Kilka dni temu pojechałam do Łodzi na warsztaty o rewitalizacji. Mój wyjazd był podyktowany nie tylko ciekawością, ale również rozczarowaniem wobec procesu, który toczy się w Warszawie. W stolicy od zeszłego lata trwają przygotowania do Zintegrowanego Programu Rewitalizacji. Na obecnym etapie ten proces pozostawia jednak wiele do życzenia.

REKLAMA
Kiedy pod koniec września 2013 r. premier Donald Tusk zadeklarował przeznaczenie 25 mld złotych na rewitalizację miast, w środowisku miejskich aktywistek i aktywistów zawrzało. Była to wiadomość, z której się niezwykle cieszyliśmy. Jednak radość z tej informacji przesłaniały obawy, że nawet jeśli te środki zostaną przekazane, to samorządy nie będą umiały ich dobrze wydatkować. Rewitalizacja jest wyzwaniem dla lokalnego samorządu - zarówno dla urzędów, jak i dla mieszkanek i mieszkańców. Aby się powiodła konieczna, jest pełna mobilizacja i silna współpraca wszystkich stron. W Polsce nie ma dobrych wzorców, musimy je dopiero wypracować, biorąc z poszczególnych działań poszczególnych miast, to co najlepsze.
Kilka dni temu wybrałam się do Łodzi na wizję lokalną zobaczyć jak tamtejszy zespół odpowiedzialny za rewitalizację przygotowuje się do tego procesu. Łódź jest ciekawym przykładem, nieoczekiwanego sojuszu części środowiska aktywistycznego z urzędem miasta. Aby zadbać o jakość procesu, zatrudniono w Biurze ds. Rewitalizacji i Rozwoju Zabudowy Miasta dwójkę miejskich aktywistów – Hannę Gill-Piątek, niegdyś związaną z Krytyką Polityczną oraz Jarosława Ogrodowskiego ze Stowarzyszenia Fabrykancka. Co ciekawe - w przeszłości nie raz byli oni krytykami pomysłów łódzkich władz. To nie pierwszy taki transfer w Łodzi. Ze środowiska aktywistycznego pochodzą również koordynatorka ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi w Urzędzie Marszałkowskim w Łodzi oraz Łukasz Prykowski, Pełnomocnik Prezydenta Miasta Łodzi ds. Współpracy z Organizacjami Pozarządowymi. Ten odważny i ryzykowny (dla obu stron) ruch daje szanse na to, że pieniądze i energia społeczna przeznaczona na rewitalizację nie zostaną zmarnowane.
Łódź – nowe otwarcie
Nowe spojrzenie na rewitalizację w Łodzi to wielka zmiana. Jeszcze do niedawna połączenie słów „rewitalizacja” i „Łódź” wywoływało gorzki uśmiech na twarzy. Tzw. „rewitalizacja po łódzku” kojarzyła się podpalaniem budynków, starymi fabrykami, które zawalały się na skutek rzekomo przypadkowych błędów budowlańców, czy zamianą przestrzeni pofabrycznych w centra handlowe i drogie lofty. W tym schemacie kamienice komunalne jeśli były remontowane, to tylko powierzchownie – malowano fasady, żeby nie straszyły przyjezdnych, a całkowicie pomijano ich wnętrze. Mieszkanki i mieszkańcy rewitalizowanych kamienic nie mogli liczyć na remont zaniedbanych przez lata mieszkań, często pozbawionych centralnego ogrzewania i łazienek. „Rewitalizację po łódzku” mogliśmy obserwować nie tylko w Łodzi. W Warszawie w ten sposób przekształcono ulicę Ząbkowską. W tej formule powstało modne SOHO. Zabrakło kompleksowego podejścia do infrastruktury i troski po mieszkającą na danym terenie społeczność.
Obecnie podejście do rewitalizacji się zmienia. Jesteśmy nie tylko bogatsi o wiedzę, ale również bardziej zdeterminowani jako mieszkanki i mieszkańcy miast, żeby rewitalizacja służyła faktycznemu ożywieniu okolicy. Widać to zarówno po uznaniu rewitalizacji za poważny proces przez urząd miasta, zaangażowaniu miejskich aktywistek i aktywistów, jak i ogromnym zainteresowaniu społecznym.
Na spotkanie, w którym uczestniczyłam w Łodzi, 6 maja 2014 r., przyszedł tłum. Spotkanie odbywało się w Publicznym Gimnazjum nr 2, przy ul. Stefana Jaracza 26. Sala z trudem pomieściła 120 osób, które przyszły debatować o przyszłości okolic ulic Włókienniczej oraz Nowego Centrum Łodzi. To dwa z ośmiu obszarów przeznaczonych do rewitalizacji. Warsztaty rozpoczęły się od prezentacji przygotowanej przez urzędników i urzędniczki z Biura ds. Rewitalizacji i Rozwoju Zabudowy Miasta. Kolejnym etapem była praca w podgrupach.
logo
Spotkanie konsultacyjne w Gimnazjum nr 2 przy ul. Jaracza 26 w Łodzi
Każda z grup dostała mapę konsultowanego obszaru z zaznaczonym stanem własnościowym. Dyskusja toczyła się przy wsparciu moderatora lub moderatorki. Mimo dużej liczby obecnych żadna z grup nie pracowała sama. Ta opieka była potrzebna po to, żeby każda z grup warsztatowych odniosła się konkretnie do wszystkich kwestii istotnych z punktu widzenia warsztatów: stanu budynków, podwórzy, małej architektury i zieleni; dostępności placówek użyteczności publicznej (np. szkół, przedszkoli, żłobków, przychodni, bibliotek); dostępności usług takich jak sklepy czy gastronomia; transportu publicznego oraz bezpieczeństwa.
Osoby moderujące pytały też o to, kto jest mieszkanką lub mieszkańcem danej okolicy, a jeśli tak to, w której kamienicy mieszka. Będzie dzięki temu wiadomo jak różnią się diagnozy potrzeb zależnie od miejsca zamieszkania. Poza rozmową o potrzebach moderatorzy i moderatorki udzielali informacji na temat szczegółów polityki miejskiej i konkretnych decyzji. A jeśli nie były w stanie zrobić tego w danym momencie dawali kontakt do konkretnej komórki w urzędzie. Nie było tematów nieważnych, nieistotnych, czy znajdujących się poza tematem debaty, o ile tylko dotyczyły one konsultowanego obszaru.
Rozczarowanie Warszawą
Mój wyjazd do Łodzi był podyktowany nie tylko ciekawością, ale również rozczarowaniem wobec procesu rewitalizacji, który się toczy w Warszawie. W stolicy od zeszłego lata trwają przygotowania do Zintegrowanego Programu Rewitalizacji (ZPR). To co go cechuje, to permanentny brak informacji. Na miejskiej stronie rewitalizacyjnej trudno dowiedzieć się na jakim etapie prac jesteśmy. Nie ma też informacji o konsultacjach z mieszkankami i mieszkańca, które zaczynają się już niebawem, czyli 13 maja. Znajdziemy je dopiero na podstronie konsultacji. Brak integracji w ramach ZPRu na poziomie polityki informacyjnej jest symptomatyczny dla całego procesu.
Zgodne z założeniami miasta, pierwszy okres miał służyć wypracowaniu wiedzy razem z Dzielnicowymi Komisjami Dialogu Społecznego. Mimo, że można by oczekiwać, że DKDSy będą potraktowane jako ciała eksperckie, tak się nie stało. ZPR miał również wyznaczyć priorytety do działań, a nie jedynie być programem wydatkowania środków unijnych. Ta wola patrzenia długofalowo i skupienie się na problemach do rozwiązania, a nie środkach do wydania, wyglądała na zmianę w myśleniu o rewitalizacji. Jednak zamiast rewolucyjnej poprawy jest ogromne rozczarowanie.
Przez cały okres trwania spotkań wokół ZPRu całkowicie pomija się kluczowe konflikty dotyczące obszarów rewitalizowanych oraz ich okolic, takie jak protest wokół budowy Trasy Świętokrzyskiej, społeczny projekt Targowa 2.0, którego celem jest uspokojenie ruchu i poprawa jakości przestrzeni publicznej ulic Targowej oraz Ząbkowskiej, czy planowana spalarnia śmieci na terenie Targówka Przemysłowego. Procesu zdobywania wiedzy potrzebach rewitalizacyjnych nie połączono też z budżetem partycypacyjnym. A przecież tak niewiele trzeba było, żeby nawiązać kontakt z dzielnicowymi Zespołami ds. budżetu partycypacyjnego. Wniosłoby to wiele wiedzy, ale też pokazanie wyzwań rewitalizacji mogłoby dać dodatkowy kontekst dla takich projektów jak Centrum Aktywizacji Społeczno-Kulturalnej "Kawęczyńska" na Szmulkach, zaproponowane przez Krzysztofa Michalskiego, jednego z działaczy Praskiego Stowarzyszenia Mieszkańców Michałów.
logo
Społeczny projekt Targowa 2.0 (rys. Małgorzata Dembowska)
Zamiast rozmawiać o wyzwaniach, priorytetach, granicach obszarów przeznaczonych do rewitalizacji i sposobie na integrację polityk warsztaty sprowadziły się do bardzo ogólnej rozmowy o potrzebach dzielnicy, których jedynym dostępnym publicznie efektem było tabelaryczne podsumowanie projektów dostępne w tabelce w Excelu. Dlatego przez wiele miesięcy nie sporządzono żadnego raportu, który mógłby być podstawą do kolejnego etapu konsultacji, którym są warsztaty z mieszkankami i mieszkańcami. Stawia to też w niezręcznej sytuacji organizacje, które zgłosiły się do moderowania tych spotkań. Wiele osób, które uczestniczyły w spotkaniach DKDSów są aktywnymi w danej dzielnicy mieszkańcami i mieszkankami. Jeśli przyjdą na kolejne spotkania to bez wątpienia będą się domagać efektów poprzednich warsztatów i programu rewitalizacji, którego konkretne założenia mogą poddać dyskusji. Nie wygląda na to, żeby mieli taką informację uzyskać.
Równolegle do prac nad ZPR warszawski SARP we współpracy z ratuszem ogłasza warsztaty projektowe - zespoły mogą zgłaszać się do 15 maja. Celem warsztatów jest opracowanie programu przemian w sferze gospodarczej i przestrzennej na wskazanym obszarze Pragi Północ. Zaproponowany program opierać ma się na zasobie lokalowym miasta, w szczególności zasobie lokali użytkowych. Troska o lokalówkę jest godna pochwały, ale w tym wypadku jest kolejny przykład korzystania z rozwiązania, które byłoby potrzebne i skuteczne, jeśli byłoby dopełnieniem procesu, a nie osobnym działaniem. Na stronie warsztatów nie znajdziemy ani lokalnej diagnozy ani żadnych informacji na temat prowadzone procesu rewitalizacji.
Prace nad Zintegrowanym Programem Rewitalizacji w Warszawie wciąż nie dobiegły końca. Pole działania jest niewielkie, bo wiele miesięcy zostało straconych. Wciąż jednak mamy szansę na pomyślenie o zintegrowanej polityce, gdzie na przeszkodzie dyskusji o przyszłości miasta nie stoi podział tematów pomiędzy różnych wiceprezydentów. Międzysektorowe i międzyśrodowiskowe działanie i włączenie w proces społecznych projektów to jedyny sposób, żeby rewitalizacja w Warszawie miała sens.