Bardzo trudno będzie nam pogodzić się z tą śmiercią – nam: Jego kolegom ze studiów prawniczych na UW. Był bardzo popularny nie tylko w naszym roczniku, rozpoczynającym studia w 1964. Bardo sprawny fizycznie, wysportowany, energiczny, elegancki, bardzo koleżeński, powszechnie lubiany. Szedł nietypową drogą. Pod koniec studiów wiedzieliśmy już, że będzie chciał służyć w formacjach specjalnych. Zniknął nam z oczu po ostatnim obozie wojskowym, ale studia prawnicze ukończył. Pewnie to właśnie pozwalało Mu później zdobyć tak szczególną pozycję i zawodową i towarzyską.

REKLAMA
Nie korzystał z taryfy ulgowej, choć Jego ojciec również był wysokim oficerem – Sławek odbywał wszystkie zajęcia w ramach studium wojskowego na równi ze wszystkimi. Był tzw. pomocnikiem dowódcy kompanii, ale swoją pozycję tam traktował tak jak my wszyscy w owym czasie z przymrużeniem oka.
Ponownie spotkałem Go dopiero gdzieś w połowie lat 80-tych - na nocnym jam session w „Stodole” w trakcie Jazz Jamboree. Nie wiedziałem wówczas, że był bardzo zaangażowany w zwalczanie „Solidarności” za granicą. Nie wiem, czy On z kolei wówczas wiedział, że staliśmy po dwóch stronach barykady. Pewne tak, ale nasza rozmowa nie wykroczyła na wszelki wypadek poza bezpieczne granice.
Dopiero po zwolnieniu Go GROM-u dowiedziałem się, że był twórcą i pierwszym dowódcą tej jednostki. Oczywiście Jego przeszłość była wszystkim już dobrze znana, ale GROM to GROM – czuliśmy dumę, że tworzył go nasz kolega. Sławek powrócił do tej jednostki w czasie rządu Jerzego Buzka. Przyszło mi wówczas z nim współpracować bezpośrednio - jako wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, byłem także pełnomocnikiem rządu do zagospodarowania mienia poradzieckiego. Mogłem Mu wtedy pomóc w sprawach bytowych jednostki - chyba trochę po koleżeńsku bardziej życzliwie niż by to wynikało z urzędniczych uwarunkowań.
Kiedy wybrano mnie w 1999 r. do Trybunału Konstytucyjnego, wydałem z tej okazji małe przyjęcie dla najbliższych współpracowników. Był na nim Sławek, ale także Bogdan Borusewicz – ówczesny sekretarz stanu w tym ministerstwie. Dzisiejszy marszałek Senatu żartował wtedy, że kiedy na sali zobaczył generała Petelickiego, instynktownie rozejrzał się za oknem. W latach 80-tych wielokrotnie udało mu się ujść aresztowaniom dzięki legendarnemu skokowi właśnie z okna własnego mieszkania na rosnąca w pobliżu sosnę. Tropiący nie zdołali nigdy dociec jak to się działo, że Borsuk wchodząc do własnego domu pod ścisła kontrolą, rozpływał się później w niebycie.
Kim był Sławek w tamtych czasach z pewnością wiedział dużo lepiej niż ja. W transportach ze Szwecji, gdzie nasz generał rezydował w latach 80-tych były przecież największe wpadki. Sławek w odpowiedzi powiedział wówczas, że czuje się szczęśliwy, że nie musi już czynić niczego przeciwko swoim rodakom - i na pewno były to słowa bardzo szczere.
Bardzo przeżywałem to w jaki sposób potraktowano Go już po moim odejściu z tego ministerstwa. Sprawa skończyła się w końcu wygranym przez Niego procesem sądowym, kompromitującym kolejnego ministra – następcę Janusza Tomaszewskiego. Nie mogła skończyć się inaczej. Sławek mógł błądzić politycznie, nie rozumieć w czasach swojej młodości jak kiepskiej sprawie służy, ale jednego na pewno nie można byłoby Mu nigdy zarzucić: nieuczciwości. Na pewno był żołnierzem z krwi i kości, ale jednocześnie żołnierzem bardzo nietypowym. Doskonale czuł się wśród ludzi kultury i polityki. Dobrze wykształcony, oczytany, powszechnie szanowany – także wtedy, kiedy Jego oceny mogły wywoływać nawet irytację. Każdy bowiem czuł, że nie kieruje się nigdy prywatą, że zawsze chodzi Mu o innych. Tak było później z żołnierzami oskarżonymi o akcję pod Nangar Khel. Starał się przecież poruszyć w ich obronie niebo i ziemię.
Studium wojskowe Uniwersytetu Warszawskiego mieściło się przy Czerniakowskiej róg Szwoleżerów – stąd samozwańczo zaciągnęliśmy się do tej formacji, wspominając w niezliczonych anegdotach – jak wszyscy absolwenci studiów na UW z tamtych czasów naszych legendarnych wykładowców. „Jak zostałem dowódcą plutonu płk Omelana” było popisowym hitem Sławka na wszystkich naszych spotkaniach.
Mówi się, że mógł mieć ostatnio chwile załamania, że może brakło wokół Niego ostatnio przyjaciół. Trudno tego nie odnosić do siebie. Na pewno pozostaniemy Jego dłużnikami.