Spekulacje na temat dymisji szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego wnoszą nową jakość do dyskusji o wyższości "dżumy" nad "cholerą". Obnażają też jak krótka jest ławka PiS i jak dramatycznie wygląda prowadzona przez rządzących polityka kadrowa.

REKLAMA
Minister Waszczykowski zdążył już wieloma swoimi niedyplomatycznymi wypowiedziami przynieść Polsce więcej szkody niż pożytku. Złośliwi twierdzą, że w duecie z Macierewiczem tworzą naprawdę "mieszankę wybuchową" stawiając kwestię stabilności naszych granic (również granic wytrzymałości) pod znakiem zapytania.
Z uwagi na awans Janusza Wojciechowskiego do Europejskiego Trybunału Obrachunkowego pojawiła się szansa, by mandat europarlamentarzysty objął Witold Waszczykowski. Byłoby to na rękę dla Premiera-Prezesa-Posła Kaczyńskiego, a dla Waszczykowskiego wyjście z twarzą wobec ogromu krytyki, która go spotyka.
U osób zatroskanych o polską politykę zagraniczną pojawia się jednak pytanie: kto po Waszczykowskim? O tym jak krótka jest ławka kadrowa Prawa i Sprawiedliwości przekonały się już Bogu ducha winne konie z Janowa Podlaskiego, gdzie nowy prezes stadniny posiadał na ich temat widzę zbliżoną do encyklopedii z XVIII wieku, czyli "koń jaki jest, każdy widzi".
Prawo i Sprawiedliwość przez 8 lat walczyło z układem, żeby bardzo szybko odtworzyć go z udziałem swoich działaczy. O ile za czasów AWSu wymieniano sprzątaczki, za czasów SLD wymieniano również szmaty do podłogi, o tyle za obecnych rządów PiS wymienia się w końcu podłogę. I zastępuję swoją. A że wszystko trzeszczy? Za poprzedników też przecież trzeszczało.
Widząc, jakim zasobem ludzkim dysponuje PiS mamy prawo się niepokoić o tego asa w rękawie, którego wyciągnie Premier-Prezes-Poseł Kaczyński. Może nowy Minister Spraw Zagranicznych okaże się osobą, która ma lęk przed podróżami? A może zagranicę znać będzie z pocztówek otrzymywanych od znajomych? Tego nie wiemy, ale jako obywatele mamy prawo się bać.
Parafrazując stare powiedzenie: szanuj ministra swego, bo możesz mieć gorszego. A na deser Urszulę Krupę z byłej Ligi Polskich Rodzin w Europarlamencie. Bo nie ma takiego leku, który wyleczy nas zarazem z dżumy i z cholery. Jak ma boleć, to będzie boleć.