W dzisiejszym społeczeństwie coraz bardziej rysują się podziały społeczne, nie tylko polityczne, ale zwłaszcza te dotyczące wiary i kościoła.

REKLAMA
W życiu społeczno-politycznym powoli zbliżamy się do półmetka "sezonu ogórkowego". Może więc to wakacyjne rozluźnienie sprawia, że sprawa księdza Lemańskiego od dwóch tygodni nie cichnie i niemal codziennie dowiadujemy się nowych szczegółów odnośnie konfliktu niepokornego księdza z Kurią. Może jednak cała sprawa ma głębszy wymiar i jest świadectwem zmian obyczajowych jakie na naszych oczach dokonują się w Polsce?
Nie chciałbym się rozwodzić na temat wspomnianego konfliktu, bo w tej, jakże ważkiej materii nie jestem ekspertem, ale obserwując sytuację chciałabym odnieść się do innej kwestii związanej z tą tematyką.
Od samego początku prowadzenia Delikatesów Alma obserwuję zachowania ludzi mających wyczucie i świadomych swoich potrzeb. Kupujący w naszych delikatesach ludzie wiedzą, że znajdą szeroki asortyment produktów wysokiej jakości i obsługę na odpowiednim poziomie. Od zawsze wiedziałem, że w Polsce znajdują się ludzie, dla których możliwość wyboru i chęć jego dokonania ma ogromne znaczenie. Zawsze starałem się wsłuchiwać się w potrzeby klientów, aby zaspokoić nawet najdalej idące wymagania. Niejednokrotnie, na przestrzeni tych lat wprowadzaliśmy produkty, które czasami nie spotykały się z akceptacją klientów. W takich przypadkach analizowałem, słuchałem i szukałem rozwiązań, i nadal to robię. Dzięki temu każdy, i ubogi emeryt (Moher) i zamożny mieszkaniec Wilanowa (Leming) znajdą odpowiednie dla siebie produkty w Almie. Niejednokrotnie, patrząc na poszczególne działy, mógłbym powiedzieć, że mamy już wszytko. Nie jest to jednak takie proste. Na co dzień musimy monitorować potrzeby naszych klientów, i starać się zadowolić wszystkich, niezależnie od opcji politycznej i statusu materialnego. Prowadzenie własnej firmy to coś więcej niż chęć zysku; to również obowiązek w stosunku do osób, które nam zaufały robiąc zakupy w naszych delikatesach.
Od zawsze stoję na stanowisku, że tylko pozycja otwartości na innych i współpracy z często różnymi ode mnie ludźmi pozwoli osiągnąć sukces. Zupełnie innego zdania wydaje się być Biskup Hoser i Kuria, nie wsłuchując się w głos swoich wyznawców i kapłanów. Przedstawiciele Kurii nie starają się dotrzeć do źródeł konfliktu i na drodze otwartego dialogu je wyeliminować ,a jedynie z pozycji siły, poprzez różnego rodzaju instytucje i zagmatwane prawo kościelne narzucają innym swą wole.
Czytając dzisiejszą prasę odnoszę wrażenie, że mamy w Polsce dwa rodzaje katolickiego dziennikarstwa: z jednej strony ksiądz Sowa, który obiektywnie potrafi ocenić choćby postawę księdza Lemańskiego, a z drugiej tzw. „ niezależni” prawicowi dziennikarze, dla których fakty nie maja znaczenia, a jedynie możliwość wywołania taniej sensacji poprzez szkalowanie innych.
Obserwując dzisiejszą sytuację wyraźnie widać, że mamy nie tylko dwie różne Polski, ale i dwa rożne kościoły katolickie. Teksty ks. Kazimierza Sowy reprezentują jakby inną religię niż teksty Terlikowskiego i Semki, deklarujących się jako publicyści katoliccy.
Mam jednak nadzieję, że Kościół Katolicki w Polsce zacznie stopniowo dostrzegać zmieniający się świat i korzystając z ogromnego zaufania społecznego, jakim wciąż jest obdarzany przez wiernych, zacznie pomagać ludziom lepiej rozumieć zmieniającą się rzeczywistość, a nie siłowo narzucać swą wolę wiernym, którzy nie mają żadnego wpływu na życie wspólnoty.
Ludzie są nie tylko biernymi odbiorcami siłą narzucanej im woli, powinni oni mieć prawo współdecydowania o losach wspólnoty, którą tworzą i której zawierzyli. Podziały społeczne, które tak bardzo stają się widoczne, coraz bardziej dotyczą kościoła i sfery z nim związanej. Kościół, zamiast jednoczyć i przyciągać wiernych dzieli, bo nie potrafi zaakceptować faktu, że ludzie są różni i mają różne potrzeby, zwłaszcza te duchowe. Niestety system zero-jedynkowy w tym przypadku nie ma szans powodzenia; albo jesteś z nami, albo przeciwko nam. Czy nie prościej byłoby zaakceptować fakt, że świat się zmienia, a co za tym idzie ludzie i ich postrzeganie rzeczywistości także?
Czy kościół jako instytucja, na której czele stoi nowy Papież, który głosi: bądźmy miłosierni, skromni, otwarci na cierpienia drugiego człowieka, nie powinien podążać z duchem czasu i przekuć zmieniającą się nieustannie rzeczywistość na swoją korzyść?
Niestety Polscy Biskupi nie przywykli do partnerskiej współpracy z wiernymi, wolą wykluczać poza ramy wspólnoty inaczej myślących niż otworzyć się na inność i różnorodność postaw ludzkich. Jeżeli taka sytuacja się nie zmieni coraz częściej będziemy mieli do czynienia ze skandalami obyczajowymi, które przecież prowadzą do jeszcze większych podziałów zamiast jednoczyć.
Ja natomiast coraz częściej będę się zastanawiał, czy wezmę udział w kolejnej, niedzielnej mszy.