Przez ponad tydzień nie było mnie w kraju. Nie słuchałem i nie czytałem wiadomości i komentarzy politycznych. Stąd nie zastanawiałem się kto komu i dlaczego. Nie musiałem uaktywniać własnej inteligencji emocjonalnej, aby poradzić sobie z emocjami jakie wyzwalał u mnie obraz sceny politycznej. Nie zastanawiałem się nad tym, gdzie jest granica tolerancji dla postaw wielu polityków i czy istnieją jakieś siły, które mogłyby powstrzymać coraz głębsze podziały w naszym społeczeństwie. Dzięki fizycznemu dystansowi uzyskałem również dystans psychiczny. Wyraźnie zobaczyłem jak wiele spraw jest poza moim kręgiem wpływu, na które eksploatowałem swoją energię.
Cudowny urok dystansu
REKLAMA
Puszczając wodze fantazji wyobraziłem sobie sytuację, kiedy nikt nie zwraca uwagi na pierwszoplanowych aktorów sceny politycznej, a media znajdują inne tematy angażujące ich odbiorców. Brak widzów sprawiłby, że przestaliby odgrywać własne role podyktowane interesem politycznym. Wówczas pozostałyby im tylko takie tematy jak gospodarka, ekonomia, ekologia, edukacja i.t.d. I tu okazało by się ilu polityków tak naprawdę jest mocnych w tych tematach. Ilu by zamilkło z powodu braku kompetencji merytorycznych.
Te fantazje wyzwalające pozytywne emocje, to efekt dystansu. Będę starał się go utrzymywać, patrząc na scenę polityczną „z galerii”. Pozwoli mi to nie tylko na większy obiektywizm ocen, ale i uchroni przed pojawieniem się destrukcyjnych dla mnie emocji.
