu, brytyjskiemu koncernowi, aż tak bardzo doskwiera sukces małej Almy, że tak emocjonalnie odniósł się Pan do mojego tekstu?
