Zarówno rozwody, brak troski i życzliwości w związku, negatywnie wpływa na wychowanie dzieci, na postawę partnerów, jak również na ich sferę życia zawodowego, co jednoznacznie wykazują prowadzone współcześnie badania. Podejmowane dotychczas działania profilaktyczne zarówno przez różne stowarzyszenia, fundacje, jak i przez Kościół, nie przynoszą satysfakcjonujących rezultatów. Od 40 lat w Polsce systematycznie wzrasta ilość rozwodów, do tego trzeba uwzględnić związki, w których brak wzajemnej troski i życzliwości, o czym dane GUS nie mówią. Szczycimy się osiągnięciami ludzkiego umysłu, a jednocześnie jesteśmy bezradni w obliczu problemów małżeńskich, których negatywne skutki nikt dziś nie kwestionuje. Czy nie powinniśmy szukać coraz to nowych rozwiązań, aby małżeństwo nie było loterią?

REKLAMA
Śledząc działania różnych organizacji, których celem jest ochrona rodziny, dostrzegam głównie propozycje odnoszące się do skutków, a nie pierwotnych przyczyn rodzinnych problemów. I tak dla przykładu czytam odezwę Fundacji Mamy i Taty do władz naszego kraju o przyjęcie inicjatywy ustawodawczej, która według Fundacji ochroniłaby wiele rodzin. Jest tam m.in. propozycja obowiązkowego kursu przed złożeniem pozwu o rozwód, który uświadamiałby jego skutki, ponadto obowiązkowe posiedzenie pojednawcze na co najmniej 6 miesięcy przed jego orzeczeniem, oraz zakaz orzekania rozwodu w pierwszym roku od zawarcia małżeństwa. Działania te mogą odroczyć decyzję o rozwodzie, mogą nawet ją oddalić, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że nie zapewnią szczęścia w związku, ani tego, na czym najbardziej zależy Fundacji, czyli stworzeniu dzieciom najlepszego klimatu dla ich rozwoju. Niezbędna jest większa świadomość społeczna tego, co tak naprawdę stanowi o szczęściu i trwałości związku partnerskiego.
Dziś dla zawarcia małżeństwa wystarczy wola partnerów, reszta to tylko formalności. Okazuje się, że do pełnienie tak ważnej roli jak rola życiowego partnera wystarczy tylko głębokie przekonanie: chcę z nim/ z nią spędzić resztę życia, poparte odpowiednimi uczuciami. W ogóle nie mówimy tu o niezbędnych umiejętnościach do pełnienia tak ważnej roli. Praktycznie nie ma stanowiska pracy, które nie miałoby jasno zdefiniowanych kompetencji, a w procesie rekrutacji badana są, niekiedy bardzo szczegółowo umiejętności kandydata do pracy. Tymczasem dziś uznajemy, że do budowania szczęśliwego i trwałego związku wystarczą odpowiednie uczucia i motywacje, jakie pojawiają się w chwili podejmowania decyzji, aby być razem. To tak, jak gdyby przyjmowano pracownika do pracy nie na podstawie jego kompetencji, tylko kierując się siłą jego motywacji do pracy.
Nie deprecjonuję tu uczuć, tego uniesienia, które pojawia się w stanie zakochania. To ważne chwile w życiu każdego człowieka. Problem jednak polega na tym, że z ewolucyjnego punktu widzenia ich rolą nie jest danie nam informacji, że to właśnie ten partner/partnerka, z którym stworzę trwały szczęśliwy związek. Stan zakochania ma przede wszystkim połączyć ludzi w pary po to, aby zachować gatunek. Stąd biologicznie jesteśmy tak uwarunkowani, że uniesienie, jakie wówczas się pojawia, według badaczy tego zakresu zagadnień jest czasowo ograniczone i jak wskazują wyniki badań, trwa nie całe dwa lata.
Trwałość, szczęście związku, budowanie odpowiedniego klimatu dla wychowania dzieci, wymaga określonych umiejętności. Mówi o nich psychologia, a przeprowadzona przeze mnie analiza ok. tysiąca wywiadów z osobami „po przejściach” w pełni je potwierdziła (wywiady te były prowadzone z klientami biura matrymonialnego). Wrażliwość na uczucia partnera, umiejętność reagowania na trudne sytuacje, otwartość na weryfikację samego siebie, swoich racji, na samodoskonalenie, to niezbędny zakres umiejętności, jaki powinien posiadać każdy z partnerów. Patrząc na nie z perspektywy łańcucha przyczynowo-skutkowego, wynikają one z określonych cech człowieka. Narzędzia, jakimi dysponuje obecnie psychologia, pozwalają z dużą dozą prawdopodobieństwa ocenić czy i na jakim poziomie one występują. Już zanim wejdziemy w związek partnerski cechy te mogą być ocenione poprzez odpowiednie badania. W ten sposób możemy uzyskać informację nie tylko o tym, czy je posiadamy, ale i które cechy powinniśmy w sobie doskonalić, na czym powinniśmy koncentrować naszą uwagę, aby podwyższać nasze umiejętności partnerskie.
Włączając się w propozycje działań mających na celu ochronę rodziny proponuję, aby wprowadzić obowiązkowe badania cech leżących u podstaw umiejętności partnerskich. Badania opracowałby zespół kompetentnych psychologów, a prowadziłby je na przykład Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie. Nie wyniki tych badań, a samo ich przeprowadzenie i wynikające z nich zalecenia, byłyby podstawą do urzędowego wydania zgody na zawarcie związku małżeńskiego. W ten sposób zawarcie, a potem rozwój związku dokonywałby się na znacznie wyższym poziomie świadomości partnerów, niż ma to miejsce dzisiaj. W pełni rozumiem, że jest wiele osób, które w wyniku przeprowadzonych badań dowiedziały się, że mają za wysoki cholesterol, cukier czy ciśnienie, i nic sobie z tego nie robią. Dla wielu jednak jest to informacja która wprowadza znaczne zmiany w ich stylu życia. Wyniki badań, które tu proponuję mogą nie tylko uratować wiele rodzin, ale i znacznie podnieść jakość relacji partnerskich.
Aby nie pozostać tylko na etapie propozycji, napisałem książkę pt. „Małżeństwo nie musi być loterią”, która m.in. opisuje cechy leżące u podstaw kompetencji partnerskich. Łączy ona wiedzę, jaką uzyskałem z analizy wywiadów przeprowadzonych w biurze matrymonialnym z wiedzą psychologiczną.
Jak pisze w swojej odezwie Fundacja Mamy i Taty: „Każdego roku, według danych GUS, ok. 60 tys. dzieci przeżywa rozwód rodziców. Badania wskazują, że skutkiem rozwodu dla dzieci są m.in. regres w rozwoju intelektualnym i psychofizycznym oraz pogorszenie stanu zdrowia”. Psychologia jednoznacznie wskazuje na narastające problemy osób dorosłych, których przyczyny najczęściej biorą swój początek w dzieciństwie. Zwiększenie skuteczności działań w zakresie walki z tym negatywnym zjawiskiem możliwe jest poprzez budowanie świadomości partnerów w zakresie ich kompetencji partnerskich. Chyba najwyższy już czas, abyśmy również oceniali własne umiejętności do życia w związku.