Poza słowami zachwytu i podziwu nad sukcesami paraolimpijczyków, w wielu wypowiedziach pobrzmiewa bicie się w piersi za brak odpowiednich reakcji na niepełnosprawność. Daje się słyszeć takie słowa jak : powinniśmy, należy, trzeba. Brak odpowiedniej reakcji na niepełnosprawność, to nasza niedoskonałość, a może nawet ułomność. Dopóki nie uświadomimy sobie tego faktu, dopóki nie dokona się zmiana naszej postawy, dopóty nasze reakcje będą tylko okazjonalne. Dopóty tylko od czasu do czasu pod wpływem jakiś wydarzeń obudzi się na chwilę nasze sumienie.

REKLAMA
Kard. Stefan Wyszyński powiedział, że „człowiek ujawnia swoją osobowość w sposobie traktowania innych.” Reakcja na osoby niepełnosprawna jest chyba najlepszą okazją do przyjrzenia się własnej osobowości. Czy unikamy niepełnosprawnych w obawie, aby ich nie urazić, a tak naprawdę nie radząc sobie z własnymi lękami. Czy podejmujemy działania na rzecz niepełnosprawnych, ale z pozycji dobrodusznej osoby, wpisując się jedynie w poprawność cywilizacyjną. Czy też pomagamy, wspieramy, ale z pozycji służenia innym. A jest to postawa szczególna.
Jak twierdził dr Rachel Naomi Remen promująca holistyczne podejście do walki z chorobą : „Służąc innym, pomagamy samym sobie, bowiem daje nam to siłę. Z biegiem czasu sprawowanie opieki, pomaganie innym ,staje się nużące , wypalamy się. Jednak gdy służymy, taka postawa nas odnawia, podbudowuje ciągle od nowa.” Bardzo czytelnym dowodem na to stwierdzenie jest postawa Matki Teresy. Chodząc po slumsach, wybierając tych najbardziej potrzebujących pomagała również sobie. Jak bardzo potrzebowała tej pomocy dowiadujemy się z jej pamiętników, w których pisała m.in. „przeżywam tortury i cierpienie, których nie potrafię wytłumaczyć.” Poza otrzymywanym wsparciem ze strony swoich przewodników duchowych, służyła również innym.
Osobiście sprawdziłem to zjawisko walcząc z moją choroba nowotworową. Leżąc w szpitalu wielokrotnie, podejmowałem rozmowy z chorymi, którzy wyjątkowo nie radzili z własną psychiką. Wyraźnie czułem jak pozytywnie wpływa na mnie rozmowa z nimi. Im bardziej potrafiłem być empatyczny, im lepiej potrafiłem wyrazić zainteresowanie, im większa była ich pozytywna reakcja, tym ja czułem się lepiej. Nie potrafię dziś powiedzieć jak duży wpływ miały te rozmowy na skuteczność walki z moim rakiem. Wiem jednak na pewno, że te szpitalne rozmowy dodawały mi sił.
Jeżeli potraktujemy niepełnosprawnych jako szansę, a nie problem, to wygramy wszyscy.