Ponad pięć lat temu poseł Gowin był wielce zatroskany tym, że Polska będzie płacić karę za brak ustawy bioetycznej, choć zobowiązała się do uregulowania kwestii in vitro do 2006r. Premier Tusk powołał specjalną Komisję. Wybór jej szefa (Gowin) i składu dowodzi, że nie chodziło o rozwiązanie problemu, ale o udawanie, że coś się w tej materii robi. Komisja spłodziła in charta legislacyjnego potworka. Trudno się dziwić, skoro Gowin słyszał krzyk zamrażanych embrionów, a ks. de Bérier widział dodatkowe czy też dotykowe bruzdy.

REKLAMA
Projekt był zgniłym kompromisem (jak ustawa antyaborcyjna), ale choć obwarował in vitro dziesiątkami zakazów, nie spodobał się nawet Episkopatowi, w którego stronę był ukłonem. Biskupi uważali, że in vitro to "wyrafinowana aborcja", a zatem powinno być całkowicie zakazane. W PO też nie wzbudził powszechnego entuzjazmu. Toteż powołano drugą komisję, z posłanką Kidawą-Błońską na czele. Stworzyła, konkurencyjny do Gowinowego, projekt, ale nie był procedowany, bo premier Tusk nie ma politycznej woli rozwiązania problemu leczenia niepłodności metodą in vitro.
Jedynym efektem, czy raczej skutkiem, komisyjnych przepychanek, jest wypromowanie posła Gowina na guru obrońców zygot. W kolejnej kadencji rządów PO, w nagrodę za nieudolność, został ministrem sprawiedliwości. Doświadczenie w blokowaniu regulacji bioetycznych wykorzystał w działaniach deregulacyjnych. Po zdymisjonowaniu, zaczął podgryzać swojego dobrodzieja Tuska. Wyrwał mu z klubu trzech posłów i jednego europosła oraz walnie przyczynił się do spadku notowań PO. Gowin kreuje się na Bicz Boży. Nie bierze pod uwagę, że Polacy nie lubią innej przemocy niż ta, której sami są sprawcami. Dlatego sukces raczej Gowinowi nie grozi.
Polska jest obecnie jedynym unijnym krajem, który nie dostosował się do prawa UE, ale stosuje zapłodnienie in vitro. Komisja Europejska zapowiedziała, że pozwie Polskę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Na rozpatrzenie sprawy trzeba będzie poczekać około pół roku. Jeśli do tego czasu nie zostaną uchwalone odpowiednie regulacje prawne, Polska może płacić nawet 200 tys. euro kary za każdy dzień braku odpowiednich przepisów.
Nie można wykluczyć, że katoprawica uzna, że najłatwiej i najszybciej będzie uchwalić całkowity zakaz in vitro. UE bowiem nie nakazuje stosowania tej metody, a jedynie jej prawne uregulowanie, jeśli jest praktykowana w danym kraju członkowskim. Byłoby to naturalnie łamanie praw człowieka, ale III RP łamie je nagminnie. M.in. zakazując kobietom legalnej, bezpiecznej aborcji, utrudniając dostęp do antykoncepcji, odmawiając uczniom rzetelnej edukacji seksualnej, nie uchwalając ustawy o związkach partnerskich, o prawach ekonomicznych i socjalnych nie wspominając.