Od 10 kwietnia 2010 roku wyraźnie wzrosły nastroje antyrosyjskie w naszym kraju. Od tamtego pamiętnego dnia, dla niektórych dość wyraźnie zostało zarysowane prawdziwe zagrożenie dla Polski. Stało się to dla nich okazją do zaspokojenia ich potrzeby walki. Wreszcie oficjalnie mogli się realizować stając na czele obrońców suwerenności Polski. Zbliża się 12 czerwca. Moim zdaniem, bez względu na to co wydarzy się tego dni, ci którzy wykorzystują 10 kwietnia, jako argument swojej postawy, będą zmuszeni go zmienić. Osobiście nie mam nic przeciwko temu. Łatwiej będzie mi znieść 12 czerwca, niż 10 kwietnia, na który już chyba reaguję alergicznie.
Czy 12 czerwca przyćmi 10 kwietnia ?
REKLAMA
Nie łudzę się że w najbliższym czasie wszyscy jesteśmy w stanie pozbyć się niechęci wobec Rosjan. Niestety wielu Polaków potrzebuje wroga. Nieważne czy jest to Żyd, Niemiec, czy Rosjanin. Kiedy wróg jest jasno zdefiniowany żyje się po prostu łatwiej. 10 kwietnia stał się okazją, która po prostu została wykorzystana . Niestety psychologia jest dziś bezsilna wobec tego zjawiska, mimo jednoznacznych dowodów na jego destrukcyjne działanie. Był taki czas kiedy z nadzieją patrzyłem na Kościół. Okazało się jednak, że nie tylko nie potrafi przeciwdziałać tej destrukcji, ale i wpisuje się w nią.
Skoro tak trudno zapanować nad tym zjawiskiem, to niech już przyczyna do wrogości wobec Rosjan będzie 12 czerwca, a nie 10 kwietnia
