Handel żyje ze świąt lepiej niż Kościół, bo wiernych zakupom jest więcej niż wiernych Bogu. Polskie święta są - jak i wiara - fasadowo-obrzędowe. To przede wszystkim święta stołu - jedzenia, picia, popuszczania pasa, kolędowania po rodzinie i znajomych. Z dobrą, acz zmodyfikowaną nowiną, że przyszedł Józio i przyniósł pączki, a też czystą oczywista. Dla większości to właśnie raj. W inny nie wierzą.
REKLAMA
Katolików w pełnym znaczeniu tego słowa, czyli wierzących i praktykujących, jest w Polsce zaledwie 25 proc., czyli niewiele więcej niż ateistów i agnostyków (19 proc.). Cała reszta wierzy wybiórczo w to, w co komu wygodnie, i na wszelki wypadek pali Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek lub odwrotnie. Świętują, choć w różny sposób, wszyscy, bo co innego robić w dni przymusowo wolne od pracy. Nazwane oficjalnie Bożym Narodzeniem, a przez niewierzących obywateli III RP - Zimowym Przesileniem.
Nawet wierzący chodzą do kościoła coraz rzadziej. W okresie przedświątecznym zdecydowanie wolą praktykować zakupy. Zwłaszcza w galeriach handlowych, gdzie mają wszystko, łącznie z szopką, kolędami i miłą obsługą zamiast pouczjącego księdza. Gdyby były otwarte także w święta, kościoły całkiem by się wyludniły. Na straży bożonarodzeniowej frekwencji w świątyniach stoi państwo, które - ku uciesze kleru - zabrania świątecznego handlu.
Kochani, przed nami kolejny, najdłuższy weekend nowoczesnej Europy. Spędźmy go zgodnie z naszymi chęciami: w gronie rodziny, przyjaciół, znajomych lub w samotności, byle przyjemnie. Nie poddawajmy się terrorowi świątecznej tradycji. Róbmy to, co lubimy. Odpocznijmy i nabierzmy sił na Nowy Rok. Wesołych świąt!!!
