
Amerykanie mówią o tłustych, kobiecych pośladkach, w bardzo obcisłych spódnicach, że wyglądają, jak kotłujące się świniaki w worku. Gdy zza oceanu ogląda się antypisowską opozycję w Polsce wygląda ona, jak kotłujące się w worku pośladki (by użyć słów parlamentarnych).
REKLAMA
Opozycjo, do cholery!
"Kocham Pana, Panie Schetyna, ale doprowadzasz mnie Pan do jasnej cholery!" - można strawestować prof. Bartoszewskiego, na wieść o tym, że PO - czyli największej partii opozycyjnej - nie ma w powstałej właśnie koalicji przeciw PiS - Wolność, Równość, Demokracja.
"Kocham Pana, Panie Schetyna, ale doprowadzasz mnie Pan do jasnej cholery!" - można strawestować prof. Bartoszewskiego, na wieść o tym, że PO - czyli największej partii opozycyjnej - nie ma w powstałej właśnie koalicji przeciw PiS - Wolność, Równość, Demokracja.
Świniaki w worku
Amerykanie mówią o tłustych, kobiecych pośladkach, w bardzo obcisłych spódnicach, że wyglądają, jak kotłujące się świniaki w worku. Gdy zza oceanu ogląda się antypisowską opozycję w Polsce wygląda ona, jak kotłujące się w worku pośladki (by użyć słów parlamentarnych).
Amerykanie mówią o tłustych, kobiecych pośladkach, w bardzo obcisłych spódnicach, że wyglądają, jak kotłujące się świniaki w worku. Gdy zza oceanu ogląda się antypisowską opozycję w Polsce wygląda ona, jak kotłujące się w worku pośladki (by użyć słów parlamentarnych).
Wali się polska demokracja, a opozycyjne partie i partyjki ciągną opozycyjność, jak mrówki zdechłego żuka - każda w swoją stronę. Zagraniczni obserwatorzy nie mogą się zdecydować, czy bardziej zadziwia ich PiS, który w imieniu 5.7 mln wyborców rozwala cały kraj, czy też indolencja opozycji parlamentarnej, która też reprezentuje około 5.7 mln ludzi.
Bomba i firanki
Każda odpowiedzialna opozycja ma w demokracjach trzy rzeczy do robienia: pierwsza to patrzeć władzy na ręce i strzec demokracji - co jest priorytetem w reżimach mających zapędy totalitarne; drugą jest normalna działalność opozycyjna czyli zbijanie kapitału politycznego na krytyce i edytowaniu działań rządzących; trzecią jest kuszenie społeczeństwa alternatywnym programem.
Bomba i firanki
Każda odpowiedzialna opozycja ma w demokracjach trzy rzeczy do robienia: pierwsza to patrzeć władzy na ręce i strzec demokracji - co jest priorytetem w reżimach mających zapędy totalitarne; drugą jest normalna działalność opozycyjna czyli zbijanie kapitału politycznego na krytyce i edytowaniu działań rządzących; trzecią jest kuszenie społeczeństwa alternatywnym programem.
W sytuacji takiej, jak w Polsce opozycja musi skupić się na rozbrojeniu bomby podłożonej przez Kaczyńskiego w piwnicy naszego wspólnego domu. Krytykowanie rządu za kolor firanek wieszanych w oknach i proponowanie żaluzji w ich miejsce jest ważne, ale drugorzędne.
Obraz widziany z oddali
Patrząc na Polskę z daleka widzi się wyraźnie tylko kontury opozycyjnych działań czyli - w przybliżeniu - tyle samo ile dociera z nich do statystycznego Polaka.
Patrząc na Polskę z daleka widzi się wyraźnie tylko kontury opozycyjnych działań czyli - w przybliżeniu - tyle samo ile dociera z nich do statystycznego Polaka.
Pierwsze wrażenie jest takie, że nasza opozycja jest niezdolna do zidentyfikowania miniumum wartości, które muszą być bronione wspólnie.
Drugie, że nie umie przedyskutować i stworzyć wspólnej strategii stosowania dostępnych narzędzi walki: procedur parlamentarnych, projektów ustaw, protestów i demonstracji publicznych.
Trzecie, że jest nieufna i nielojalna wobec siebie, i że nie potrafi wyłonić lidera i stanąć za nim murem, bo prezesi partii boją się jeden drugiego, jako konkurencji dla siebie.
Czwarte: że nie ma pojęcia o skutecznych technikach komunikacji ze społeczeństwem.
Na tle takiej rozpirzonej i słabującej opozycji, konus intelektualny, który nie wiadomo dlaczego rozdaje karty w Polsce, jawi się jako Napoleon. A ma on po prostu zdyscyplinowaną armię, która bez szemrania wykonuje zalecenia specjalistów od politycznego PR i marketingu.
Kakofonia
Opozycja ponosi poważną klęskę w rozmowie z Polakami czyli w komunikacji ze społeczeństwem. Na tle jednolitego przekazu płynącego ze wszystkich tub propagandowych PiS: pisowskiej narodowej telewizji i radia, reżimowych mediów pokornych oraz dziennych przekazów klepanych karnie przez wszystkich członków PiS, głos opozycji brzmi jak niezborna, nieprzygotowana i nieprzemyślana paplanina.
Kakofonia
Opozycja ponosi poważną klęskę w rozmowie z Polakami czyli w komunikacji ze społeczeństwem. Na tle jednolitego przekazu płynącego ze wszystkich tub propagandowych PiS: pisowskiej narodowej telewizji i radia, reżimowych mediów pokornych oraz dziennych przekazów klepanych karnie przez wszystkich członków PiS, głos opozycji brzmi jak niezborna, nieprzygotowana i nieprzemyślana paplanina.
Przekaz wygłaszany przez Schetynę, Petru, Kosiniaka-Kamysza, Nowacką i Zandberga oraz ich akolitów nie jest jednolity, nie jest prosty i skoncentrowany na kilku najważniejszych sprawach oraz nie wychodzi taki sam ze wszystkich możliwych źródeł. Jest to podręcznikowy przykład nieskuteczności i marnotrawienia potencjału nielicznych okazji do wystapień publicznych, które im zostały.
Prezes może wygłaszać największe androny w szeroko transmitowanych przemówieniach, a nie spotkają się one z silnym i jednoznacznym odporem opozycji. Każdy przedstawiciel opozycji skrytykuje prezesa za co innego, powie "słuszne swoje", byle jak i byle inaczej niż inni. Efektywność przekazu nie liczy się. Partiom opozycji myli się publicystyka polityczna z zajmowaniem stanowisk i marnują szansę dotarcia do tzw. masowego odbiorcy z mocnym, wyraźnym i prostym przekazem, podczas swoich 60 sekund przed mikrofonem w wiadomościach dnia.
Doskonali publicyści i komentatorzy polityczni, którzy obnażają do kości płyciznę intelektualną ideologii prezesa nie są w stanie tego braku nadrobić, bo ich głos rozchodzi się tylko w wąskich silosach wypełnionych niewieką i już przekonaną publicznością.
Konferencja sekretarzy z PRLu
Weźmy drobny acz znamienny przykład konferencji prasowej zapowiadającej marsz 7 maja. Wystąpili na niej wszyscy liderzy partii opozycyjnych i KOD. Miała to być zapowiedź ważnego wydarzenia więc wydawałoby się, że powinno to być komunikacyjne wejście smoka. Zrobiono dokładnie odwrotnie.
Konferencja sekretarzy z PRLu
Weźmy drobny acz znamienny przykład konferencji prasowej zapowiadającej marsz 7 maja. Wystąpili na niej wszyscy liderzy partii opozycyjnych i KOD. Miała to być zapowiedź ważnego wydarzenia więc wydawałoby się, że powinno to być komunikacyjne wejście smoka. Zrobiono dokładnie odwrotnie.
Nie było fajerwerków, mocnych haseł, plakatów, balonów i krótkiego, chwytliwego zaproszenia do wspólnej, elektryzującej akcji społecznej. Zamiast tego, pięcioro "sekretarzy partyjnych" wygłosiło pięć nieprzygotowanych, rozlazłych, nudnych i niezbornych przemówień, które na końcu podsumowywane zostały...jeszcze jednym przemówieniem! Za oprawę graficzną całej wielkiej akcji posłużyło muszkieterowskie przyklepanie dłoni i zrobienie wspólnego zdjęcia.
Nawet bogatych Amerykanów nie stać na takie marnowanie politycznych okazji komunikacyjnych. Powszechnie znany jest fakt, że z przemówień zostaje w głowie publiczności 5 proc. Ponadto, w źle skonstruowanych przemówieniach, każdy słyszy co innego i niekoniecznie to, co chciał przekazać rozmówca.
Pełen spontan
Takie "konferencje prasowe" w stylu wczesnego PRL są też wyrazem braku szacunku dla odbiorcy. Od upadku PRL świat przekazu przeszedł rewolucję, wykształcił kompletnie inny język i model porozumiewania się, wykreował nowoczesnego odbiorcę, który żywi się tabloidowo-elektroniczną strawą - a w Polsce, partyni liderzy nadal uparcie stoją przed mikrofonami i ględzą jak ględzili 50 lat temu, bez przygotowania, bez scenariusza, bez przemówień napisach przez fachowców, bez kontroli gestów, mimiki i intonacji.
Takie "konferencje prasowe" w stylu wczesnego PRL są też wyrazem braku szacunku dla odbiorcy. Od upadku PRL świat przekazu przeszedł rewolucję, wykształcił kompletnie inny język i model porozumiewania się, wykreował nowoczesnego odbiorcę, który żywi się tabloidowo-elektroniczną strawą - a w Polsce, partyni liderzy nadal uparcie stoją przed mikrofonami i ględzą jak ględzili 50 lat temu, bez przygotowania, bez scenariusza, bez przemówień napisach przez fachowców, bez kontroli gestów, mimiki i intonacji.
Cóż to trudnego, powiedzieć coś do mikrofonu? Każdy to potrafi! Tak właśnie musiał na przykład rozumować uzdolniony medialnie Petru, gdy na konferencji prasowej, ogłaszającej zebranie 100 tys. podpisów pod inicjatywą partii, wyłożył się kilka razy na wirażach swojej niezbornej mowy.
Taki partacki, "pełen spontan" zadziwia, bo Nowoczesna przecież na ogół stara się być nowoczesna i medialna. Niestety dobry przekaz komunikacyjny wymaga ciągłego zdyscyplinowania i przygotowania, a zdyscyplinowanie i polska polityka to zdaje się być oksymoron.
W Stanach jest regułą, że czym krótsze wystąpienie, tym lepszy pisarz publicznych mów musi je napisać i tym więcej czasu trzeba spędzić nad przygotowaniem do jego wygłoszenia. Dlatego amerykańscy mówcy wypadają jak brylanty. W Polsce każdy polityk swoje wie i powie jak umie, a cierpliwa widownia mu wszystko wybaczy. Politycy nie mierzą efektów komunikacyjnych swoich wystapień. Osiągniecie celu komunikacyjnego jest pojęciem obcym. Wydajność pracy w tym zakresie do polityki jeszcze nie dotarła.
Nie będzie bębenka!
Marsz 7 maja powinien być "sukcesem opozycji", bo wiele osób jest wkurzonych. Ale czy opozycja, która ma pieniądze i aparat, zrobiła wszystko, by był on sukcesem? Czy tylko oparła się na plecach KODu?
Marsz 7 maja powinien być "sukcesem opozycji", bo wiele osób jest wkurzonych. Ale czy opozycja, która ma pieniądze i aparat, zrobiła wszystko, by był on sukcesem? Czy tylko oparła się na plecach KODu?
Opozycja promowała marsz na zasadzie "każdy sobie rzepkę skrobie". W mediach społecznościowych PO, Nowoczesna i KOD wyprodukowały każdy swoje grafiki dla tego wydarzenia. Czy po to aby rozbić przekaz i zminimalizować skojarzenia obrazu i symbolizującej go akcji? Trudno zgadnąć.
Na szczęście hasło pozostało jedno: "Jesteśmy i będziemy w Europie" na wszystkich materiałach. Niestety mocną wymowę tego hasła zneutralizował 3 maja sprytny prezes, mówiąc w dobrze nagłośnionym przemówieniu, że PiS też jest w Europie. Przekształcił tymi słowami marsz opozycji w marsz poparcia dla proeuropejskiej polityki rządu!
PSL wyszedł sobie z organizacji marszu po angielsku. Szczwana chłopska partia, pokazala się na konferencji prasowej przed kamerami, żeby zaistnieć, a potem kompletnie wypięła się na promowanie marszu na swoich stronach internetowych i na Facebooku. Widać z nich, że PSL skupia się tam na promowaniu dołka w brodzie prezesa, który jest na wszystkich zdjęciach, nawet na tym, które tworzy tło fejsbukowej strony.
Wiadomość o stanowisku SLD w sprawie marszu 7 maja wywołać może niepohamowany, szaleńczy chichot: SLD zrobiło (podobno) SWÓJ marsz na 1 maja więc w marszu 7 maja nie pójdzie!
Gdy SLD ogłasza takie rewelacje przypomina się dowcip o kanibalach, którzy złapali białego człowieka i zaplanowali go zjeść, a ze skóry na głowie zrobić bębenek. Biały człowiek na tę wieść złapał kawałek ostrego szkiełka i zaczął walić się po głowie, krzycząc: nie będzie bębenka, nie będzie bębenka, nie będzie bębenka!
Obgryzanie kostek
Analitycy i dziennikarze ostrzegają, że opozycja zdaje sie nie mieć alternatywnego pomysłu na Polskę. Martwią się, że opozycja, jak ujadające pieski, podąża za PiS i jedynie stara się gryźć go po kostkach. Nie proponuje żadnych własnych rozwiązań. Bartłomiej Sienkiewicz z PO odpierał te obawy w ostatnim wywiadzie dla "Wyborczej", mówiąc że to jest normalne i że dopiero bliżej wyborów zacznie się klarować opozycyjny program alternatywny.
Obgryzanie kostek
Analitycy i dziennikarze ostrzegają, że opozycja zdaje sie nie mieć alternatywnego pomysłu na Polskę. Martwią się, że opozycja, jak ujadające pieski, podąża za PiS i jedynie stara się gryźć go po kostkach. Nie proponuje żadnych własnych rozwiązań. Bartłomiej Sienkiewicz z PO odpierał te obawy w ostatnim wywiadzie dla "Wyborczej", mówiąc że to jest normalne i że dopiero bliżej wyborów zacznie się klarować opozycyjny program alternatywny.
Rzeczywiście, opozycja na razie żadnego zbornego pomysłu na Polskę zdaje się nie mieć i można byłoby potraktować to jako normalne, gdyby skupiła się na obronie demokracji i krytykowaniu rządu a nie rzucała na oślep różnymi przypadkowymi propozycjami ustaw. Są to ustawy, które zarówno odnoszą się do tego, jak przekonstruować bombę, którą Kaczynski podłożył pod fundamentami demokratycznego państwa, ale i takie, które decydują o tym, jakie meble kupić do naszej polskiej, zaminowanej kuchni! Czy ktoś przygladał się temu festiwalowi legislacyjnego grochu z kapustą z punktu widzenia Polaka przed telewizorem?
PSL, na przykład, wysmażył swoją ustawę o Trybunale Konstytucyjnym choć wie doskonale, że KOD przygotował już dawno swój projekt ustawy o TK i kończy właśnie zbierać pod nim 100 tys. podpisów. Na fejsbukowej stronie PSL, która nota bene ma tylko 12 tys. polubień, informacja o PSLowskiej ustawie o TK, dostała 97 lajków. A blog prezesa Kośniaka-Kamysza o tym, jak tym projektem PSL ZAMIERZA ZAKOŃCZYĆ KRYZYS KONSTYTUCYJNY w Polsce został opatrzony jednym, krytycznym komentarzem. To nawet nie jest już śmieszne.
Wizerunek, wizerunek, wizerunek
Petru najpierw widział światełko w tunelu i rwal się do negocjowania kompromisów z przestępcami konstytucyjnymi, a poźniej - kulawą i niegrzeczną angielszczyzną - pisał do szefa socjalistów w Parlamencie Europejskim i wzywal go do odpuszczenia wniosku o kolejną debatę o Polsce w PE. Media spekulowały, że Petru wysłał ten kuriozalny list, by złagodzić złe wrażenie, jakie działania opozycji wywierają na PiS i oskarżenia, że opozycja donosi na Polskę. Wcześniej, eurodeputowany Janusz Lewandowski z PO, też sprzeciwiał się tej debacie w Parlamencie Europejskim. Jak ta "wspólna strategia" została przyjęta w sieci przez elektorat PO i Nowoczesnej? Słowami nieparlamentarnymi.
Petru najpierw widział światełko w tunelu i rwal się do negocjowania kompromisów z przestępcami konstytucyjnymi, a poźniej - kulawą i niegrzeczną angielszczyzną - pisał do szefa socjalistów w Parlamencie Europejskim i wzywal go do odpuszczenia wniosku o kolejną debatę o Polsce w PE. Media spekulowały, że Petru wysłał ten kuriozalny list, by złagodzić złe wrażenie, jakie działania opozycji wywierają na PiS i oskarżenia, że opozycja donosi na Polskę. Wcześniej, eurodeputowany Janusz Lewandowski z PO, też sprzeciwiał się tej debacie w Parlamencie Europejskim. Jak ta "wspólna strategia" została przyjęta w sieci przez elektorat PO i Nowoczesnej? Słowami nieparlamentarnymi.
Schetyna nazwał PO w mediach tak zgrabnie, że PiS powinien mu za to zapłacić: "OPOZYCJA TOTALNA". Jako lider totalnej opozycji Schetyna zajął się...szeroko komentowanym w mediach dorzynaniem watahy Tuska i Kopacz w szeregach PO. Powyrzucał też radnych i pozamykał nieposłuszne oddziały partii. Petru zaś natychmiast przygarnął padlinę do swoich szeregów. Prawdziwy obraz "zjednoczonej opozycji".
RAZEM przyjęło strategię niekundlenia się z nikim, kto był kiedyś we władzy. Tak bardzo przestrzega czystości rasy, że nie zwąchuje się nawet z KODem, bo KOD ma kontakty z tymi, którzy byli u władzy. RAZEM zamiast wspólnych działań z resztą opozycji wybrało strategię pracy u podstaw na własny rachunek i pikiet pod Biedronką. Gdy zdarzy się nam Bereza, RAZEM poprosi zapewne o internowanie w osobnym baraku.
Barbara Nowacka wydaje się być dopiero w ciąży ze swoją nową partią, która wprawdzie ma już imię, ale nie przebiła się jeszcze do świadomości za oceanem. Popularnej liderce, która w wyborach dostała ponad 75 tys. głosów pozostaje życzyć umiejętności w zorganizowaniu eleganckiej, nowoczesnej i odważnej lewicy, na którą jest zapotrzebowanie społeczne i której, jak powietrza, brakuje w duchocie prawicowo zdeformowanej polskiej sceny politycznej.
Rzucanie błotem w wiatrak
Pod mułem dzialań pozornych i nieskutecznych nikną sensowne dzialania opozycji, które nie mają szans na przebicie się do świadomości ich przygnębionych elektoratów. Każda informacja, by zagościć na dłużej w mózgu odbiorcy musi być mu przedstawiona średnio 9 razy. Wiedzą o tym dobrze nauczyciele. Żeby nowy koncept zrobił bruzdkę w mózgu ucznia musi, być mu podany kilkanaście razy, najlepiej "atakując" zmysł słuchu, wzroku i dotyku jednocześnie. Podobnie jest z publicznością przygladającą się działaniom opozycji. Żeby do nas dotarło, że jest marsz 7 maja i że trzeba na niego pójść, musimy to słyszeć over and over, jak mówią Amerykanie.
Pod mułem dzialań pozornych i nieskutecznych nikną sensowne dzialania opozycji, które nie mają szans na przebicie się do świadomości ich przygnębionych elektoratów. Każda informacja, by zagościć na dłużej w mózgu odbiorcy musi być mu przedstawiona średnio 9 razy. Wiedzą o tym dobrze nauczyciele. Żeby nowy koncept zrobił bruzdkę w mózgu ucznia musi, być mu podany kilkanaście razy, najlepiej "atakując" zmysł słuchu, wzroku i dotyku jednocześnie. Podobnie jest z publicznością przygladającą się działaniom opozycji. Żeby do nas dotarło, że jest marsz 7 maja i że trzeba na niego pójść, musimy to słyszeć over and over, jak mówią Amerykanie.
Któż wie o 100 tys. podpisów zebranych przez Nowoczesną pod petycją w obronie konstytucji? Kto kojarzy z "puczem samorządów" twarze bohaterskich radnych z PO? Kto słyszał o lub brał udział w marszu PSLu w obronie wolności obrotu polską ziemią? Kto potrafiłby wymienić cele bohaterskich walk opozycji w parlamencie wiedzionych przez Borysa Budkę i Kamilę Gasiuk-Pihowicz?
Tylko ci, którzy śledzą i interesują się polityką potrafią powiedzieć, jak broni nas opozycja, bo ten przekaz nie ma wystarczającej liczby odsłon, by utrwalić się w naszej zbiorowej świadomości.
Ein, ein, ein
Receptą na sukces naszej opozycji w obronie demokracji mogłaby być prosta trawestacja ponurej maksymy: "Jeden lider, jeden przekaz, jeden głos". Wydaje się, że zdefiniowanie jądra wartości, którego będzie się bronić wspólnie i jednym głosem - jest możliwe. Szczególnie, gdy alternatywą jest anihilacja i apokalipsa.
Receptą na sukces naszej opozycji w obronie demokracji mogłaby być prosta trawestacja ponurej maksymy: "Jeden lider, jeden przekaz, jeden głos". Wydaje się, że zdefiniowanie jądra wartości, którego będzie się bronić wspólnie i jednym głosem - jest możliwe. Szczególnie, gdy alternatywą jest anihilacja i apokalipsa.
KOD i opozycja razem; wypracowana strategia działań i komunikacji koordynowana przez profesjonalną agencję; dyscyplina, lojalność i determinacja - to jedyna recepta na sukces. Dlatego brawo KOD za inicjatywę stworzenia koalicji WRD!
Panie Schetyna! Z całym szacunkiem, doszlusuj Pan do szeregu!
