Są tacy ludzie, którzy w pewnym momencie życia przestają się uczyć, rozwijać, a jest to zupełnie niezależne od ich wieku. Stają się kostyczni i statyczni jak halabarda w teatrze i z oburzonymi minami zasiadają do wspomnień i rozpraw filozoficznych, jacy Ci „oni” są źli, a jacy my „za dobrzy” . Zastani, zaspani, żyją przeszłością, w przekonaniu, że wiedzą już wszystko. Dzisiejszy wynik wyborczy prezydenta to ich robota.

REKLAMA
Pamiętacie taką partię: Unia Demokratyczna, zlepiona z ROAD-u (partii z ogromnym potencjałem na nowoczesną lewicę) i FDP (prawicowej) oraz osób zgromadzonych wokół premiera Mazowieckiego? Potem nazwano ją Unią Wolności, przez chwilę nawet rządziła, by chwilę później oddać spektakularnie władzę SLD (chichot losu), a później tzw. prawicy. Teoretycznie polityczny ślad po nich zaginął - zostały wspomnienia i niespełnione nadzieje. Praktycznie: sporo dawnych członków tej ekipy doradza dziś prezydentowi Komorowskiemu.
Leszka Millera to nawet nie trzeba pamiętać, bo niedawno wrócił - już tylko po to, aby dobić resztki SLD rzutem na szalę pięknej i mądrej Magdaleny Ogórek w roli przyszłego prezydenta. Niestety, króliki z kapelusza doskonale sprawdzają się w cyrku, nie w polityce, a zupełnie nieprzygotowana do roli, kandydatka musiała przegrać - nikt jej nie znał, a gra którą prowadziła z mediami i własną partią to klasyczny samobój. Szkoda - gdyby ta kobieta z potencjałem miała odpowiedni czas i szansę na podróż po kolejnych politycznych szczeblach, nasza scena polityczna mogłaby dziś wyglądać inaczej, a odrodzona lewica miałaby coś do powiedzenia. A tak - wstyd - spora część jej elektoratu oddała swój głos na Pawła Kukiza, który z całą pewnością nie stoi w miejscu, a wszystko czego się nauczył w życiu i na scenie zebrał w wyborczą petardę. Jak wytrzyma, to już za kilka miesięcy spotka się w finale Mistrzostw Rozgrywek Politycznych z samym arcymistrzem, czyli Jarosławem Kaczyńskim.
Jarosław Kaczyński wygrał dziś wybory prezydenckie. Zawodowo podziwiam: ileż razy człowiek ten dowiódł osobistej cierpliwości, konsekwencji, maestrii strategicznej i taktycznej. Są ludzie, którzy opiszą to znacznie lepiej niż ja - to czas dla komentatorów politycznych i socjologicznych. Osobiście - nie chcę, żeby Jarosław Kaczyński, jego otoczenie i elektorat od nowa zawładnęli Polską i życiem obywateli. Nie chcę, żeby znów włazili w moje życie i tworzyli przyszłość moich dzieci.
Kaczyński z pewnością nie stoi w miejscu, bacznie obserwuje, rozwija się, a z każdej porażki czerpie naukę. Za to jego wyznawcy już nie. Nie chcę już kraju, w którym Rydzyk prowadzi lekcje w szkole, sąsiad donosi na sąsiada, samotne matki to „podgatunek”, a naszą dumą narodową są: krzyż, wojny i wojenki, wszystko jedno: wewnętrzne, czy zewnętrzne. Polacy się nimi nie nakarmią.
Dwadzieścia lat temu, wspomniana już Unia Wolności okazała pogardę swoim młodym, niedoświadczonym działaczom, wszystko wiedziała najlepiej, głucha na świeżość, nowoczesność, elastyczność i naturalne zmiany. I tak racja należała do „ciotek rewolucji”, które dyktowały, jak wyglądać ma świat, odwieczne zasady i kto tu rządzi. Partia ta chciała nauczać społeczeństwo z pozycji katedry, bez możliwości dialogu i miejsca na błędy.
Dziś, prezydent Komorowski, który przez większą część kampanii sprawiał wrażenie, jakby cały czas biesiadował u cioci na imieninach, rubasznie komentując rzeczywistość i tańcując po stołach, pewien swojej wygranej, obudził się dopiero pod koniec, czyli jak widzimy za późno.
W międzyczasie wahał się zbyt długo z podpisaniem ustawy antyprzemocowej i odmówił udziału w debacie, co spora część jego elektoratu odebrała jako pogardę i zadufanie. Ci ludzie zapewne zostali dzisiaj w domach. Deja vu. Czy znajdą powód, aby wyjść z niego za dwa tygodnie? Mam wątpliwości, bo czternaście dni to stanowczo za mało aby nadrobić dwadzieścia straconych lat.
Lewica również nie (po)wstanie do jesieni - rozbita, skompromitowana, bez lidera. Na taki cud potrzebne są pieniądze, zaplecze i charyzmatyczni przywódcy, którzy nie tylko ładnie mówią, ale jeszcze więcej robią.
Czy jest na sali osoba, która potrafi skrzyknąć rozproszonych po organizacjach pozarządowych fantastycznych ludzi, akcje i organizacje świeckie, feministki, resztki po sierotach Palikota? Jeżeli się znajdzie, warto będzie nie zasnąć na najbliższe kilka lat, nie opuszczać kraju, tylko działać. Wierzę, że też mamy swojego Kukiza - tylko gdzie on? A może ona?