Kilka lat temu z dużym zaangażowaniem włączyłem się w działalność społeczną na wsi, w której mieszkam. Uznałem, że korzystając z moich doświadczeń mogę coś zrobić na rzecz budowania społeczeństwa obywatelskiego. Kiedy ze strony niektórych osób lokalnej społeczności padło pytanie ile zarabiam na inicjowanych przeze mnie przedsięwzięciach, zacząłem zastanawiać się, skąd to pytanie.

REKLAMA
Okazuje się, że w świadomości części społeczeństwa nie istnieje pojęcie zaangażowania bez profitów finansowych. Mało tego, istnieje przekonanie, że im ktoś więcej się angażuje, tym większa pewność, że robi to dla tych profitów. No bo jak można pracować za darmo. Moim zdaniem źródło takich przekonań bierze swój początek w doświadczeniach i świadomości.
Doświadczenia to przede wszystkim negatywne wzorce zachowań władzy różnych szczebli, gdzie za fasadą frazesów o ideowym zaangażowaniu często obnażane są osobiste interesy jej przedstawicieli. Pojawiające się w mediach opisy afer, albo nawet tylko informacje o zaskakująco wysokich premiach, wyzwalają jednoznacznie negatywne odczucia Polaków.
Kolejną przyczyną takiego stanu rzeczy jest świadomość, a właściwie jej brak. Obserwuję jak wiele osób nie ma poczucia wpływu na otaczającą ich rzeczywistość, nawet tę lokalną. Zamknięci w granicach swojej posesji uznają, że na niej kończy się ich „krąg wpływu”. Zniechęceni negatywnymi wzorcami płynącymi z góry nie dopuszczają do świadomości, że mogą ten krąg poszerzać.
Hasło społeczeństwa obywatelskiego, rzucane ze wszystkich stron sceny politycznej jako ważny kierunek rozwoju stosunków społecznych, trudno jest zrealizować bez pozytywnych wzorców. A tych niestety brak. Nawet Kościół swoim postępowaniem nie potrafi ich dać.