
W pierwszym tekście na temat wyzwań pisałam o tym, co było do zrobienia (i w większości nie zostało zrobione) NATYCHMIAST po stwierdzeniu, że mamy do czynienia z epidemią. Skupiłam się w tym tekście głównie na wyzwaniach zdrowotnych. Wyzwania średniookresowe to z kolei te, które dotyczą naszej gospodarki, miejsc pracy, funkcjonowania firm - czyli tego wszystkiego, od czego zależy dobrobyt kraju i jego obywateli. Najlepszym mottem dla tego tekstu niech będzie fragment brytyjskiej komedii, w której dwóch polityków przedstawia strategię czterech kroków. „W kroku pierwszym - opowiadają - mówimy, że nic się nie stanie. W kroku drugim mówimy, że może coś się stanie, ale nic w tej sprawie nie powinniśmy robić. W kroku trzecim mówimy, że może powinniśmy coś z tym zrobić, ale nic z tym zrobić nie możemy. W kroku czwartym mówimy, może było coś co mogliśmy zrobić, ale jest już za późno." Oby to nie był nasz scenariusz...
Po pierwsze: taniej jest utrzymać miejsca pracy niż je tworzyć. Po drugie: płynność, płynność, płynność. Po trzecie: kiedy krytyczną wartością staje się czas, znaczenia nabierają zaufanie rządu do przedsiębiorców i wiarygodność rządu wobec nich. Po czwarte: decyzje muszą być podjęte w oparciu o kryteria ekonomiczne, nie polityczne.
Po pierwsze, miejsca pracy!
Po drugie, płynność.
Po trzecie, czas to zaufanie.
Po czwarte, kryteria ekonomiczne.
Kryzys wywołany epidemią koronawirusa będzie inny niż dotychczasowe. Wiele wskazuje na to, że będzie głębszy niż którykolwiek z kryzysów, które pamiętamy. Być może trwałe zmieni nasze nawyki i przyzwyczajenia, być może po epidemii odnajdziemy się w innym gospodarczo porządku. Ważne jest, aby zauważyć, że tym razem reagujemy inaczej, niż podczas kryzysu 2008 roku. Po tamtym kryzysie pozostało nam poczucie niesprawiedliwości i zawodności funkcjonowania państwowej pomocy - zbyt wielu biednych dramatycznie zubożało, zbyt wielu bogatych się wzbogaciło.
Dzisiaj wszystkie rządy jednym głosem zdają się mówić, że najważniejsza jest obrona pracowników niezależnie od formy zatrudnienia. Specyfika tego kryzysu w naturalny sposób kieruje strumienie pomocy rządowej do pracowników zatrudnionych w usługach - czyli tam, gdzie umowy o pracę mają najmniej stały charakter. (Niektóre kraje na czas epidemii wprowadzają nawet dla nich dochód podstawowy.) Mam wrażenie, że wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że nasza reakcja nie może być inna.
Wydaje nam się dzisiaj, że planujemy pomoc na dwa, góra trzy miesiące epidemii. Co się jednak stanie, jeśli będziemy obserwowali drugą i kolejne fale zachorowań? A jeśli uda nam się wyjść z epidemii - ale nasze gospodarki znajdą się w dwucyfrowych recesjach - czy wtedy rządy będą w stanie nadal oferować pracownikom i przedsiębiorcom pomoc? Już dzisiaj musimy zdać sobie sprawę, że środki publiczne za kilka miesięcy będą dobrem tak samo rzadkim jak respiratory we Włoszech. Przed nami czas niezwykle trudnych decyzji i tym większej odpowiedzialności.
