Przyznam, że niekiedy bawi mnie pewność siebie osób, które autorytatywnie wypowiadają się na temat otaczającej ich rzeczywistości, w tym na temat innych. W ich wypowiedzi pełnej argumentów uzasadniających ich stanowisko, nie ma chociażby cienia wątpliwości, czy chociażby założenia, że to tylko ich punkt widzenia. Można niekiedy dostrzec w nich samozachwyt wywołany kolejnym „zgrabnym” argumentem uzasadniającym ich przekonania. Zjawisko to doskonale widać na scenie politycznej. Szkoda, że politycy nie mają wiedzy na temat ograniczeń i zniekształceń, jakie pojawiają się w ich postrzeganiu rzeczywistości, co jednoznacznie wykazuje nauka. Szkoda, że ci którzy zajmują się ludzką psychiką nie budują społecznej świadomości w zakresie tych ograniczeń i ich negatywnego wpływu nie tylko na relacje międzyludzkie, ale i podejmowane decyzje .

REKLAMA
Jest wiele badań potwierdzających tezę, że nasza psychika bardziej zainteresowana jest tworzeniem komfortu psychicznego, niż widzeniem świata takim jaki on jest. Między innymi neurolog Michael Gazzanig, w wyniku przeprowadzonych eksperymentów doszedł do wniosku, że posiadamy w naszym mózgu interpretatora, który chronić nasze dobre samopoczucie. Aby osiągnąć komfort psychiczny zniekształcamy, dopowiadamy, nadinterpretujemy, wykorzystując do tego intelekt. Skoro psychologia ma na to niezbite dowody, to dlaczego nie mówi o tym głośno ? Wypowiedzi polityków oceniamy przez pryzmat ich argumentów, które traktujemy jako podstawową miarę ich wiarygodności. Dlaczego psychologia nie zdeprecjonuje takiego systemu ocen ? „Zgrabna” wypowiedź, na którą trudno znaleźć kontrargument, może zupełnie wypaczać otaczającą rzeczywistość, prowadząc jednocześnie do destrukcji. Bardzo brakuje mi stanowiska psychologów dotyczącego sceny politycznej.