Dzieci, jak wszyscy użytkownicy i użytkowniczki miasta mogą wnieść wiedzę o tym jak działa nasze miasto. Wiedzę szczególną, bo zdobywaną z perspektywy osoby słabszej, więc bardziej narażonej na niebezpieczeństwo. Warto zmienić nasze odruchy mówienia zawsze w imieniu dzieci. Możemy zacząć już dziś, w Dzień Dziecka.

REKLAMA
11 marca 2014 r. pięcioletnia Tosia złożyła pierwszy w swoim życiu projekt do budżetu partycypacyjnego. Projekt „Inicjatywa 5-letniej Tosi: naprawa placu zabaw, aby dzieci bawiły się bezpiecznie” zakłada wymianę zasikanej piaskownicy na tartanową powierzchnię, montaż ławki i dodatkowych huśtawek oraz zamontowanie na wielkim drzewie pośrodku placu domku, w którym mogą bawić się dzieci zamiast podejmowania prób drapania się na drzewo. Tosia swój projekt zaprezentowała po raz pierwszy podczas spotkania preselekcyjnego, którego celem było wyłonienie 50 z 60 projektów na Starym Mokotowie. Projekt dostał 20 punktów i znalazł się w czołówce. Będzie można go poprzeć podczas głosowania na projekty z warszawskiego budżetu partycypacyjnego na Mokotowie (rejon 2) między 20 a 30 czerwca 2014 r.
logo
Rysunek do projektu "Inicjatywa 5-letniej Tosi: naprawa placu zabaw, aby dzieci bawiły się bezpiecznie"

W tegorocznym budżecie partycypacyjnym dzieci mogą nie tylko składać projekty, ale i głosować. Tosia może namawiać swoich sąsiadów i sąsiadki, w tym równolatków i równolatki, żeby poparli jej projekt – Ci ostatni mogą zagłosować za zgodą rodziców. Oddanie głosu również dzieciom nie jest jakąś wyjątkową cecha budżetu partycypacyjnego. Dzieci, jak i wszyscy inni mieszkańcy i mieszkanki, mogą brać udział we wszystkich konsultacjach społecznych, które odbywają się z mieście. To prawo daje im ustawa o samorządzie terytorialnym (art. 5a), która nie określa ile lat ma mieć mieszkaniec lub mieszkanka, żeby mieć prawo wziął udział w konsultacjach społecznych. Mimo tego, że ustawa obowiązuje od 1990 r., to rzadko kiedy włącza się dzieci na poważnie do dyskusji o mieście. Wiele przez to tracimy.
logo
Pięcioletnia Tosia zbiera podpisy pod swoim wnioskiem do budżetu partycypacyjnego.

Dzieci, jak wszyscy użytkownicy i użytkowniczki miasta mogą wnieść wiedzę o tym jak działa nasze miasto. Wiedzę szczególną, bo zdobywaną z perspektywy osoby słabszej, więc bardziej narażonej na niebezpieczeństwo. Z tej wiedzy chętnie korzystają Duńczycy, kiedy chcą wiedzieć na ile bezpiecznie i wygodnie jeździ się rowerem po mieście. Na portalu Copenhagenize można przeczytać porównanie holenderskiego Groningen i duńskiej Kopenhagi.
W Warszawie rozmowa o bezpieczeństwie dzieci na ulicach też jest możliwa. Odbyła się na przykład w 2012 r. w szkole podstawowej przy ul. Brzeskiej. Akcję „Bezpieczna droga do szkoły” zorganizowało Zielone Mazowsze. Spotkania w szkołach prowadził Jacek Grunt-Mejer, psycholog transportu, autor bloga Strefa Piesza. Rodzice oraz ich dzieci wskazywali na brak infrastruktury, która zapewni bezpieczne poruszanie się po mieście. Z konkretnych rozwiązań proponowali zrobić na skrzyżowaniu Ząbkowskiej i Brzeskiej przejścia dla pieszych z zielonym światłem dla pieszych we wszystkich kierunkach - tak, aby mieć gwarancję, że z żadnej strony nie nadjedzie auto. Z kolei rodzice wywalczyli na Mokotowie azyle na przejściach przez ulicę Madalińskiego. Czasami łatwiej jest przejść 4 metry do wysepki czyli od razu 9 metrów przez całą ulicę. Zarówno jak się jest dzieckiem, jak dorosłym, zwłaszcza starszym.
Dzieci nie tylko wiedzą jak powinna wyglądać ich bezpieczna droga do szkoły, ale też, co dla nich jest blisko i daleko. Czy dany plac zabaw i boisko jest dla nich odpowiedni czy nie? Czy w danym miejscu czują się bezpiecznie i mogą bez obaw przejść kilka ulic, a gdzie nie? Oraz, co sprawia, że czują się zagrożone. Takich pytań się jednak im nie zadaje. A szkoda, bo dzieci często bardziej konsekwentnie przestrzegają reguł życia razem w mieście.
Czteroletni Ignacy, syn kolegi, odmówił pojechania po babcię na dworzec samochodem, bo to tramwaje rozładowują ruch uliczny. Nie przekonało go, że samochodem z walizką będzie wygodniej. Łucja, kilkuletnia córka sąsiada, nie dała się namówić na podróż autobusem w brzydki zimowy dzień, bo przecież nie ma złej pogody na rower. Dla dzieci komunikacja publiczna jak i rower przez cały rok mogą być czymś oczywistym, czasami bardziej oczywistym niż dla ich rodziców. Łucja popiera też prawa zwierząt i każe tacie kiedy czyta jej bajki zmieniać gulasz na zupę z soczewicy. Najchętniej zamknęłaby wszystkie rzeźnie. Dzieci trudniej niż dorośli godzą się na przemoc wobec zwierząt. Są też bardziej otwarte na inność i tolerancyjne.
Warto zmienić nasze odruchy mówienia zawsze w imieniu dzieci. Możemy zacząć już dziś, w Dzień Dziecka. O g. 10:30 w barze Prasowym odbędzie się kolejne spotkanie z cyklu "NASZE MIASTO WARSZAWA – Jakiego miasta potrzebują dzieci". Tym razem ekspertkami i ekspertami od przestrzeni miejskiej będą nie będą dorośli. Serdecznie zapraszamy rodziców, żeby przyszli ze swoimi dziećmi i zachęciły do rozmowy z nami. Chwilę później, w samo południe, z pl. Konstytucji ruszy pierwsza Dziecięca Masa Krytyczna. Demonstracja przejdzie ulicą Waryńskiego na Pola Mokotowskie, gdzie zakończy się piknikiem. Podczas pikniku, my dorośli będziemy mogli posłuchać dzieci i się czegoś od nich nauczyć, bo jak zauważają organizatorki:
Dzieci są grupą otwartą: potrafią bawić się ze sobą i spędzać twórczo czas niezależnie od swojej sytuacji materialnej czy zdrowotnej. Należy podtrzymać w nich otwartość i pokazać różnorodność świata tak, aby w okresie dorosłym mogły tworzyć podwaliny demokratycznego, tolerancyjnego świata. Gdzie niepełnosprawność nie będzie eliminowała z życia publicznego.
Celem Dziecięcej Masy Krytycznej jest integracja różnych dzieci oraz symboliczne oddanie im głosu jako pełnoprawnym członkom społeczeństwa.
Rodziny z niepełnosprawnościami szczególnie potrzebują naszego wsparcia!
Pokażmy, że w różnorodności siła!

logo
"Pociąg z rowerkami", Witek, 5 lat.