Dominikana - urocza wyspa, prawdziwy raj dla turystów. Jej gorący klimat nie służy jednak polskim księżom, którzy zgotowali prawdziwe piekło kilku jej małoletnim mieszkańcom. O polskich księżach oskarżonych o pedofilię mówi dzisiaj cały świat i na nic się zdadzą słowa hierarchów kościelnych, że problemu nie ma.

REKLAMA
Od lat mimo wielu próśb o interwencję w sprawie pedofilii polskich księży, Kościół nie zrobił nic. Wszelkie działania typu: instrukcje postępowania z księżmi podejrzanymi o pedofilię, specjalne kursy dla duchownych, powoływanie koordynatorów ds. ochrony dzieci i młodzieży to działania fasadowe. Nie od dziś wiadomo przecież, że Kościół przyzwala na takie i inne praktyki. Niektórzy księża są bezkarni. Istnieją nawet specjalne fundusze na tuszowanie afer pedofilskich, utrzymywanie dzieci i byłych kochanek księży. Bezkarność tą widać było w przypadku proboszcza pedofila z Tylawy, a także księdza pedofila ze Szczecina.
O sprawie wiedziało kilku biskupów, którzy mimo licznych próśb o interwencję nic z tym nie zrobili. Abp Henryk Hoser, metropolita diecezji warszawsko-praskiej swojego czasu zaciekle walczył z poglądami księdza Lemańskiego, przeciwko którym trudno było znaleźć logiczne argumenty. Tymczasem przymykał oko na posługę księdza Grzegorza K. Jak się okazuje ksiądz Grzegorz został skazany przez sąd właśnie za pedofilię. Mimo to arcybiskupowi nie przeszkadzało, że przez kolejne dwa lata będąc proboszczem w parafii w Otwocku odprawiał msze.
Arcybiskup Hoser o wszystkim wiedział, jednak nie stanowiło to dla niego przesłanki do wysłania księdza Grzegorza na emeryturę. Widocznie ksiądz pedofil jest mniej szkodliwy dla Kościoła i wiernych, niż ksiądz prezentujący własne poglądy, głoszący Ewangelię, pomagający bliźnim i otwarty na świat. Jak się okazuje niektórych hierarchów nic bardziej nie przeraża niż niewygodna prawda, do tego stopnia, ze niektórzy nie zgadzają się nawet ze słowami papieża.
Fakt ukrywania przestępczych czynów przez kościelnych decydentów jest oburzający. Na naszym lokalnym podwórku sprawy takie po prostu zamiata się pod dywan, gorzej gdy sytuacja wydarzy się poza granicami kraju. Gorzej bo trzeba wielu starań, żeby sprawom ukręcić łeb. Wcale przecież nie chodzi o to, żeby problem rozwiązać.
Na Dominikanie rozgorzała dyskusja na temat polskich księży pedofilii. Po stronie polskiej trudno się jednak doszukać konkretnych komentarzy. Kościół zdaje się odcinać od sprawy. Słychać tylko nieliczne rozsądne wypowiedzi jak ta, metropolity warszawskiego kardynała Kazimierza Nycza, w której poprosił dziennikarzy, żeby nie wydawali zbyt pochopnych wniosków, rozważnie cytując słowa św. Pawła: „nosimy skarb w naczyniach glinianych”. Jak zwykle reakcja kardynała jest przemyślana i zrównoważona.
Jednak na całe nieszczęście głos w tej sprawie zabrali także inni hierarchowie. Zdaniem prymasa polski - abp Józefa Kowalczyka odpowiedzialność nie spoczywa na Kościele tylko na duchownym, który dzieci gwałcił. Zdaniem Kowalczyka: „za wszelkie przestępstwa – pedofilskie czy inne - odpowiada podmiot, który tego dokonał, a nie fabryka, czy wspólnota, czy podmiot prawa międzynarodowego”. Prymas zaznaczył, że w Kościele nie ma odpowiedzialności zbiorowej, a jedynie indywidualna. Takie stanowisko jednego z najważniejszych hierarchów w Polsce rozczarowuje. Rozczarowuje mnie jako katolika, ale przede wszystkim jako człowieka. Podwójna moralność Kościoła polskiego nie kończy się już na cichym przyzwoleniu na ekscesy seksualne księży, na dzieci ukrywane gdzieś na boku. Ta schizofreniczna moralność, a raczej jej brak krzywdzi niewinnych ludzi. Kościół wyraźnie pozostaje głuchy na autorytet Jana Pawła II, czy Franciszka. Za nic ma ich słowa.
Mam poważne wątpliwości, czy Kościołowi naprawdę zależy na tym, aby duchowni pedofile przestali być bezkarni? Nie chodzi tu wcale o odpowiedzialność zbiorową. Fakt Kościół to nie fabryka, po wyjściu z której pracownik wraca do domu i może robić co chce. Kościół to wspólnota, a nie tylko instytucja! Ten sam Kościół musi zatem poczuwać się do odpowiedzialności za czyny księży. Gdy błędy popełni polski urzędnik, wszyscy krzyczą, że winne jest państwo, że należą się odszkodowania. Gdy pracownik firmy sprzątającej źle posprząta w supermarkecie i z jego winy ktoś się poślizgnie i złamie nogę to winą obarczony jest supermarket, a nie sam Kowalski. Czyż nie? Dlaczego więc winy duchownych katolickich mają być tylko ich sprawą? Dlaczego Kościół tak nieugięcie broni księdza Gila i abp Wesołowskiego, skoro wobec pierwszego prokuratura dominikańska postawiła zarzuty, a drugiego ze stanowiska odwołał sam papież Franciszek?
Dlaczego ks. Gil, który tchórzliwie uciekł z Dominikany bezkarnie ukrywa się lub raczej jest ukrywany w Polsce? Może problem jest bardziej rozbudowany, może jednak te pojedyncze przypadki wcale tak odosobnione nie są?
Zdecydowanie brakuje w Polsce stanowczego głosu zarówno ze strony hierarchów kościelnych, którzy powinni w tej sprawie współpracować z policją i prokuraturą na Dominikanie. Jest przecież odpowiedzialność karna, jednak jak pokazuje historia (ksiądz z Tylawy za wieloletnią pedofilię został skazany zaledwie na dwa lata w zawieszeniu), niektórzy księża są ponad prawem. Abp Wesołowskiego nie można postawić przed sądem, bo ekstradycja z Watykanu wydaje się być prawie niemożliwa. Podzielam zdanie prof. Zolla byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego i byłego rzecznika praw obywatelskich, że księży pedofili powinno się karać z urzędu. Tłumaczy on, że „jeśli polscy obywatele popełniają przestępstwo za granicą i jest ono karalne w Polsce, a pedofilia jest, to prokuratura powinna wszcząć własne śledztwo. Może wtedy sama zebrać własne materiały lub zwrócić się o taką pomoc do Dominikany”.
Odpowiedzialność cywilna - odszkodowawcza też wydaje się być nieosiągalna dla ofiar księży - pedofili. To nie Stany Zjednoczone, gdzie Kościół zdecydował się na wypłatę ogromnych sum pokrzywdzonym. Polski Kościół próśb o pomoc zdaje się nie słyszeć, bo przecież nie po to jest żeby rozdawać, a po to żeby gromadzić. Abp Józef Michalik kilka miesięcy temu oburzał się nawet na Jasnej Górze słowami papieża Franciszka na temat tego, że Kościół musi być biedny i służyć biednym. Oskarżył media o nadinterpretację, a wiernych wezwał do bojkotowania prasy, która rozpisuje się na ten temat. Kościół daje się być odporny na nowe pokrzepiające głosy płynące z Watykanu.
Papież Franciszek jest bowiem dla myślących katolików światełkiem w tunelu wiary. Polski episkopat niweczy jednak skutecznie jego starania przybliżenia wiernych do Kościoła.
Kontynuując pozostaje jeszcze trzeci rodzaj odpowiedzialności – odpowiedzialność moralna. Ta jednak wydaje się polskiemu Kościołowi jeszcze odleglejsza niż dwie poprzednie. Uwagi byłego generała zakonu michalitów - ks. Aleksandra Ogrodnika, że: „ks. Gila usprawiedliwia po części gorący klimat na Dominikanie” brzmią jak okrutny żart i pokazują jak bardzo problem jest marginalizowany. Szkoda tylko, że cierpli na tym rzesza uczciwych, zaangażowanych duszpasterzy, którzy na pozytywną opinię o Kościele pracowali latami.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?